Przygoda w puszczy.
Prognoza pogody na sobotę nie jest zbyt optymistyczna. Opady są raczej pewne, ale w jakiej częstotliwości i intensywności, trudno stwierdzić. Na Puszcza AdventuRe, kolejny rajd na orientację z cyklu ,,Na szagę", jedziemy zatem z duszą na ramieniu. Jaka przygoda czeka na nas tym razem w puszczy?
W bazie przy boisku piłkarskim w Puszczykowie meldujemy się już półtorej godziny przed startem naszej ulubionej trasy pieszej TP25, mamy więc okazję zobaczyć początek zmagań na trasie rajdowej (pieszo-rowerowo-kajakowej) AR80. Tymczasem wiatr goni po niebie całe stada chmur w różnych kolorach i kształtach... Robi się chłodno.
Tym razem start TP25 ma znajdować się w innym miejscu niż meta. O 9:30 wsiadamy do autobusu, który wywozi nas w nieznane...
...a nieznane okazuje się parkingiem leśnym niedaleko Żabinka. Tam otrzymujemy zestaw aż czterech różnych map, z których każda jest w innej skali. Ta mnogość nie za bardzo nas cieszy po doświadczeniach z Bydgoszczy... Zabieramy się jednak za analizę otrzymanych materiałów, a dano nam na nią wyjątkowo dobrych kilka minut.
A więc zaczynamy od mapy w skali 1:10 000, na mapie-matce oznaczonej jako „BnO Żabno". Później trzeba będzie się przemieścić na północ, północne punkty Żabna zostawiamy zatem na koniec. Po sygnale do startu ruszamy drogą leśną na północny wschód, aby na wysokości młodnika skręcić w kierunku południowym do punktu „D" jak „dołek".
Po pierwszym odbiciu karty SPORTident, przemieszczamy się do pobliskiego „A", zlokalizowanego na brzegu zbiornika wodnego. W drodze z „A" do „B" nieco plączą nam się leśne ścieżki, ale podążając za idącą przed nami dużą grupą zawodników, szczęśliwie docieramy na skraj zagajnika. Następnie, omijając wykreskowany młodnik, dobijamy do drogi prowadzącej do „C" (wykrot schowany w gęstym lasku). Potem ruszamy po „F" (górka) i „E" (granica kultur). Gładko idą „H" (obniżenie terenu) oraz „G" (znów granica kultur). Teraz przed nami dwa dołki: „I" oraz sprytnie ukryty w zaroślach „J". Nawet „K", czyli zdradliwą zazwyczaj muldę, udaje się podjąć bez większych problemów.
Czas spędzony na obszarze Żabna napawa nas optymizmem. Mimo ponad 30 lokalizacji łącznie do odwiedzenia, tym razem powinno spokojnie udać się zmieścić się w limicie czasowym. W dodatku zapowiadanego deszczu na razie nie widać, przeciwnie- dość mocno zaczęło przygrzewać słońce. W dobrych nastrojach podążamy w stronę jedynki, opisanej na mapie-matce jako ,,zakręt ścieżki". Idziemy główną drogą prowadzącą od leśniczówki Bogulin na północny wschód, a potem zaginającą się na północny zachód. Na rozwidleniu wybieramy prawidłowo środkową odnogę. Popełniamy tylko jeden błąd- źle odczytujemy odległość z podziałki, przez co dziwimy się, że droga po sześciuset metrach zaczyna skręcać na zachód. Na szczęście nadchodzący z innych stron uczestnicy rajdu potwierdzają, że tak, już tutaj trzeba wskakiwać w krzaki i szukać lampionu.
Dwójka (słup) okazuje się łatwa do namierzenia dzięki widocznej nad drogą linii energetycznej. Przekraczamy ulicę Sowiniecką w Mosinie i kierujemy się w stronę oznaczonego na mapie czerwonego prostokąta powiększonego na ortofotomapie.
A ortofotomapa w skali 1: 3000 to już sama przyjemność. Punkty są porozstawiane w niewielkich odległościach od siebie i niezbyt mocno pochowane. Przy trójce (wylot rury) można co prawda trochę zamoczyć buty... Nieco kłopotów sprawia nam zaszyta w zaroślach szóstka, ale w końcu i ona się poddaje.
![]() |
| Wylot rury, czyli punkt 3 na ortofotomapie. |
Teraz postanawiamy iść najkrótszą trasą wzdłuż Kanału Mosińskiego, pilnując zarówno rzeki po lewej stronie, jak i wygradzającego teren Aquanetu ogrodzenia po prawej stronie. I to jest kiepski pomysł. Kanał wije się na wszystkie strony, a jego brzegi są mocno zarośnięte, przez co szybko tracimy orientację. Kiedy rzeka zaczyna przypominać lewadę, a roślinność osiągać rozmiary z filmów o dinozaurach, zdajemy sobie sprawę z faktu, że znaleźliśmy się w miejscu, w którym wcale nie chcieliśmy się znaleźć... Naszym głównym celem przestaje być najszybsze dotarcie do kolejnego punktu. Staje się nim przetrwanie... Ostatecznie, pokłuci i poparzeni pokrzywami, tracąc mnóstwo czasu, lądujemy i tak na drodze, którą szlibyśmy, gdybyśmy od początku wybrali wariant prowadzący przedłużeniem ulicy Targowej.
Wracając nad brzeg kanału, spotykamy żołnierzy. Co jakiś czas wskakują w krzaki i pokrzykują: ,,tutaj czysto!". Czyżby i oni szukali lampionu? Chyba nie, bo ignorują wygniecioną w trawie ścieżkę, która naprowadza nas na miejsce, gdzie powinniśmy rozejrzeć się za trójką. My natomiast skwapliwie podążamy za jej wskazaniem. Przeciskamy się przez zarośla, stajemy na brzegu skarpy opadającej ku rzece i dostrzegamy biało-pomarańczowy kształt... po jej drugiej stronie. Jak to?!- oburzamy się, jeszcze raz przyglądając się mapie. Czerwona kropka umieszczona w kółku z numerem 3 wyraźnie wskazuje, że jesteśmy na właściwym brzegu... Rozglądamy się dookoła... i odnajdujemy drugi lampion, tuż za naszymi plecami.
Chwilę zastanawiamy się, czy pokusić się o przekroczenie rzeki w bród, aby skrócić sobie w ten sposób trasę w rejon BnO Zakole (skala 1:5000), ale ostatecznie cofamy się do mostu. Tymczasem zaczyna padać, przyoblekamy się więc w warstwy przeciwdeszczowe. Na szczęście opad nie trwa długo i już po chwili na nowo pojawia się słońce.
Na Zakole plan mamy taki: najpierw „T", czyli wykrot, później przejście pod drogą wojewódzką i kolejny wykrot opisany jako „N", na samym czubku cypla wcinającego się w Wartę. Do tego momentu idzie dobrze. Następnie planujemy udać się do „R" (brzeg zbiornika) i „S" (suchy rów), ale jakimś cudem przegapiamy ścieżkę prowadzącą w głąb cypla. W rezultacie zapędzamy się aż do „M" (na brzegu mniejszego z dwóch sąsiadujących ze sobą stawków) i musimy się wracać. „P" (suchy rów) oraz „L" (granica kultur) zgarniamy za to już bez większych problemów. Opuszczamy rejon Zakola, upewniając się wcześniej, czy na pewno nie nie było tutaj punktu „O"...
![]() |
| Punkt ,,M" w rejonie Zakola. |
Wracamy na mapę-matkę, na której do zaliczenia zostały jeszcze cztery punkty. Pierwszy z nich to ,,5", czyli wykrot w lesie na obrzeżach Niwki. Teraz, powstrzymując się przed przejściem przez tory w niedozwolonym miejscu, zmierzamy do ,,4" umieszczonej przy ekranie akustycznym tuż za połączeniem głównej linii kolejowej z nieczynną odnogą do Pożegowa.
Przez osiedle domów jednorodzinnych mkniemy ku siódemce. Ta ma być zawieszona przy płocie, rzucamy się więc w kierunku pierwszego ogrodzenia widocznego w lasku wcinającym się pomiędzy zabudowania. Ale to jeszcze nie ten płot, otaczający plac zabaw. Właściwy jest dopiero kolejny, pomiędzy lasem a domami.
Do zaliczenia została tylko szóstka. Dobrze, bo nad naszymi głowami znów zbierają się granatowe chmury. Pokonujemy labirynt uliczek Puszczykowa w poszukiwaniu właściwego kwartału zabudowy. Kiedy w zaroślach przy Kosińskiego odnajdujemy interesującą nas rurę z lampionem, z nieba spadają pierwsze krople deszczu. Ale teraz musimy już tylko dotrzeć do bazy.
Na mecie meldujemy się z ponad godzinnym zapasem. Zadowoleni, rozkładamy się na tarasie z widokiem na korty, z miskami ryżu po meksykańsku i bezalkoholową ipą. Z ciekawości sprawdzamy jeszcze wyniki pod linkiem wydrukowanym na odczycie z karty SPORTident... i nie wierzymy własnym oczom. Okazuje się, że połowa z nas znalazła się na podium w kategorii kobiet! Choć uzyskane przez nas czasy nie były specjalnie imponujące, to w wyniku pomyłki popełnionej przez kilka zawodniczek (i kilku zawodników) przed nami, przesunęliśmy się dużo wyżej w klasyfikacji. Pomyłka polegała w większości przypadków na podbiciu niewłaściwego punktu (K2 z trasy AR80, znajdującego się w pobliżu naszej trójki). Do domu wracamy zatem z wyjątkowo pięknym trofeum- ceramiczną sówką. To była całkiem udana przygoda w puszczy...
![]() |
| Schemat przebytej przez nas trasy... |
![]() |
| ...i wielkookie trofeum :) |
< następny post






Komentarze
Prześlij komentarz