A gdyby tak... 2/6. Powrotnego nie ma.



Jeśli znalazłeś się już w rejonie dotykającym Bieszczadów, dokądkolwiek chciałbyś dojechać komunikacją zbiorową, będziesz musiał wybrać połączenie przechodzące przez Sanok. Dlatego właśnie to miasto obraliśmy jako naszą pierwszą bazę wypadową. Podczas krótkiego pobytu udaje nam się zauważyć, że tutejszy wojak Szwejk (aby uniknąć kontrowersji) zamiast piwa raczy się fajką. Pod ratuszem spotkamy Zdzisława Beksińskiego, który w zadumie, z rękami w kieszeniach, obserwuje swoje miasto rodzinne...


Sanok w pigułce: pomnik Z.Beksińskiego, rynek (widok na kościół oo.Franciszkanów), ławeczka Wojaka Szwejka


Na pewno nie zaliczamy wszystkich tutejszych atrakcji, ale śpieszy nam się w góry. Chcąc się przemieścić bliżej nich jak najszybciej, udajemy się na dworzec autobusowy przy ul. Lipińskiego. Na miejscu witają nas roboty budowlane oraz wielka tablica z napisem ,,Dworzec autobusowy przeniesiony tymczasowo na przeciwko sklepu AS". Cenna uwaga dla osoby, która nie zna miasta. Nagabujemy pierwszą napotkaną staruszkę z nadzieją, że zajezdnia nie została translokowana na drugi koniec Sanoka. Nie jest źle, pani wskazuje nam punkt przy tej samej ulicy, za kościołem. W pobliżu dostrzegamy rzeczywiście sklep Powszechnej Spółdzielni Spożywców, ale rzeczona nazwa ,,AS" funkcjonuje chyba jedynie w świadomości zbiorowej mieszkańców ulicy Lipińskiego... 

Najważniejsze, że zdążyliśmy na autobus. Zajmujemy miejsca w środku, a za nami wsiada dziewczę, które z uporem twierdzi, że widzi w kierowcy anioła. Kierowca się nie przyznaje, ale kto wie, może skrzydła nosi w plecaku, nawet przy dobrej pogodzie...

Z nieopisaną w rozkładzie jazdy przesiadką w Ustrzykach Dolnych, jedziemy do Ustrzyk Górnych. Wskazówka dla tych, którym Ustrzyki się mylą: Górne znajdują się na dole mapy. Wysiadając na przystanku w pobliżu sklepu spożywczego i kiosków z pamiątkami, słyszymy jak ktoś z naszych współpasażerów woła do swoich towarzyszy: ,,Poczekaj, sprawdzę o której mamy powrotny!", a po analizie rozkładu informuje z lekkim przerażeniem: ,,Nie ma powrotnego!"...


pamiątki z Ustrzyk Górnych


Nam powrotny akurat nie jest potrzebny. Zamierzamy zameldować się najpierw w schronisku Kremenaros (tajemniczo brzmiąca nazwa pochodzi od węgierskiej nazwy szczytu Krzemieniec), a potem wyruszyć na szlak. W naszych planach utwierdza nas recepcjonista: ,,Wiecie, że jesteście dużo za wcześnie? Na waszym miejscu ruszyłbym w góry..."

Ruszamy więc w góry. Na początek wybieramy klasyczną pętlę w sercu Bieszczadzkiego Parku Narodowego, pozwalającą na liźnięcie magii połonin. Dla niewtajemniczonych - połonina to piętro roślinności charakterystyczne dla Karpat Wschodnich. Naturalne łąki występujące powyżej górnej granicy lasu, poszerzane dawniej działalnością pasterską. Łąki, z których roztaczają się niesamowite widoki na okoliczne szczyty. Łąki, pośród których zmęczony wspinaczką, człowiek staje się inny.


Trasa: Ustrzyki Górne > (czerwonym szlakiem) Połonina Caryńska > (zielonym szlakiem) Przełęcz Wyżniańska > Bacówka PTTK pod Małą Rawką > Mała Rawka > (żółtym szlakiem) Wielka Rawka > (niebieskim szlakiem) Ustrzyki Górne

Długość trasy: 18 km

Czas przejścia (tempo pobojkowskie ;)): 5 godzin 20 minut


Szlak czerwony wyprowadza nas z Ustrzyk Górnych przez las wprost na Połoninę Caryńską (nazwaną od leżącej u jej stóp osady Caryńskie, położonej nad Potokiem Caryńskim, którego dopływem jest Caryńczyk). W okolicy znajdziemy również szczyt Caryńska (928 m n.p.m.) oraz przełęcz Przysłup Caryński (785 m n.p.m.). Takie nagromadzenie caryńskości może tłumaczyć etymologia nazwy - w narzeczu huculskim caryną nazywano łąkę, polanę. Do rozważań lingwistycznych polecamy piwo Carynki z Caryńskiej warzone w bieszczadzkim browarze Ursa Maior.




Zostawmy jednak nazewnictwo i skupmy się na widokach. A te po wyjściu na połoninę robią się naprawdę przepiękne.

Z Połoniny Caryńskiej schodzimy na Przełęcz Wyżniańską. Przekraczamy asfaltową jezdnię i wkraczamy na szeroką, niemal płaską drogę, która doprowadza nas do Bacówki pod Małą Rawką. Tam robimy przerwę na grule z bundzem oraz herbatę pasterską z suszonych malin i ziół (można prosić o drugie parzenie :)).


bacówka pod Małą Rawką


Uciekając przed zasiadającą do obiadu grupą, zaczynamy wspinaczkę na szczyt Małej Rawki. Po wyjściu na grzbiet porośnięty połoniną znów robi się widokowo.


widok w kierunku Wielkiej Rawki


Z Małej Rawki niedaleko do Wielkiej Rawki. Na szczycie znajduje się charakterystyczny betonowy słup, za którym nie stoi jednak żadna niezwykła historia. To dawny znak geodezyjny.


dawny znak geodezyjny w okolicach szczytu Wielkiej Rawki


Niebieskim szlakiem schodzimy do Ustrzyk Górnych. Ponieważ, jak wiemy, powrotnego nie ma, zostajemy tu na noc...

Komentarze

Popularne posty