Meandry Brdy, czyli Bydgoszcz City Race (KDB on tour).


 

 

Zapisaliśmy się na kolejne zawody zaliczane do klasyfikacji ,,Ligi na szagę". Tym razem to Bydgoszcz City Race, impreza rozgrywana w dokładnie ten sam weekend, w który odbywa się Europejska Noc Muzeów. Jadąc w kujawsko-pomorskie, mamy zatem nadzieję połączyć rozrywki sportowe z kulturalnymi.

W sobotę rano meldujemy się w bazie zawodów, która- wbrew nazwie zmagań- mieści się dość daleko od ,,city", w świetlicy Gminnego Ośrodka Kultury w Bożenkowie. Wokół rozciągają się lasy i jeziora, a dosłownie pod bramą ośrodka biegnie znakowany na niebiesko Szlak Brdy. Ten liczy ponad 160 km. Zaczyna się w Konarzynach na skraju Borów Tucholskich i prowadzi aż do Brdyujścia, zahaczając po drodze o kilka parków krajobrazowych. Dzisiaj nie zamierzamy pokonywać jednak aż tylu kilometrów. Startujemy tradycyjnie na trasie pieszej TP25.

Przed 10:00 następuje rozdanie map. Otrzymujemy jedną główną, na formacie A3 i w skali 1:30 000 oraz jedną bardziej szczegółową, obejmującą wycinek terenu z dużej mapy (na A4, w skali 1:10 000). Mapa główna prezentuje 13 oznaczonych w terenie lampionami punktów kontrolnych, które będziemy potwierdzać z pomocą chipów SPORTident. Na podzielonej na dwie części mapie A4 figuruje z kolei 16 lokalizacji wybranych z umieszczonych na stałe na terenie Nadleśnictwa Różanna stacji Zielonego Punktu Kontrolnego. Ich odwiedzenie mamy dokumentować przy użyciu zamontowanych na drewnianych słupkach perforatorów. W sumie punktów jest więc aż 29. Sporo. To jeszcze więcej niż na zeszłorocznym Oriento Expresso, gdzie ledwie wyrobiliśmy się w limicie czasowym...

Punkty B1-B8 oraz N1-N8 (czyli te z małej mapy) będziemy zbierać w formule scorelauf (tj. w dowolnej kolejności), natomiast porządek zdobywania punktów 1-13 jest narzucony z góry. To oznacza, że na początku rywalizacji mniej będzie myślenia, a więcej pilnowania, żeby nie zgubić zawodników znajdujących się przed nami...

Rzeczywiście, kiedy pada hasło do startu, niemal wszyscy (z wyjątkiem dwóch buntowników) ruszają w jednym kierunku. Po niespełna 2,5 km marszu (lub biegu w wypadku czołówki) zdobywamy łatwą jedynkę na skrzyżowaniu dróg, po czym, wciąż w dość zwartej grupie, ruszamy ku dwójce. Dwójka to też skrzyżowanie, idzie więc gładko. W drodze do trójki stawka rozdziela się już na kilka frakcji, ale ostatecznie i tak wszyscy musimy przejść przez most na Brdzie, aby odhaczyć trójkę umieszczoną przy jego południowo-zachodnim przyczółku.

 

 

Brda w okolicy Bożenkowa

 

 

Od trójki zaczyna się jednak zabawa. Jak najlepiej nakierować się na pole Scorelauf 1? Od którego punktu w tym polu zacząć? I- najważniejsze- jak w miarę szybko ogarnąć wszystkie punkty opisane literą ,,B"? My zaczynamy od B2, wyrzucając sobie później, że można było zacząć od B8. B2 (charakterystyczne drzewo), B4 (narożnik granicy kultur) oraz B7 (dołek) idą nam jednak całkiem sprawnie. 

 

 

 

zakamuflowana żaba na B7

 

Gorzej jest z B5 (obniżenie terenu). Odliczamy starannie metry od skrzyżowania dróg do miejsca, w którym powinniśmy zejść ze ścieżki, odliczamy kroki w głąb lasu... i nic. Natykamy się na kilka obniżeń terenu, ale w żadnym z nich nie widać słupka z perforatorem. Jedyny słupek, jaki udaje nam się namierzyć, to ten z tablicą oznaczającą obszar... remizy dla ptaków. 

 

 


 

 

 

Bez żadnych rezultatów błąkamy się po okolicy dobre 20 minut. Przełom następuje dopiero, kiedy od północnego zachodu dobiega do nas dwójka innych zawodników. Oni znaleźli już B5 i dzielą się z nami podejrzeniem, że punkt może być lekko przesunięty względem pierwotnej lokalizacji. To pomaga- chwilę później przebijamy właściwe pole perforatorem, stojąc przy opartym o drzewo słupku. W jego bezpośrednim otoczeniu nie ma żadnego obniżenia terenu...

B3 (obniżenie-gęstwina) odnajdujemy bez większych problemów. Jedyną niespodzianką jest tutaj ułamany perforator. Mapy nie podbijemy, zamiast tego robimy sobie ze słupkiem selfie. B1 (skraj polany), B8 (obniżenie terenu) oraz B6 (górka w pobliżu stawku z głośno kumkającymi żabami) idą również w miarę gładko. Tylko to B8 można było zrobić na początku, bo teraz bez sensu nadkładamy drogi...

 

 

 

Zielony Punkt Kontrolny (to akurat B3, z ułamanym perforatorem)

 

 

 

Tak czy siak, wracamy na dużą mapę, gdzie czeka na nas ciąg punktów położonych nad jeziorkami i jeziorami (4-8). Największe z nich to, włączone do sytemu Zalewu Koronowskiego, Jezioro Białe. W drodze pomiędzy szóstką i siódemką kontrolujemy czas. Nie wygląda to dobrze- za nami połowa punktów, ale dwadzieścia minut temu przekroczyliśmy połowę limitu czasowego. Co gorsza, na liczniku mamy już 19 km, więc nadwyżka ponad 25 km zapowiada się sroga. Bardzo ciekawi jesteśmy wariantu budowniczego trasy...

 

 

 

nienazwane jeziorko z wyspą

 

 

 

Jezioro Białe

 

 

Do dziewiątki (rozwarty narożnik lasu) przemy na szagę, ale jeśli chodzi o trasę pomiędzy 9 a 10, to wątpimy, aby sztuka azymutowania mogłaby tutaj zadziałać na naszą korzyść. Staramy się więc nakreślić jak najlepszy wariant na prostokątnej siatce dróg przeciwpożarowych... Długi i nudny odcinek trasy urozmaicamy sobie rozmową z Martą i Tomkiem, którzy, podobnie jak my, mają w nogach spory naddatek kilometrów. Wspólnie zastanawiamy się, czy zaliczenie w całości czekającego na nas Scorelaufa nr 2 jest jeszcze w ogóle możliwe...

Tymczasem docieramy do położonej na łuku rowu dziesiątki. Potwierdzamy punkt, po czym kierujemy się na południowy zachód. A potem prosto na południe do zlokalizowanej nad strumieniem jedenastki. Kotomierzanka (zwana też Kotomierzycą albo Czarną Strugą) wije się bardzo malowniczo, decydujemy się więc podążać wzdłuż jej brzegu do dwunastki, zainstalowanej na jednym z kolejnych jej łuków.

Następnie wracamy na leśną drogę, która doprowadza nas do granic pola oznaczonego na mapie jako ,,Scorelauf 2". Mamy jeszcze godzinę i piętnaście minut do końca limitu, ale biorąc pod uwagę, że podobnej wielkości Scorelauf 1 zabrał nam dwie godziny, to szanse na zebranie tutaj wszystkich punktów są raczej mizerne. Mimo tego podejmujemy próbę. 

Chcemy zacząć od ósemki i dość szybko odnajdujemy stojący na skraju podmokłego terenu słupek. Tylko czy nie za szybko? Czy to możliwe, że natrafiliśmy przypadkiem na jakiś inny punkt znajdujący się w sieci Zielonego Punktu Kontrolnego...?

Starając się tym nie przejmować, podążamy w stronę N2. Coś nam się dalej wybitnie nie zgadza, ale jakimś cudem lądujemy we właściwym obniżeniu terenu. Próbujemy teraz przedrzeć się na szagę do N4, błądzimy jednak w gęstym lesie. Nasz czas stopniał tymczasem do pół godziny, postanawiamy więc odpuścić sobie pozostałe N-ki i pędzić już do mety. Może jeszcze tylko N1 po drodze? Dobra nasza, jest słupek, co prawda totalnie nie na ,,skraju gęstwiny", jak sugeruje opis, ale odległość od szkółki leśnej mniej więcej się zgadza. 

No to teraz już do mety, po drodze powinno udać zgarnąć się ,,13" z dużej mapy. Przechodzimy przez szosę, odliczamy mniej więcej 600 m... i moglibyśmy przysiąc, że jesteśmy w dobrym miejscu, ale na narożniku lasu nie widzimy żadnego lampionu. W dodatku mąci nam w głowie niebieski szlak, który w terenie oznaczony jest na innej drodze niż na naszej mapie. Zegarek nieubłaganie wskazuje jednak 10 minut do końca limitu. Nie będziemy upierać się przy zdobyciu jednego punktu, ryzykując odjęcie większej ilości punktów za spóźnienie. Nie szukamy dłużej i przyśpieszamy kroku. Na końcowym odcinku przechodzimy do biegu, a i tak wpadamy do bazy minutę po 18:00. 

Z niedowierzaniem wpatrujemy się w podsumowanie treningu. 38 km? A więc prawie jedna czwarta długości Szlaku Brdy... Jeśli doliczyć do tego dojście do stacji kolejowej w Maksymilianowie (6 km w jedną stronę), zrobimy dzisiaj równe 50 km... Sącząc bezalkoholową ipę, zastanawiamy się ile punktów uda nam się zaliczyć podczas dzisiejszej Nocy Muzeów...




schemat przebytej przez nas trasy



< następny post

poprzedni post >

Komentarze