Raj na Atlantyku 5/5. 139=6+150

 

Ogród Botaniczny w Funchal

 

Na ostatni dzień pobytu na Maderze opracowaliśmy bardzo ambitny plan. Wytyczyliśmy 25-kilometrową trasę biegnącą przez tajemniczy las Fanal i wzdłuż kilku malowniczych lewad, z położonego na północnym wybrzeżu Seixal do znajdującej się po przeciwnej stronie wyspy Calhety. Plik .gpx pokazał więcej przewyższeń niż przy wspinaczce na Pico Ruivo z Santany, a rozkład jazdy autobusów dał nam na realizację tego szalonego projektu równe 7 godzin. Nie do zrobienia? Sprawdźmy!

Przed wschodem słońca czekamy na odpowiednim (jak nam się wydaje) przystanku przy Avenida do Mar (przystanek Rodoeste). Autobus nr 139 w kierunku Porto Moniz powinien przyjechać o 7:35. Jest już 7:40, ale oprócz nas czeka też sporo innych osób, więc nie tracimy nadziei. O 7:41 podjeżdża autobus nr 6 do Arco São Jorge. Wszyscy oprócz nas wsiadają, autobus odjeżdża. Chwilę stoimy skonfundowani. To nie był nasz autobus, prawda? Arco São Jorge leży przecież gdzieś obok Santany. No i numer się nie zgadzał... Pełni najgorszych przeczuć otwieramy zapisany w telefonie .pdf z rozkładem jazdy linii 139. Przypatrujemy się uważnie wszystkim przypisom, które obiecaliśmy sobie czytać dokładnie. No i znajdujemy to, czego się obawialiśmy. Pod literką ,,a" kryje się uwaga dodana drobnym drukiem- do São Vicente nr 6 w kierunku Arco São Jorge, w São Vicente przesiadka na 150 w kierunku Santa Porto Moniz. Z czego wynika, że linia 139... nie jest nigdy opisana numerem 139.

Kolejna szóstka do Arco São Jorge przez São Vicente zaplanowana jest dopiero na 13:30, zatem nasz misterny plan właśnie runął w gruzach. Ale traktujemy to jako znak. Może przejście tej trasy w 7 godzin nie było realne? Zyskaliśmy właśnie jeden cały dzień wolny i zamierzamy go dobrze wykorzystać, zwiedzając bez pośpiechu to, co jeszcze zostało do zwiedzenia w Funchal. I próbując tego, co jeszcze zostało do spróbowania.

Wpadamy zatem do pracowni UauCacau przy R. da Queimada de Baixo 11, gdzie kosztujemy pralinek o smaku Madery. Są więc takie z maderą, z rumem i z ponchą, z suszonym bananem czy kremem o smaku marakui, z kasztanami z Doliny Zakonnic (Curral das Freiras) czy o smaku bolo de mel. Doskonałą pamiątką z wyspy będą też czekolady wyrabiane przez UauCacau- można je zresztą dostać również na lotnisku i w prawie każdym sklepie z suwenirami w Funchal (w sklepie firmowym są jednak najtańsze, zdarzają się też promocje).

Spacerujemy wzdłuż Avenida do Mar, dochodząc aż do pomalowanego na musztardowo fortu św. Jakuba (Forte de São Tiago). Na obmywanych przez ocean głazach pod wykorzystywanymi do kąpieli słonecznych betonowymi podestami kręcą się czarne i czerwone kraby. Kupujemy torebkę pieczonych kasztanów z przydrożnego wózka.   

 

 

Forte de São Tiago

 

 

Forte de São Tiago

 

 

Zaglądamy do Madeira Story Centre niedaleko dolnej stacji kolejki Funchal-Monte. Wstęp do muzeum prezentującego historię wyspy oraz jej tradycje kosztuje zaledwie 5 €, co nie zapowiada fajerwerków, mimo że  na stronie internetowej placówka reklamuje się jako ,,spektakularna", ,,nowoczesna" oraz ,,interaktywna". Mogła być pewnie tak postrzegana w roku 2004, kiedy ją otwarto, ale dzisiaj czasy świetności ma już, szczerze mówiąc za sobą. Kilka figur woskowych i ekranów z archiwalnymi nagraniami oraz duża ilość informacji do czytania w kilku językach może być dobrym planem na deszczowy dzień, ale zdecydowanie nie jest to ,,must see" w Funchal.

 

 

figury woskowe odkrywców Madery w Madeira Story Centre

 

 

Jedziemy autobusem do Ogrodu Botanicznego (nr 31, z przystanku przy Avenida do Mar obok mariny), gdzie oglądamy rośliny typowe dla Madery, imponującą kolekcję sukulentów czy jardin coreagrafado z bylinami w różnych kolorach układającymi się w geometryczne wzory. Zwiedzamy też pawilony mieszczące nieco upiorną ekspozycję wypchanych ptaków i pamiętających lata 20. XX w. słoików z zakonserwowanymi rybami. Na punktach widokowych gapimy się na Funchal, na imponujący wiadukt ponad doliną rzeki João Gomes (nie chodzi tu o piłkarza, a o zasłużonego dla lokalnej społeczności jednego z pierwszych osadników) oraz zlokalizowane wyżej, po drugiej stronie doliny, Monte.

 

 

sukulenty w ogrodzie botanicznym

 

 

 

hibiskus w ogrodzie botanicznym


 

wiadukt João Gomes


 

 

widok z ogrodu botanicznego w kierunku Monte

 

Po wyjściu z ogrodu musimy oganiać się od taksówkarzy czatujących pod bramą na turystów. Nie, nie będziemy czekać na autobus i tak, zejdziemy do centrum pieszo. Nie, to nie jest daleko. Docieramy tam w 15 minut.

Kręcimy się po mieście tak długo, aż w końcu zapada zmrok (dopiero po 18:30!). Nad Avenida do Mar zapalają się meduzy, pod katedrą anioły grające na trąbach, na wzgórzach ponad portem świetlne węże. O tej porze wracalibyśmy z Calhety, gdyby udało nam się przejść naszą ambitną trasę... Ale relaksacyjny dzień w Funchal też był całkiem miły. Jak to w raju...

 

 

świąteczne światełka nad Rua de Santa Maria

  


świąteczne światełka nad rzeką João Gomes

 

 

 

świąteczne meduzy nad Avenida do Mar

 

 

 

Funchal po zmroku

 

 

 

Funchal po zmroku (19 stopni!)

< następny post

poprzedni post >

Komentarze