Trzy klejnoty w koronie... i Czernica (KDB on Tour)



Trasa: Stary Gierałtów> (niebieskim szlakiem) ruiny zamku Karpień (PK*1)> Trojak (PK2)> Lądek- Zdrój (PK3,PO**) > (czerwonym szlakiem) Kąty Bystrzyckie> Przełęcz pod Chłopkiem> Przełęcz Puchaczówka (PK4,PO) > Czarna Góra (PK5) > Przełęcz pod Jaworową Kopą> Żmijowa Polana> Żmijowiec> Przełęcz Śnieżnicka (PK6,PO) > schr. PTTK na Śnieżniku> (zielonym szlakiem) Śnieżnik> Głęboka Jama> Rykowisko> Przełęcz Płoszczyna/Kladské Sedlo (PK7,PO)> Rude Krzyże> Rudawiec/Polská Hora> Bielice (PK8,PO) > Kowadło/Kovadlina> Przełęcz Piekło/Sedlo Peklo> (bez szlaku) Bialski Dukt (PK9)> skrzyżowanie ze szlakiem żółtym> (żółtym szlakiem) Czernica (PK10)> Przełęcz Dział> (niebieskim szlakiem) Stary Gierałtów

*PK - punkt kontrolny, **PO- punkt odżywczy

Długość trasy wg wstępnych założeń organizatora: 66,6 km (+- 2900 m przewyższeń)

Długość trasy wg ostatecznych założeń organizatora: 69 km (+- 3000 m przewyższeń)

Długość trasy wg wskazań wykorzystywanej przez nas aplikacji: 74,1 km

Czas przejścia: 16 godzin 17 minut (limit 24 godziny)


Stary Gierałtów. Wieś łańcuchowa położona na wysokości prawie 600 m n.p.m., niespełna pięć kilometrów od Stronia Śląskiego, w dolinie Białej Lądeckiej. Chwali się zabytkami: XVIII-wiecznym kościołem św. Michała Archanioła, dwoma chatami sudeckimi z przełomu XVIII i XIX w., przydrożnymi krzyżami oraz kapliczkami. Nie każdy wie jednak, że kryją się tutaj jeszcze inne atrakcje, jak np. Białolądeckie Diving Center, znane również pod nazwą Gierałtowski Blu Hol... Warto przy tym pamiętać, że od wyłowionych w rzece skarbów 10% opłaty pobierają właściciele Agroturystyki Odważny Team... 


Stary Gierałtów


To tutaj, na terenie gospodarstwa agroturystycznego w Starym Gierałtowie, mieści się baza górskiego pieszego marszu długodystansowego (lub jak kto woli: wyrypy) o dumnej nazwie Potrójna Korona. Celem Potrójnej Korony jest, oprócz sprawdzenia granic własnej wytrzymałości i odporności psychicznej, zdobycie w ciągu maksymalnie 24 godzin trzech szczytów zaliczanych do Korony Gór Polski: Śnieżnika (Masyw Śnieżnika), Rudawca (Góry Bialskie) oraz Kowadła (Góry Złote). Ale uczestnikom pierwszej edycji imprezy najbardziej w pamięć zapadnie chyba jednak Czernica...

W sobotę, 19. października, o godzinie 9:30 rano, zbieramy się wraz z ponad 250 innymi wyrypowiczami w okolicach Wiaty pod Bocianem, nieopodal bazy zawodów. ,,Nie obiecujemy, że będziecie się dobrze bawili" - straszą organizatorzy podczas odprawy przedstartowej. - ,,Nie o to nam chodzi...". Odprawa służy przypomnieniu zasad bezpieczeństwa oraz streszczeniu reguł umożliwiających zdobycie przypinki finishera na mecie. Otóż na trasie napotkamy dziesięć punktów kontrolnych. Pięć z nich to także punkty odżywcze, z obsługą, która zapisze nasze numery i czasy. Pobyt w pozostałych punktach należy udokumentować fotografią biało- bordowego baneru Potrójnej Korony lub (jeśli będzie w danym punkcie dostępna) pieczątką. Oprócz punktów kontrolnych stempelki należy przybić na numerze startowym (,,lub w dowolnym innym miejscu... które będziecie w stanie pokazać na mecie") również na najwyższych szczytach pokonywanych pasm górskich.

Punktualnie o 10:00 ruszamy. Zostawiamy za sobą Wiatę pod Bocianem, dmuchaną bramę startową i Stary Gierałtów. ,,Bidon, bidon!" - krzyczy koniec stawki do peletonu, jako że któryś z uczestników zaczął już gubić wyposażenie. W żółtych trawach pod lasem czai się Paweł Banaszkiewicz z Ostrych Kadrów, celując w nas obiektywem aparatu. Dajemy się upolować, po czym wchodzimy na niebieski szlak wiodący przez ruiny zamku Karpień i Trojak do Lądka- Zdroju. 

W ruinach odnajdujemy pierwszy baner z oznaczeniem punktu kontrolnego, stajemy więc w kolejce do zdjęcia. Strategie są różne: niektórzy fotografują sam baner, inni robią sobie z nim selfie. Inni w ogóle go omijają, przez co będą się cofali spod Skalnej Bramy... 

Trzymając szybkie tempo, docieramy na szczyt Trojaka (766 m n.p.m.). Projektant trasy zadbał o to, żebyśmy nie odpuścili sobie wejścia na punkt widokowy, umieszczając na nim płachtę z napisem ,,PK2". To dobrze, pogoda dzisiaj nas rozpieszcza (słońce, ok. 15 stopni Celsjusza) i sprzyja widokom. Zresztą taka była obiecana na stronie internetowej marszu... Warto się na chwilę zatrzymać, zwłaszcza że mamy do wykorzystania całą dobę, a z doświadczenia wiemy, że czasami z Trojaka nie widać nic poza kamieniem z napisem ,,Wolny, ale głodny"...


widoki z Trojaka


Cieszymy się, schodząc do Lądka- Zdroju, bo my też zdążyliśmy już trochę zgłodnieć, a na rynku w pizzerii ,,Abakus" czeka na każdego kawałek margherity. Uzupełniamy wodę w bidonach, w delikatesach dodatkowo zaopatrujemy się jeszcze w colę. Dalej ruszamy znanym nam czerwonym szlakiem przez tonące w złotych liściach Kąty Bystrzyckie na Przełęcz pod Chłopkiem i Puchaczówkę. 

Koło kapliczki na Przełęczy Puchaczówka zlokalizowano kolejny punkt odżywczy, w założeniu zaopatrzony w owoce. W praktyce odnajdujemy na nim również wyborną szarlotkę (która jest w końcu swoistą formą jabłek), ale o tym cicho, bo chyba nie wszyscy się na nią załapali...

Posileni owocami, ruszamy zdobywać Czarną Górę. Wieża widokowa na jej szczycie jest, jak się okazuje, ogrodzona drutem i opatrzona z tabliczką z napisem ,,grozi zawaleniem, wstęp wzbroniony". Ale u jej stóp odnajdujemy baner z oznaczeniem punktu kontrolnego oraz pieczątkę. Nie jest łatwo przybić ją na numerze zamocowanym trytkami na plecaku... Sprytnie postąpili ci, którzy zabrali ze sobą książeczki GOT. 

Schodzimy na Przełęcz pod Jaworową Kopą, z której zaczniemy podejście na Śnieżnik. Widać go już z daleka, otulonego czapą z wielkiej białej chmury... W dodatku na szlaku zaczynają pojawiać się piechurzy wyposażeni w kurtki i czapki. Niektórzy zagadują nas, zafrapowani numerami startowymi oraz stylowymi, biało-bordowymi buffami Potrójnej Korony na rękach, szyjach lub głowach uczestników. ,,To będziecie szli też w nocy?" ,,A co, jeśli ktoś nie da rady- można zrezygnować?" ,,Podoba mi się, że to nie taka gonitwa, na łeb na szyję, tylko marsz własny tempem... Można się nacieszyć górami..."

Cieszymy się górami oraz zupą pomidorową od Marchewkowego Pola, która dodaje nam sił na Przełęczy Śnieżnickiej. Robimy jeszcze krótki postój w schronisku im. Z. Fastnachta. Chociaż kolejka do bufetu jest długa, posuwa się szybko dzięki bezpardonowemu podejściu obsługi (każdy, kto okaże choć odrobinę zawahania przy zamówieniu, odchodzi z kwitkiem... lub piwem Śnieżnik). Tutaj też uczestnicy przejścia wzbudzają zainteresowanie normalnych turystów.
- Hej, w czym startowaliście?
- Jeszcze nie skończyliśmy... W Potrójnej Koronie...
- A co to jest? Opowiecie trochę?
- Wyrypa...! 70 kilometrów ze Starego Gierałtowa... do Starego Gierałtowa.

Nie przedłużamy pobytu w schronisku, żeby nie dać się rozleniwić panującemu w środku ciepłu. Gotowi na spotkanie z chmurą, rozpoczynamy atak szczytowy na Śnieżnik (1426 m n.p.m.). Okazuje się, że na górze widać więcej niż na Wielkanoc zeszłego roku... Ale temperatura oscyluje około zera. Rozgrzewamy się zejściem do przełęczy Głęboka Jama, chociaż spowalnia nas trochę podmokły teren, wymuszający poszukiwania obejścia ścieżki przez jagodziny. 


Na Śnieżniku


Wchodzimy do porudziałego jesiennie lasu bukowego, potem świerkowego... Zaczyna się ściemniać, sięgamy więc po czołówki, zwłaszcza że weszliśmy na tę część trasy, której zupełnie nie znamy.

Na Przełęczy Płoszczyna, oddzielającej Masyw Śnieżnika od Gór Bialskich, czeka na nas ognisko, gorąca herbata, drożdżówki... oraz- niespodziewanie- izotoniki z Browaru Fortuna.
- Czy to jest piwo?
- Nie, to już halucynacje...
- Piwo i ognisko to niebezpieczne połączenie...

Po odejściu od ogniska zakładamy kurtki i obieramy szybkie tempo, na przekór mgle obniżającej temperaturę odczuwalną oraz rozpraszającej światło latarek. O, właśnie weszliśmy do kałuży. Trzeba się mocno pilnować, żeby nie zgubić ścieżki. Na szczęście szlak na ,,Polską Horę" czyli Rudawiec (1106/1112 m n.p.m.) jest dobrze oznaczony.

Na szczycie odnajdujemy dyndającą na szlakowskazie pieczątkę, czynimy swoją powinność, po czym schodzimy do Bielic na bułkę. Zmęczenie sprawia, że trudno nam rozszyfrować tajemnicze oznaczenia na papierowych torebkach, ale hummus buraczany smakuje równie dobrze jak szynka z serem. Przy tutejszym ognisku nie jest już tak wesoło jak na Przełęczy Płoszczyna, być może dlatego że wszyscy mają już ponad 50 kilometrów w nogach.

Z Bielic niedaleko już na Kowadło (988 m n.p.m.). Podejście wydaje się całkiem łagodne, dopóki nie skręcamy z szerokiej drogi w wąską ścieżkę leśną bezlitośnie tnącą poziomice. W drewnianym domku zamontowanym na szlakowskazie na szczycie odnajdujemy stemple, po czym zadowoleni ze zdobycia ostatniego z trzech szczytów KGP, schodzimy na Przełęcz Piekło.

Niepokojące jest to, że połowa z nas zaczyna dotkliwie odczuwać posiadanie kolana w prawej nodze. Stara się jednak o tym nie myśleć, zajmując się odnajdywaniem właściwej trasy na rozdrożu. To tutaj żegnamy się z zielonym, żółtym i niebieskim szlakiem, wchodząc na fragment trasy bez oznaczeń. Pomagają tabliczki Potrójnej Korony, zmylają szarfy pozostałe na drzewach po zawodach biegowych...

Idziemy teraz szeroką szutrówką, stopniowo tracąc wysokość. A przecież będziemy musieli wspiąć się jeszcze na Czernicę (1083 m n.p.m.), która chociaż nie dzierży palmy pierwszeństwa w Górach Bialskich, to wznosi się wyżej niż Kowadło i jest niewiele niższa od Rudawca... A może już tej Czernicy nie będzie? - oszukuje połowa z nas siebie oraz drugą połowę. Tymczasem światełka migoczące w lesie przed nami schodzą jeszcze bardziej w dół...

Szutrówką dochodzimy do szosy, gdzie następuje chwila konsternacji. Nie widać wspomagających nas wcześniej tabliczek organizatora, wyciągamy więc ściągę zamieszczoną w rogu mapy. ,,56,20 km- przecinamy drogę asfaltową Stronie Śląskie- Bielice." Aha, dobrze, ,,przecinamy", czyli przechodzimy na drugą stronę... Zaraz, jak to, ,,56,20 km"!? Według Endomondo minęliśmy już sześćdziesiąty kilometr! Kolano zaczyna boleć jakby trochę bardziej...

Wchodzimy teraz na tzw. Bialski Dukt, a na nim odnajdujemy dziewiąty punkt kontrolny. To może już tej Czernicy nie będzie? Mgła zniknęła, na niebie widać gwiazdy oraz wielką, czerwonawą tarczę księżyca.

Zakreślamy na mapie dziwaczne uszy, po czym dochodzimy do skrzyżowania z żółtym szlakiem. Nie ma odwrotu, zaczynamy podejście na najwyższe wzniesienie północnej części Gór Bialskich. ,,Znając organizatorów, dziesiąty punkt kontrolny będzie na szczycie wieży widokowej."

Po zejściu z Czernicy (na wieżę jednak nie trzeba było się wdrapywać), dochodzimy do Kobylicznego Duktu, a nim do asfaltowej Bialskiej Pętli. Idzie się tak dobrze, że można by zajść do Nowego Gierałtowa... Ale niebieski szlak znów odbija w plątaninę korzeni i kamieni. Gajowy szedł powoli, bo miał drewnianą nogę...

Gdzieś tutaj powinny być zachwalane na odprawie przedstartowej Trzy Siostry, jednak nas bardziej od skał zbudowanych z gnejsów gierałtowskich interesuje teraz meta... W końcu pomiędzy drzewami zaczynają pojawiać się jakieś światła, słychać szczekanie psa...

O 2:17 meldujemy się w gospodarstwie agroturystycznym Odważny Team. Następuje przegląd naszych nieudolnie przybitych pieczątek (kiedy okazuje się, że rozmyta plama zielonego atramentu może nie być zaliczona, wspomagamy się dokumentacją fotograficzną), odbieramy przypinki i stajemy przed życiowym wyborem: Najpierw umyć się czy od razu rzucić się na makaron z sosem bolońskim? Wybieramy makaron.


***


Jeszcze tuż przed 10:00 rano w niedzielę słychać oklaski witające na mecie ostatnich piechurów. O 12:00 w ogrodzie Bazy następuje oficjalne zakończenie imprezy, połączone z losowaniem upominków od browaru Fortuna, gminy Stronie Śląskie oraz sklepu górskiego Bongo. Bongo Team zgarnia nagrodę dla najliczniejszego zespołu. Na wystawionych do słońca twarzach uczestników widać, że jednak bawili się dobrze... Nawet jeśli dzisiaj schodzą po schodach bokiem. I już pytają czy za rok będą mogli to powtórzyć...

Komentarze

Popularne posty