Oznaki wiosny (KDB on tour)

oznaki wiosny...

Żaby i ropuchy. Dziesiątki płazów w niezrozumiałym amoku dążących do znalezienia się po drugiej stronie ulicy, co prawda mało ruchliwej, ale wciąż niebezpiecznej. Przenosimy kilkanaście z nich, mając nadzieję, że ocalimy je przed tragicznym losem. Wędrówka żab pomiędzy rzeką Krynką a zielenią otaczającą zabudowania wsi Szklary to jedna z oznak wiosny. Kolejnymi są kwitnące drzewa owocowe, wychylające się z leśnej ściółki zawilce oraz złotożółty pyłek wysypujący się z wierzbowych bazi. No i oczywiście marcowa edycja Strzelińskiego Rogainingu, którego baza zlokalizowana jest tym razem właśnie w Szklarach w gminie Kamiennik.

Do wypełnionej (wyjątkowo licznie) uczestnikami zawodów świetlicy wiejskiej docieramy około pół godziny przed startem. Odbieramy pakiety startowe zawierające koszulki w eleganckim, bordowym kolorze i niezwłocznie przystępujemy do analizy mapy. Odległości pomiędzy punktami nie sugerują żadnych oczywistych wariantów. Postanawiamy zacząć od części bardziej polnej, na zachód od Szklar, a potem przenieść się do lasu na wschód od miejscowości.

O 10:00 ruszamy. W stronę ,,4b", które obraliśmy za swój pierwszy cel, wyrusza stosunkowo mało drużyn. Odpowiednie drzewo liściaste przy drodze namierzyć jest jednak łatwo, dzięki czemu mamy gwarancję, że nie zgubimy się już na samym początku. Następnie ruszamy po ,,7b", po drodze do którego chcemy zobaczyć jeden z sześciu zachowanych (konkretnie ten opatrzony cyfrą ,,IV")  średniowiecznych kamieni wyznaczających tzw. granicę św. Jana (więcej o nich tutaj). Granitowy ostrosłup z wyrytymi literami ,,TMI SCI IOHIS" (skrót od ,,TERMINI SANCTI IOHANIS") wznosi się pośrodku pola, w miejscu w którym przebiega również dzisiejsza granica województw: dolnośląskiego i opolskiego. Kiedy robimy zdjęcie pastorału wyznaczającego niegdyś ,,biskupią" stronę ziem, dogania nas inna dwuosobowa drużyna. ,,O, wy też turystycznie?"- pytają, zmierzając ku słupowi z przełomu XIII i XIV w. Przyznajemy, że trochę tak. Poza tym mamy do biskupich kamieni granicznych sentyment, ponieważ ten opisywany jako ,,III", znajdujący się w trójkącie wyznaczonym przez miejscowości Wilemowice, Osina Wielka i Chociebórz, pomógł odnaleźć nam właściwą drogę na naszym pierwszym w karierze rogainingu.


kamień graniczny św. Jana przy miedzy na zachód od Szklar

Turystycznie czy nie, planujemy jednak zdobyć maksymalnie dużo punktów. Przyśpieszamy więc kroku, zbliżając się do lasu. A w lesie bez większych problemów namierzamy górkę, na której przyczaiło się ,,7b". Teraz skrajem zadrzewienia ku ,,6b". Przygrzewające mocno słońce przekonuje nas do zredukowania warstw odzieży. Zanurzamy się w zieloność, skręcamy w odpowiednią- jak nam się wydaje- ścieżkę i rozpoczynamy poszukiwanie niewielkiego zagłębienia w ziemi. Coś nam się jednak nie zgadza. Po pierwsze- nikogo oprócz nas tu nie ma. Po drugie- nijak nie możemy namierzyć rogalika, w jaki powinno się według mapy układać ukształtowanie terenu. Idziemy do końca ścieżki sprawdzić co stamtąd widać. Rzut oka na wcinający się w pole skrawek lasu budzi w nas podejrzenie graniczące z pewnością- skręciliśmy jednak za wcześnie. Obchodzimy las dookoła, zmierzając ku ścieżce właściwej. Dochodzące stamtąd nawoływania świadczą o tym, że rzeczywiście zbliżamy się do punktu.

Dumni z siebie, pewnie kroczymy polną drogą w stronę szosy. Na skrzyżowaniu od razu udaje nam się wytypować drzewo na końcu rowu, pod którym powinno ukrywać się ,,5a". A teraz z powrotem w pole. To pojawiającą się, to niknącą ścieżką omijamy kępy trzcin, dążąc ku ,,4a" schowanemu w rogu lasu.


punkt ,,4a"- za drzewem po lewej widoczny kościół w Szklarach

Mkniemy w stronę zabudowań wsi. O zawał niemal przyprawia nas wyskakujący z zarośli bażant. W okolicy przydrożnego krzyża wychodzimy na szosę i odszukujemy specyficznie wyglądający układ dróg. Ten jak po sznurku powinien nas poprowadzić ku ,,4e", znajdującemu się- wg opisujących go piktogramów- przy ruinach wieży. Obstawiamy, że powinniśmy rozglądać się za przewróconą amboną myśliwską. Mamy rację. Poszło gładko, śmiało zanurzamy się więc dalej w las. Tniemy na azymut do wyginającej się w łuk drogi. Teraz zaczynamy odliczać odnogi prowadzące na południowy wschód, aby w ten sposób zorientować się na ,,5b". Wkrótce jednak układ ścieżek rzeczywistych przestaje nam się zgadzać z tym przedstawionym na mapie. No cóż, przeczuwaliśmy, że w końcu nadejdzie ten moment. Na zawodach na orientację zawsze nadchodzi. Zgubiliśmy się. 

Ach, gdybyśmy tylko wiedzieli, że pomyliliśmy się o zaledwie jedną ścieżkę... Ale póki co nie wiemy tego, a żeby jakoś wykaraskać się z sytuacji, podążamy na północ, licząc na to, że jakoś dojdziemy do ,,6d". Na szerokiej drodze leśnej zaczynamy spotykać inne zespoły, co jest dobrym znakiem. Na horyzoncie nie widać jednak żadnej ambony, a ,,6d" ma być zlokalizowane w pobliżu ,,wieży". Kręcimy się chwilę w kółko, kiedy nagle dostrzegamy czeską drużynę wskakującą w krzaki. Ach, więc nasza ,,wieża" wcale nie znajduje się na widoku...!


dobrze zamaskowany punkt ,,6d"

Teraz planujemy skierować się ku ,,5e", ale dwójka Czechów skręca ewidentnie ku ,,7a" i zaczynamy im zazdrościć. Przeliczamy szybko czas oraz odległości. Zdążymy? Powinniśmy zdążyć. Kiedy zniknie droga, należy szukać zlokalizowanej w jej pobliżu górki. Na wszelki wypadek badamy jeszcze jedną górkę wcześniej, chociaż dobrze wiemy, że to nie ta. Potem mkniemy ku tej właściwej i odnajdujemy ,,7a". Stromym zboczem zjeżdżamy ku krawędzi lasu, wzdłuż której wędrujemy na północny zachód. Zaczyna padać deszcz, ale jednocześnie świeci słońce, rozglądamy się więc za tęczą. Tęczy nie widać, wchodzimy do lasu.

,,5e" ma się znajdować przy płocie. A z płotami zazwyczaj bywa tak, że na mapie zaznaczony jest jeden, a w terenie mnożą się na potęgę. W namierzeniu właściwego pomaga nam jednak drogowskaz turystyczny, pokazujący kierunki na Szklary, Strzegów oraz Jagielno. Żółtym szlakiem odbijającym w kierunku Jagielna bez problemu docieramy do właściwego ogrodzenia i jego wschodniego narożnika. 

Teraz dajemy się prowadzić zielonemu szlakowi do Szklar. Idziemy sobie spokojnie, kiedy nagle spośród drzew po lewej, całkiem niedaleko nas, wyskakuje ogromny jeleń! Oczywiście nie ma szans, żeby wyciągnąć telefon na tyle szybko, żeby zrobić mu zdjęcie, udaje się natomiast sfilmować podążające za nim towarzystwo...




Po drodze do bazy zgarniamy jeszcze łatwą czwórkę ,,d" (za krzyżem, u stóp skarpy ziemnej), po czym stwierdzamy, że możemy pokusić się również o ,,4c". Nie tylko my dochodzimy zresztą do takiego wniosku, bo na trasie do ,,4c" jest spory ruch. Dzięki temu nie ma wątpliwości, w którym miejscu należy zbiec z górki na pazurki do ukrytego pod drogą przepustu.

Na metę docieramy ok. 15 minut przed końcem limitu czasowego. Raczymy się bigosem, czekając na wyniki. Nie liczymy na miejsce w czołówce, bo my przecież ,,tak trochę turystycznie", ale z drugiej strony rozmyślamy o ile pozycji w górę przesunęlibyśmy się, gdybyśmy nie zgubili ,,5b"...


schemat przebytej przez nas trasy


< następny post

poprzedni post >

Komentarze