Piasek i woda 2/15. Góry nad morzem.

pomnik ,,Korona Himalajów" we Władysławowie


Trasa (niebieskim Szlakiem Nadmorskim Zatokowym): Jastarnia> Góra Libek> Kuźnica> Chałupy> Władysławowo> Cetniewo> Chłapowo> Przylądek Rozewie> Jastrzębia Góra> Ostrowo (Pustki)

Długość trasy: 39 km

Czas przejścia (nie licząc zwiedzania latarni Rozewie): 8 h 10 min.

Sądziliśmy, że podczas tego wyjazdu nie zobaczymy żadnych gór. Tymczasem w ciągu zaledwie jednego dnia wchodzimy na Górę Libek, odwiedzamy Jastrzębią Górę i jeszcze podziwiamy... Mount Everest. 

Po wczorajszej próbie wędrowania cały czas plażą, postanawiamy nieco zmienić taktykę (zwłaszcza, że mamy do pokonania dość spory odcinek wybrzeża). Zamierzamy trzymać się dzisiaj niebieskich znaków Szlaku Nadmorskiego Zatokowego, zaczynającego się na Półwyspie Helskim (konkretnie w Juracie), a kończącego w Krokowej. 

Z Jastarni szlak wyprowadza nas szeroką i wygodną drogą leśną, co już nam się podoba. Projektant trasy zadbał również o to, abyśmy zobaczyli wszystkie najważniejsze formacje naturalne oraz nie pominęli żadnych ciekawostek historycznych. To podoba nam się jeszcze bardziej. Asfalt pojawia się tylko wtedy, kiedy jest to naprawdę konieczne, a wykres wysokości nie jest nawet zupełnie prostą linią.

Pierwsza atrakcja na trasie to ciężkie schrony bojowe ,,Sęp" i ,,Saragossa" (wg innej wersji ,,Saratoga"), wybudowane tuż przed wybuchem II wojny światowej. Co dość nietypowe, ,,Sęp" usytuowany jest w odkrytym miejscu, na plaży (stąd jego wyjątkowo grube, żelbetowe ściany zewnętrzne). 


ciężki schron bojowy ,,Sęp"

W głębi lasu chowa się jeszcze schron ,,Sabała", a od strony Zatoki Puckiej - ,,Sokół". We wrześniu 1939 r. budowle nie były jeszcze w pełni wyposażone, ale ich pozycja nie została zaatakowana. Po kapitulacji Półwyspu Helskiego umocnienia przejęli Niemcy. W okresie PRL- u były wykorzystywane przez Wojsko Polskie i wciąż uwzględniane w planach obronnych. Dziś są zabytkiem, a na ich bazie powstał Skansen fortyfikacji II Rzeczypospolitej im. Kontradmirała Włodzimierza Steyera. W okolicy znajdziemy odtworzone okopy oraz przeszkody przeciwpiechotne i przeciwpancerne (a na jednej z nich, wymalowane sprayem hasło antywojenne).

Zaglądamy do wykresu wysokości trasy wgranej w zegarek i dostrzegamy na niej zmarszczkę. Oto przed nami najwyższa wydma w pasie pomiędzy Kuźnicą a Jastarnią, Góra Libek (całe 12,5 m n.p.m.!). Nie ma się co śmiać z jej wysokości, bo na podejściu zamontowano nawet poręczówki...


Góra Libek- podejście ubezpieczone liną i szczyt

Spolszczona nazwa ,,Libek" wzięła się podobno od statku z Lubeki, który w tych okolicach w XVII w. rozbił się na mieliźnie. Na szczycie znajduje się ławeczka (umożliwiająca odpoczynek po forsownym podejściu...) oraz kapliczka poświęcona ,,pamięci tych, którzy nie wrócili z morza". Z góry widać plażę i umacniający wydmę płotek faszynowy (wbite pionowo w piasek wiązki gałęzi oraz pędów wikliny).


widok z Góry Libek

W rejonie Góry Libek wkraczamy na najcieńszy fragment Półwyspu Helskiego. Są miejsca, w których pomiędzy koronami drzew błękit morza prześwituje zarówno z lewej, jak i z prawej strony. 


ławeczka z widokiem na Zatokę Pucką

Tutaj, w pobliżu Kuźnicy, znajduje się też Rybitwia Mielizna (Mewia Rafa). Gdybyśmy się uparli, moglibyśmy przejść nią suchą- no może nie stopą, ale powiedzmy- piersią, do położonej pomiędzy Puckiem a Gdynią Rewy. Do przepłynięcia mielibyśmy jedynie krótki odcinek przy samym brzegu Mierzei Helskiej oraz tzw. Głębinkę (Depkę)- sztuczny przekop w mieliźnie wykonany dla umożliwienia żeglugi. Prawie co roku od niemal 20 lat, zazwyczaj w sierpniu, organizowany jest Marsz Śledzia przez Mewią Rafę. 

Szlak wprowadza nas do Kuźnicy, umożliwiając zaopatrzenie się w napoje chłodzące (słońce grzeje niemiłosiernie). Potem znów kieruje nas pomiędzy sosny, a chwilowo sugeruje nawet zejście na plażę (można ten odcinek jednak obejść leśnymi ścieżkami). 

Pomiędzy Kuźnicą a Chałupami natrafiamy na pamiątkowy kamień z napisem ,,Miejsce przerwania półwyspu". ,,Przerwanie" należy rozumieć tu jak najbardziej dosłownie. Ostatniego dnia września 1939 r. polscy żołnierze wysadzili, po uprzednim zakopaniu ich głęboko w piasku, 20 ton materiałów wybuchowych pozyskanych ze zdemontowanych głowic torped okrętowych. Ich zamierzeniem było oddzielenie reszty półwyspu od stałego lądu i zatrzymanie w ten sposób niemieckiego ataku. Całkowite przerwanie co prawda się nie udało, jednak  wybuch uszkodził drogę i tory kolejowe oraz spowodował utworzenie głębokiego rowu przeciwpancernego. Niestety, wskutek upadku Warszawy, a także braków żywności oraz amunicji, dzień później zapadła decyzja o podpisaniu kapitulacji. Dziś po wojennych wydarzeniach nie został tu żaden ślad- poza kamieniem. 




Zbliżamy się do Chałup, rozsławionych przez piosenkę Zbigniewa Wodeckiego. Nawiasem mówiąc, to nie jedyne miejsce nad polskim morzem, gdzie można odnaleźć plażę naturystów- w czasie naszej wędrówki spotkamy ich całkiem sporo.

Stąd jeszcze ok. 7 km marszu przez las dzieli nas od końca mierzei. W końcu wynurzamy się we Władysławowie, w czym utwierdza nas tablica z nazwą miejscowości w dwóch językach- polskim i kaszubskim.




Czego tu nie ma! Lunapark z diabelskim młynem, kino 9d, park dmuchańców, muzeum figur woskowych, motylarnia, dom do góry nogami... Nad wszystkim góruje jednak socrealistyczna wieża Domu Rybaka.


Władysławowo- Dom Rybaka, lunapark.

Szlak biegnie obok drewnianej willi z lat 20., w której w okresie międzywojennym wypoczywał latem gen. Józef Haller. Następnie doprowadza nas w okolice Alei Gwiazd Sportu, której powstanie wiąże się z pobliskim Centralnym Ośrodkiem Sportu i Ośrodkiem Przygotowań Olimpijskich w Cetniewie. W 2014 r. w alei ,,wyrosły" dodatkowo najwyższe góry świata. Czternaście nieregularnych tablic kamiennych symbolizuje czternaście ośmiotysięczników, a umieszczone na nich tabliczki przypominają o najważniejszych osiągnięciach polskich himalaistów. 

Władysławowo płynnie przechodzi w Chłapowo. Nie do końca wiemy, w której z tych miejscowości jesteśmy, kiedy schodzimy na plażę. Ale wiemy, że można tu kupić dobre lody. 




Wiatr i fale wzmogły się na tyle, że ratownicy powywieszali czerwone flagi. Tymczasem wydmy niepostrzeżenie zamieniły się w wysoki klif. Kiedy po kilkuset metrach wędrówki po plaży schodzimy do centrum Chłapowa, mamy sporo schodów do pokonania. 


Schodzimy z plaży do centrum Chłapowa...


...a u szczytu schodów czekają takie widoki.

Szlak zalecił nam chwilowe opuszczenie plaży tylko po to, aby zaraz na nią powrócić... Na pozór mogłoby się to wydawać pozbawione sensu, był w tym jednak ukryty cel, który odkrywamy przechodząc przez drewnianą bramę z nazwą ,,Dolina Chłapowska". Idziemy przez malowniczy wąwóz objęty ochroną jako krajobrazowy rezerwat przyrody, przez kładki poprowadzone nad okresowo wysychającym strumieniem, w otoczeniu krzewów rokitnika.


rokitnik zwyczajny, objęty w Polsce ochroną częściową

Tymczasem na niebie pojawiła się niepokojąco granatowa chmura, która przekonała większość plażowiczów do zarządzenia odwrotu. Przechodząc przez ciemny tunel pod ulicą Żeromskiego spotykamy więc sporo osób idących w przeciwnym kierunku niż my. 


tunel pod ulicą w Dolinie Chłapowskiej

Ostatecznie chmura okazuje się niegroźna. Jedyne co powoduje, to podkręcenie malowniczości krajobrazu. 



Pokonujemy teraz plażą dłuższy, około trzykilometrowy odcinek aż do Przylądka Rozewie. Betonowa opaska zabezpieczająca tutejszy brzeg przed erozją od niedawna cieszy oko kolorowymi muralami nawiązującymi do morza i okolicznych atrakcji. Oprócz nas podziwia je też stadko nurogęsi.


murale na betonowym umocnieniu brzegu


nurogęsi na plaży za opaską betonową

Promenadą poprowadzoną za opaską dochodzimy do skrętu niebieskiego szlaku w leśną ścieżkę... znajdującą się za prowizorycznym, drucianym płotem. Ktoś przed nami rozwiązał już jednak ten problem, więc przez dziurę w płocie wchodzimy na schodki pnące się do góry po zboczu. Na końcu ścieżki też jest płot, ale tak samo można go obejść. Widząc nasze poczynania, chłopak wpatrujący się ze zdumieniem w ogrodzenie, pyta konspiracyjnym szeptem czy można przejść. Równie konspiracyjnie odpowiadamy, że można i rozchodzimy się, każdy w swoją stronę- on na plażę, my do latarni morskiej Rozewie. A właściwie do ,,latarni morskich", bo na przylądku znajdują się- w niewielkiej odległości od siebie- dwie konstrukcje tego typu. 


Latarnia Rozewie I i widziana z jej okna latarnia Rozewie II

W latarni Rozewie I (tzw. ,,starej", z 1822 r., działającej do dziś) urządzono muzeum, prezentujące m.in. modele polskich latarń (w tym kilka wykonanych specjalnie dla osób niewidomych, umożliwiających poznanie kształtu i przeczytanie opisu w alfabecie Braille'a). Na ilustrowanych planszach znajdujących się na kilku poziomach przedstawiono z kolei historię latarnictwa od czasów najdawniejszych (ogniska rozpalane najpierw na wzgórzach, potem na szczycie specjalnie budowanych w tym celu wież), poprzez wynalezienie soczewki Fresnela i opracowanie sposobu na uzyskanie migającego światła (Jonas Norberg) aż po wprowadzenie prądu elektrycznego.


wnętrze ,,starej" latarni Rozewie

Największą atrakcją jest jednak oczywiście wejście schodami na samą górę, do oszklonego pomieszczenia laterny ze źródłem światła, a także na widokowy taras poniżej. 


Rozewie I- taras widokowy

Oprócz budynku latarni, w cenie biletu (12 zł normalny, 8 zł ulgowy; uwaga- wstęp od 105 cm wzrostu- takie zastrzeżenie pojawia się w większości udostępnionych do zwiedzania latarń na polskim wybrzeżu) można zobaczyć również  starą maszynownię oraz urządzoną w stodole galerię zdjęć.

Osobno płatne jest wejście do ,,nowej" latarni Rozewie II, którą uruchomiono w roku 1875. Działała do roku 1910 równocześnie z Rozewiem I po to, aby umożliwić marynarzom rozróżnienie światła rozchodzącego się z przylądka od tego emitowanego przez latarnię w Czołpinie. Przestała być potrzebna, kiedy po elektryfikacji ,,starej" latarni  łatwe stało się ustawienie indywidualnej dla niej charakterystyki światła. 

Ze strefy latarni przemieszczamy się do Lisiego Jaru. Schodki prowadzące do malowniczego wąwozu ukryte są za obeliskiem z orłem siedzącym na kuli, upamiętniającym powrót króla Zygmunta III Wazy ze Skandynawii. Pytanie, czy król chciałby, żeby mu to wydarzenie przypominać- nie dość, że stracił władzę w Szwecji po pięciu latach od koronacji, to jeszcze jego statek rozbił się o brzeg w tej okolicy. Mina rysująca się na drewnianym obliczu rzeźby przedstawiającej Zygmunta III, ustawionej przy ścieżce prowadzącej przez jar, nie jest w każdym razie najszczęśliwsza.

Na chwilę wskakujemy na plażę, po czym  schodzimy z niej w okolicach pomnika ,,Gwiazda Północy", wyznaczającym najbardziej wysunięty na północ kraniec Polski. 




Wkraczamy do centrum Jastrzębiej Góry, a tam od razu uderzają nas krzyczące reklamy muzeum figur woskowych, kina 9d, domu do góry nogami, motylarni i parku dmuchańców. Jakby tego było mało, tuż pod naszym nosem przejeżdża elektryczny pojazd w kształcie ryby. Chronimy się przed tym wszystkim na nadmorskim bulwarze, udekorowanym drewnianymi rzeźbami poplenerowymi. A potem przekraczamy Czarną Wodę i wędrujemy przez las ku miejscowości, której nazwa wskazuje na to, że odpoczniemy tam od zgiełku- Ostrowo Pustki.


< następny post

poprzedni post >

Komentarze