Zamki i wulkany 2/4. Zwiedzanie dzienne i nocne.

Zamek Lenno w nocnej odsłonie

Trasa (dzienna): (zielonym szlakiem Zamków Piastowskich) Wleński Gródek, Góra Zamkowa> Wleń, rynek> Bełczyna> Rozdroże pod Ostrzycą> (bez znaków) Ostrzyca 

Powrót tą samą drogą.

Długość trasy (w dwie strony): 20, 9 km

Czas przejścia: 4 godziny 25 minut

500 milionów lat temu na obszarze dzisiejszych Gór Kaczawskich oraz Pogórza Kaczawskiego wybuchały wulkany. Podobnie 250 milionów lat temu. Kilkanaście milionów lat temu także. Bogactwo pozostałości aktywności wulkanicznej z różnych okresów geologicznych było inspiracją do utworzenia tutaj geoparku ,,Kraina wygasłych wulkanów", aspirującego do członkostwa w światowej sieci UNESCO.

Zaledwie dziesięć kilometrów od Wlenia wznosi się jeden z najbardziej charakterystycznych polskich szczytów pochodzenia wulkanicznego, czyli zwana śląską Fudżijamą Ostrzyca (501 m n.p.m.).

Zbliżając się do najwyższego szczytu Pogórza Kaczawskiego zielonym szlakiem od strony wsi Bełczyna, nie mamy wątpliwości skąd biorą się skojarzenia z górą Fudżi. Pośrodku płaskiego terenu wyrasta stożkowaty kształt- brakuje tylko śnieżnej czapy na szczycie.


Ostrzyca widziana z szosy z Bełczyny do Proboszczowa


Jest jeszcze jedna, dość istotna różnica- Ostrzyca już na pewno nie wybuchnie. Technicznie rzecz biorąc, nie powinno się jej nazywać wulkanem, ale raczej nekiem. Nek to wzniesienie uformowane z lawy zakrzepłej w kominie wulkanicznym. Powstające w taki sposób skały magmowe (w przypadku Ostrzycy- bazanit z rodziny bazaltów), są dużo odporniejsze na erozję niż materiał budujący stożek wulkaniczny. Krótko mówiąc, z mioceńskiego wulkanu do dziś pozostało jedynie jego wypełnienie.


Ostrzyca w jesiennej szacie

Podchodzimy do Ostrzycy od południa, ale szczyt zdobywamy od północy, spotkawszy się uprzednio z oznaczonym na żółto Szlakiem Wygasłych Wulkanów ze Złotoryi do Legnickiego Pola oraz krótkim, czerwonym szlakiem poprowadzonym ze wsi Dworek.

Po kamiennych schodkach śliskich od pokrywających je liści, pniemy się do góry, wkraczając jednocześnie na teren florystyczno- geologicznego rezerwatu ,,Ostrzyca Proboszczowicka", obejmującego ochroną nie tylko roślinność, ale również bazaltowe gołoborza występujące na zboczach góry.


schodki prowadzące na szczyt Ostrzycy

Widok z góry na miejscowość Proboszczów oraz wzniesienia Pogórza Kaczawskiego jest znów- pomimo słonecznej pogody- zamglony, co po raz kolejny budzi w nas refleksje związane z wpływem człowieka na środowisko naturalne.


widok z Ostrzycy

Zielonym szlakiem Zamków Piastowskich- tym samym, który nas tutaj doprowadził- wracamy do Wlenia. Ponieważ wycieczka na śląską Fudżijamę nie zajęła nam całego dnia, mamy jeszcze możliwość pokręcenia się przed zmrokiem po miasteczku.


rynek we Wleniu

Co jest tutaj godnego uwagi? Przede wszystkim urokliwy rynek, otoczony XIX- wiecznymi kamieniczkami. Na rynku, przed ratuszem, stoi Pomnik Gołębiarki. Upamiętnia on mającą swoje korzenie w średniowieczu  tradycję hodowania gołębi, która przerodziła się w organizowane co roku w środę popielcową ptasie targi.


Pomnik Gołębiarki na wleńskim rynku

Początki zainteresowania mieszczan gołębiami wiążą się z klęską głodu, która nawiedziła Wleń w I poł. XIV w. po ataku szarańczy. Dziś przed głodem we Wleniu uchroni nas mieszcząca się przy rynku café Gołębiarka, lokal którego właściciele ,,rzucili wszystko i wyjechali do Wlenia" aby karmić tutejszych mieszkańców oraz turystów domowym ciastem, ,,wypasionymi" tostami czy kremem z pomidorów.

Wychodząc z rynku ulicą Dworcową, biegnącą ku nieczynnej stacji kolejowej, docieramy do kościoła św. Mikołaja, na którego strychu od wiosny do jesieni znajduje schronienie ponad 2000 osobników nocka dużego. W ramach projektu Life Podkowiec+ wyremontowano dla nich dach świątyni.


przyjazny nietoperzom kościół św. Mikołaja we Wleniu

Na przeciwko kościoła znajduje się plebania, a w otaczającym ją ogrodzie, u zbiegu ulic Dworcowej i Lipowej, nieco poniżej jezdni, można odnaleźć krzyż pokutny z rytem miecza.


krzyż pokutny przy skrzyżowaniu ulic Dworcowej i Lipowej

Jeszcze jeden kamienny krzyż, podobno będący świadectwem bratobójstwa z 1362 r., znajduje się przy zielonym szlaku biegnącym na szczyt Góry Zamkowej. Musimy się przyznać, że przeoczyliśmy go, przechodząc tędy po raz pierwszy. Krzyż stoi w niewielkim oddaleniu od ścieżki, ale łatwo wtapia się w jesienny krajobraz. Ułatwić jego namierzenie może stojący obok metalowy słup.


krzyż pokutny przy zielonym szlaku z daleka...



...i z bliska


Wzniesienie, na które się wspinamy ma, podobnie jak Ostrzyca, pochodzenie wulkaniczne. Jest ono jednak owocem dużo starszej (paleozoicznej) aktywności stożka z kraterem. Świadczą o tym występujące w partii podszczytowej Góry Zamkowej skały metamorficzne w formie bułek lub poduszek, czyli tzw. lawa poduszkowa, powstająca w wyniku podwodnej erupcji.



zamek wzniesiony na poduszce z lawy

Na poduszce z lawy - wg ustaleń archeologów- już w X w. istniał gród otoczony wałem. Około 1160 r. książę Bolesław Wysoki wzniósł tutaj z kolei pierwszą murowaną, prostą budowlę zamkową. Na przestrzeni wieków założenie stopniowo rozbudowywano- najpierw o kaplicę, później o sześcioboczną basztę obronną, wreszcie o czworoboczną wieżę mieszkalną, trzykondygnacyjny budynek mieszkalno- magazynowy, małą szkołę oraz kuchnię. W XV w. wieżę sześcioboczną zastąpiono cylindryczną, zachowaną do dziś. 


czytelny układ pomieszczeń dawnego zamku

Kolejne rozbudowy (które można prześledzić na oddziaływujących na wyobraźnię ilustracjach na stronie internetowej zamku) przerwała XVII- wieczna wojna trzydziestoletnia. Warownia, znajdująca się wówczas w rękach rodu von Zedlitz (rycerzy- rozbójników) została wysadzona w powietrze. Nowy właściciel dóbr na Lennie, Adam von Kaulhaus, nie zdecydował się inwestować w rekonstrukcję zamku. Zamiast tego wzniósł poniżej ruin pałac, w którym zamieszkał. 


Pałac Lenno i droga prowadząca do kościoła św. Jadwigi

Odbudował za to znajdujący się w pobliżu XIV- wieczny kościółek, którego patronką uczynił św. Jadwigę. Zamek wraz z pałacem kupił w XVIII w. hrabia Grünfeld, a po jego śmierci majątek przejęła rodzina von Haugwitz. Po wojnie pałac pełnił różne funkcje, ulegając powolnemu zniszczeniu. Obecny właściciel, Belg, powoli przywraca jednak świetność zabudowaniom pałacowo- folwarcznym. W oficynie i dawnym budynku browaru znajdują się apartamenty, a w pałacu działa café Lenno.


oficyna zespołu pałacowo- folwarcznego Lenno

Ruinami zamku od 2018 r. opiekuje się Konsorcjum Warownia (na które składa się stowarzyszenie Gildia Przewodników Sudeckich oraz fundacja mająca pod swoimi skrzydłami również wieżę książęcą w Siedlęcinie). Zabytek można obecnie zwiedzać. W dzień (poza sezonem od 10:00- 16:00), a niekiedy także w nocy. Tak się składa, że akurat na długi weekend listopadowy zaplanowano tego rodzaju atrakcję.

Za dnia zwiedzamy zamek samodzielnie, wyposażeni w wypożyczony w kasie biletowej plan. Po zmroku towarzyszy nam przewodnik, w którym rozpoznajemy tajemniczego mnicha spotkanego wczoraj na rynku. Połowica tajemniczego mnicha aka Gracjana opowiada nam z kolei o świętej Jadwidze, żonie odpowiedzialnego za pierwszą rozbudowę warowni Henryka Brodatego. Nocne zwiedzania umożliwiają często zajrzenie w zakamarki zazwyczaj niedostępne. Tak jest i tym razem- mamy okazję zobaczyć kościółek św. Jadwigi, a w nim zakrystię z renesansową polichromią, sarkofagi małżeństwa Grünfeldów oraz widoczne na ambonie i za ołtarzem podpisy XVIII- wiecznych wandali.


kościół św. Jadwigi na Zamkowej Górze


kościół św. Jadwigi: renesansowa polichromia, XVIII- wieczne podpisy na ambonie

W dzień z tarasu na szczycie zamkowej baszty roztacza się widok na cały Wleń. Możemy dostrzec rynek, opływający miasteczko Bóbr, a nawet szlak, który powiedzie nas jutro w kierunku Gór Kaczawskich...


widok na Wleń z baszty zamkowej

Po zmroku też można wejść na wieżę, ale z ciemności otaczającej Zamkową Górę odcina się jedynie oświetlony rynek. 


wleński rynek widziany z zamkowej baszty po zmroku

Są jednak inne atrakcje: pochodnie oraz ognisko, nad którym pieczemy kiełbaski. Kiedy biorące udział w nocnym zwiedzaniu grupy gnają do autobusu, śpiesząc się na kolejny punkt swojego programu, zostajemy wśród zamkowych murów sami. Patrzymy w zadumie na iluminowaną błękitnawym światłem wieżę, rozmyślając o wybrykach Bolesława II Rogatki zwanego Łysym i Cudacznym, który więził tutaj m. in. biskupa wrocławskiego.



Komentarze

Popularne posty