Gromnik, Miecznik, Kuropatnik (KDB on tour)


 

Do szkoły w Kuropatniku wpadamy za siedem dziesiąta. Mamy wystarczająco dużo czasu, żeby odebrać mapy, ale nie na tyle dużo, aby zdążyć je przeanalizować i opracować strategię. Kiedy podbijamy punkt startowy, trwa już końcowe odliczanie. Dajemy się porwać jednej z odnóg, na które dzieli się zgromadzony na boisku szkolnym tłum uczestników. Mamy nadzieję, że doprowadzi nas ona do, dajmy na to, lokalizacji oznaczonej jako ,,4c". 

Połowa z nas mruczy pod nosem coś o tym, że nie wie gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy, ale kiedy z asfaltówki skręcamy w pole, a na horyzoncie pojawia się spora kępa zieleni, poprawia jej się humor. Wygląda na to, że rzeczywiście zbliżamy się do wymarzonej czwórki. Nurkujemy pomiędzy drzewa i zatapiamy w laminowanej karcie ząbki perforatora. Teraz już nieco bardziej świadomie podążamy do ,,5b".

,,5b" to skrzyżowanie rowu z czymś, czego do końca nie umiemy zidentyfikować. Na szczęście wystarczy podążać wzdłuż przecinającego pole wykopu wypełnionego wodą, aby w końcu natknąć się na biało-pomarańczowy znak. W tym miejscu dość liczna do tej pory grupa zawodników rozpierzcha się na wszystkie strony. Każdy zespół ma najwidoczniej nieco inny plan na dalszą trasę. My kierujemy się na południowy zachód, do wcinającego się w zaoraną ziemię jęzora lasu. Planujemy upolować ,,7d". Musimy być jednak ostrożni, bo z poprzednich edycji Strzelińskiego Rogainingu pamiętamy jak zdradliwe potrafią być ścieżki w rejonie Garnczarka (275 m n.p.m.).

 

 

w rejonie Garnczarka

 

 

Właściwy dołek z lampionem udaje się namierzyć dość szybko, trochę gorzej jest z rozpoznaniem drogi, która poprowadziłaby nas dalej do ,,6a". W końcu orientujemy się jednak na południowy wschód. Po sprawnym odnalezieniu szóstki (kępa iglaków ukryta pośród drzew liściastych) kierujemy się ku szosie łączącej miejscowości Jegłowa i Krzywina, aby ominąć wykreślony na różowo obszar kopalni łupków kwarcytowych.

 

 

kopalnia łupka kwarcytowego za płotem

 

 

W Krzywinie odnajdujemy drogę do leśniczówki, a następnie mkniemy przez pole do ,,7b". Trzeba uważać, bo pod nogami robi się podmokle. Po podbiciu punktu, przez kolczaste pnącza przedzieramy się do miedzy, a następnie do drogi. 

Docieramy do leśnej pasieki, a następnie do parkingu. Zagłębiamy się pomiędzy drzewa, aby odszukać ledwie widoczną przecinkę, przy której znajduje się kamień towarzyszący ,,5e". Teraz rzut oka na mapę i zegarek. Nie minęła jeszcze połowa regulaminowego czasu, więc wygląda na to, że możemy się pokusić jeszcze o ,,8a" zaznaczone w miejscu opisanym na mapie tajemniczo jako ,,Diabelska Kręgielnia"

 

 


 

 

Diabelska Kręgielnia okazuje się systemem wąwozów lessowych powstałych wskutek erozji wodnej lub (jak chce legenda) potyczki z wykorzystaniem głazów oraz ognistych kul toczonej z czartem przez Jana Czirna, pana na Gromniku. W jednym z wyraźnie widocznych wyżłobień odnajdujemy biało- pomarańczowy symbol z perforatorem.

Wybiła trzynasta, czas więc pomału zawracać w stronę bazy. Zanim jednak skierujemy się na północ, chcemy zgarnąć jeszcze ,,5a". Decydujemy, że pójdziemy tam przez Gromnik (393 m n.p.m.), bo po pierwsze chcemy sprawdzić, czy czynna jest wznosząca się na jego szczycie wieża widokowa, a po drugie wydaje nam się że tak najłatwiej będzie nam się zorientować w plątaninie ścieżek. Mylimy się. A wieża jest zamknięta.

 

 

wieża widokowa na Gromniku

 

 

Oplatająca najwyższy szczyt Wzgórz Strzelińskich pajęczyna dróżek mąci nam w głowie tak bardzo, że zaczynamy szukać ,,5a" tam, gdzie zupełnie go nie ma. Kiedy nie odnajdujemy jednak ani strumienia, ani grupy dołków, budzą się w nas podejrzenia, że coś musi być nie tak. Podejrzenia wzmagają się, kiedy po porzuceniu beznadziejnych wysiłków, mijamy wiatę wypoczynkową zlokalizowaną przy charakterystycznych skałkach, a potem wychodzimy na szeroką drogę z oznaczeniami czerwonego i żółtego szlaku turystycznego. Chyba jesteśmy na Rozdrożu pod Borową. A to oznaczałoby, że aby dotrzeć do ,,5a", musimy odbić jakieś 400 m na południe. Postanawiamy zaryzykować. Po chwili znów wskakujemy w zarośla, strumienia jednak dalej ani widu, ani słychu. Może jeszcze kawałek dalej? Bingo! Jest potężny wąwóz, którego dołem płynie strumień, są dołki i jest punkt.

Na  poszukiwanie ,,5a" straciliśmy sporo czasu, kierując się na północ przyśpieszamy więc kroku. Pozwalamy sobie na to zwłaszcza, że znamy dobrze tę drogę. To czerwony szlak z Sobótki do Strzelina. Mijamy Cygański Krzyż, po czym zaczynamy odliczać ścieżki. Skręcamy w lewo w drugą z kolei, aby oddać się poszukiwaniom ,,7a", które powinno się znajdować na piaszczystym czy też kamienistym terenie. Teren okazuje się bardziej zaroślowy niż kamienisty, ale punkt owszem, udaje się namierzyć.

Teraz, wciąż przybliżając się do bazy, rozpoczynamy polowanie na ,,6b", które ma być ukryte przy skalnej ścianie. Rzeczywiście, na wschód od ścieżki sterczą jakieś skałki, a u ich podstawy, oczywiście po mniej widocznej stronie, zamontowano perforator z oznaczeniem punktu.

Staramy się teraz bardzo, żeby iść na północ, a nie na północny wschód, ale i tak lądujemy na ulicy Widokowej w Kaczowie (przysiółku Kuropatnika). Odbijamy zatem znów na zachód, w stronę Miecznika (310 m n.p.m.). Zanim bowiem skierujemy się do bazy, planujemy pokusić się jeszcze o ,,5c". Kiedy już trafiamy na właściwą drogę, idzie łatwo, zwłaszcza że w pobliżu interesującego nas dołka kręci się jeszcze kilka innych drużyn. 

Do końca regulaminowego czasu zostało nam pół godziny. Zastanawiamy się czy nie dalibyśmy rady zahaczyć jeszcze o 4a, ale z obliczeń wychodzi nam, że nie. Potulnie kierujemy się więc w stronę bazy. Wkraczamy na ulice Kuropatnika, gdzie zagaduje nas jeden z mieszkańców: ,,Niezły krok jak po takiej imprezie! Podobało się? Ładne okolice?". Odpowiadamy że tak, że uwielbiamy tutejsze pagórki, lasy, strumienie, pola i wąwozy. No i oczywiście legendarny strzeliński bigos na mecie.

 


schemat przebytej przez nas trasy



 < następny post

Komentarze