Orlica w Koronie (KDB on tour)

 


Trasa: Poręba, OSP> (ścieżką rowerową) skrzyżowanie pod Jagodną> (niebieskim szlakiem) Jagodna (PK) > Spalona, schronisko Jagodna (PK*) > Rozdroże pod Uboczem> (ścieżką rowerową) Głuszec (PO**) > Rozdroże pod Bieścem> (zielonym szlakiem) Torfowisko pod Zieleńcem> Zieleniec (PK, PO)> Pod Orlicą> (bez szlaku) Orlica, wieża widokowa> (ścieżką graniczną) Čihalka> (ścieżką rowerową) Jamrozowa Polana (PK, PO)> (czarnym szlakiem) Duszniki- Zdrój> (żółtym szlakiem) Skała Józefa> Góra Anny> Batorów> Batorowo (Batorówek), parking (PO)> Skalne Grzyby> skrzyżowanie przy Borowiku> (czerwonym szlakiem) Droga nad Urwiskiem> szosa Do Pasterki (PO)> węzeł szlaków pod Szczelińcem Wielkim> (żółtym szlakiem, schodami) Szczeliniec Wielki (PK)> (zimową trasą turystyczną, potem schodami w dół) węzeł szlaków pod Szczelińcem Wielkim> (niebieskim szlakiem) Parking pod Szczelińcem> (szosą bez oznaczeń, następnie niebieskim szlakiem) Skalne Wrota> (żółtym szlakiem) Wodospady Pośny> Koniec Ścieżki Skalnej Rzeźby> (bez oznaczeń) Radków, zalew

*PK- punkt kontrolny, **PO- punkt odżywczy

Mapa trasy: tutaj 

Długość trasy założona przez organizatorów: 73,5 km 

Przewyższenia: +-2300 m

Długość trasy zmierzona przez aplikację, z której korzystaliśmy (łącznie z jednym małym pobłądzeniem): 74,64 km

Czas przejścia: 16 h 50 min. (limit 24 h)

Na Potrójną Koronę Orlicką mieliśmy przyjechać w kwietniu, plan ten pokrzyżowała jednak pandemia i związane z nią obostrzenia. Zgodnie z zasadą ,,co się odwlecze, to nie uciecze", odwiedzamy Radków Kłodzki w lipcu, bogatsi o doświadczenia z Potrójnej Korony Wałbrzyskiej. Doświadczenia, dzięki którym wyrypa lipcowa wyda nam się bułką z masłem albo- jak kto woli- kaszką z mleczkiem... ale nie uprzedzajmy faktów.

 

Radków Kłodzki

 

Tym razem wszystko w pakietach startowych jest zielone, od map przez pamiątkowe składane kubeczki po trytytki do mocowania numerów startowych. Zielone będą też przypinki, które mamy nadzieję odebrać na mecie. Formuła pozostaje taka jak w przypadku każdego przejścia spod znaku Potrójnej Korony- na trasie zaliczamy trzy szczyty uznawane za najwyższe dla danych pasm górskich. W tym przypadku będą to: Jagodna (Góry Bystrzyckie), Orlica (Góry Orlickie) oraz Szczeliniec Wielki (Góry Stołowe). Start przewidziany jest na wieczór, co może stanowić pewna trudność. Zwłaszcza, jeśli ktoś dzień start poprzedzający przeznaczył nie na odpoczynek, ale na aktywności takie jak dojazd z Poznania do Radkowa czy wdrapywanie się na Guzowatą, wzgórze z którego widać Zalew Radkowski (gdzie zlokalizowana jest baza wyrypy).

 

taras widokowy na Guzowatej oraz widok z tarasu

 

Przed 19:30 złazimy z Guzowatej, aby załapać się na przejazd autokarem na miejsce startu. Trasa Potrójnej Korony Orlickiej nie ma bowiem formy pętli, ale zaczyna się we wsi Poręba, aby stamtąd doprowadzić nas do Radkowa. Na terenie siedziby tamtejszego OSP słuchamy krótkiej odprawy przedstartowej. Pogoda nie może się zdecydować czy chce być deszczowa, a uczestnicy wyrypy nie mogą się zdecydować czy przyoblekać się w peleryny. Kiedy punktualnie o 21:00 ruszamy, przelotny deszcz ustaje. 

Przed startem byliśmy straszeni pierwszym podejściem na trasie, tym na Jagodną. Ale czymże jest ono w porównaniu z podejściem niebieskim szlakiem na Chełmiec! Korona Orlicka zaczyna się zdecydowanie łagodniej niż Wałbrzyska. Nie łapiąc najmniejszej zadyszki, meldujemy się pod wieżą widokową na południowym szczycie najwyższego wzniesienia Gór Bystrzyckich (977 m n.p.m.). To pierwszy punkt kontrolny, ale bez pieczątki. Potwierdzeniem obecności tutaj ma być wykonanie zdjęcia, co nie jest zadaniem najłatwiejszym, biorąc pod uwagę zapadający zmrok. 

 

wieża widokowa na Jagodnej

 

Korzystając z przerwy w marszu, wyciągamy czołówki. Połowa z nas szczególnie czekała na ten moment, ponieważ testuje podczas Potrójnej Korony Orlickiej nowy sprzęt z akumulatorem. Ma on zastąpić latarkę na baterie AAA, która zawiodła ostatnio na zejściu z Borowej. Test wypada pomyślnie: przy włączeniu najmocniejszego trybu czołówka oświetla pół lasu i płoszy zwierzęta w promieniu kilku kilometrów. Przechodząc w tryb pośredni, schodzimy do Spalonej.

Schronisko Jagodna o tej porze nie chce już być gościnne, w związku z czym nie zatrzymujemy się tu zbyt długo. Przybijamy wystawioną pod drzwiami przybytku pieczątkę, a następnie wracamy na szlak.

Nocny odcinek wyrypy prowadzi głównie szerokimi, wygodnymi drogami leśnymi. Mamy wrażenie, że idziemy ciągle po terenie płaskim albo nawet lekko w dół. Gdzie są przewyższenia?- zastanawiamy się, zadzierając głowy ku widocznym pomiędzy drzewami gwiazdom.

Na Rozdrożu pod Uboczem zapędzamy się trochę za daleko asfaltem (ciągnąc za sobą kilku innych uczestników), ale na szczęście szybko zauważamy błąd. Cofamy się ku ścieżce rowerowej, która doprowadza nas na pierwszy punkt odżywczy zlokalizowany przy Domku Myśliwskim koła łowieckiego ,,Głuszec". Zostajemy zwabieni niczym ćmy lampkami oświetlającymi wiatę skrywającą bułki oraz gorącą herbatę. Płonie tu też ognisko, którego urokowi staramy się nie ulec za bardzo. Uzupełniamy kalorie oraz płyny, po czym wracamy na szerokie, wygodne drogi leśne.

Kiedy przechodzimy przez Torfowisko pod Zieleńcem, jest jeszcze całkiem ciemno, ale gdy pniemy się łagodnie pod górę ku pogrążonemu we śnie ośrodkowi narciarskiemu, zaczynają nieśmiało odzywać się ptaki. Na punkcie w Zieleńcu niespodziewanie odnajdujemy drożdżówki (a liczyliśmy jedynie na owoce i słodycze).

Świt zastaje nas pod wieżą widokową na Orlicy. Wdrapywanie się na górę drewnianej konstrukcji wydaje się jednak bezcelowe z powodu otulających Góry Bystrzyckie mgieł. Poprzestawszy na przybiciu pieczątek, schodzimy ścieżką biegnącą wzdłuż granicy polsko- czeskiej do skrzyżowania z Autostradą Sudecką.

Stąd niedaleko już do zupy pomidorowej czekającej na nas w ośrodku biatlonowym Jamrozowa Polana, w sam raz na śniadanie.

Z Jamrozowej Polany schodzimy do Dusznik- Zdroju, gdzie połowa z nas postanawia uciąć sobie krótką drzemkę w towarzystwie szumu źródła wody mineralnej. Karcący wzrok księżnej Agaty Charlotty Pauliny Marii Hohenlohe- Schillingsfürst nie pozwala jednak spać zbyt długo.


źródło wody mineralnej Agata 


Po krótkim odpoczynku wracamy na trasę. Wkraczamy w Góry Stołowe, gdzie zaczyna się robić trochę bardziej technicznie. Szerokie, wygodne drogi leśne ustępują kamienistym ścieżkom, splątanym korzeniom oraz przejściom wydeptanym w wysokich pokrzywach (tu radujemy się z przydzielenia nas nie do pierwszej, a do drugiej fali startowej). W zaroślach przydrożnych można za to wypatrzeć takie cuda jak kwitnące lilie złotogłów.


lilia złotogłów


Odcinek żółtego szlaku przez Skałę Józefa i kalwarię na Górze Anny znamy już z poprzednich wypraw.


drogowskaz kierujący do Skały Józefa (Josefstein)


Cieszymy się na widok tablicy z napisem ,,Batorów", jako że nazwa ta kojarzy nam się z kolejnym punktem odżywczym. Okazuje się jednak, że Batorów to nie do końca to samo, co położony ok. półtora kilometra dalej i 100 m wyżej Batorówek. A dopiero w Batorówku możemy się uraczyć kiełbaskami z grilla oraz specjałami z browaru Fortuna. 


relikty historii na trasie z Batorowa do Batorówka


Solidnie posileni, ruszamy na malowniczy odcinek trasy prowadzący pośród Skalnych Grzybów. Oprócz grzybów spotkamy tu żaby, zamki, parowozy, a nawet... głowę lamy. Dla osób z mniejszą wyobraźnią w sąsiedztwie zagadkowo powstałych formacji skalnych park narodowy przygotował specjalne tablice informacyjne.




Przy Borowiku skręcamy na szlak czerwony, czyli Główny Szlak Sudecki. Poprowadzi nas on Drogą nad Urwiskiem, a dla chętnych zaproponuje odbicie ku punktowi widokowemu nazwanemu- w związku z legendą o nieszczęśliwej miłości- Ochotą Magdaleny.




Na Rozdrożu nad Skalnymi Wrotami rozpoczyna się najbardziej chyba strome podejście na całej trasie. Na szczęście ma tylko nieco ponad pół kilometra i kończy się ostatnim punktem odżywczym, zlokalizowanym przy szosie do Pasterki.

Rzucamy się na rurki waflowe, ćwiartki jabłek i pomarańcze, po czym ruszamy po zaliczenie ostatniego punktu kontrolnego, znajdującego się na szczycie Szczelińca Wielkiego (919 m n.p.m.). Wejście na Szczeliniec to oddzielna konkurencja, polegająca na pokonaniu niezliczonej ilości schodów... Jest tu też zdecydowanie najtłoczniej. Na szczęście jako uczestnicy Potrójnej Korony możemy ominąć kolejkę do kasy biletowej, a trasę przez labirynt skalny na szczycie pokonać wariantem zimowym. 


labirynt skalny na szczycie Szczelińca


Dzięki temu w interakcje z turystami wchodzimy właściwie tylko na zejściu ze szczytu, znów po schodach. Odbiór naszych ,,przepraszam, przepraszam" jest jednak niezwykle pozytywny, a nawet połączony z gromkim dopingiem (,,Pani z numerem 36 aktualnie na pozycji trzeciej!").

Ze Szczelińca jest już z górki, ale na odcinku żółtym szlakiem przez Wodospady Pośny trzeba pozostać czujnym ze względu na urozmaicone podłoże. Wreszcie dochodzimy do Końca Ścieżki Skalnej Rzeźby, co oznacza, że finisz zobaczymy lada chwila. Przez kładkę na Zalewie Radkowskim mkniemy ku dmuchanej bramie z napisem zaczynającym się od litery ,,m". 

Zapytani o wrażenia z trasy, odpowiadamy, że było tysiąc razy łatwiej niż na Koronie Wałbrzyskiej. Odbieramy zielone przypinki, które uzupełnią naszą kolekcję składającą się już z odznak bordowych i pomarańczowych... Coś nam też mówi, że to nie koniec zbierania. Czy na odprawie startowej nie słyszeliśmy przypadkiem jakiejś wzmianki o planowanej Potrójnej Koronie w odcieniach bieli...? A może nam się to tylko przyśniło...?

Komentarze

Popularne posty