Raj na Atlantyku 1/5. Pokusy w stolicy raju.



O W O C E


- Where are you from?- zaczepia nas sprzedawca rozstawiony na piętrze Mercado dos Lavradores, kiedy zatrzymujemy się z rozdziawionymi ustami przy kolorowych stertach kompletnie nieznanych nam owoców. Dajemy się złapać na haczyk.

- Poland- przyznajemy się. Niby czytaliśmy, że ceny na targu w Funchal są sztucznie wywindowane, że to pułapka na turystów i że lepiej unikać zakupów tutaj, ale to co następuje chwilę później, całkowicie nas rozbraja.

- Po polsku mówię trochę- no odpowiedzi w rodzimym języku to się nie spodziewaliśmy. Co więcej, po tym wstępie następuje również degustacja połączona z instrukcją obsługi co bardziej egzotycznych dla nas okazów. Wszystko po polsku. Kosztujemy zatem marakui o różnych profilach smakowych, przypominającej mieszankę budyniu i jabłka anony, dwóch rodzajów bananów, podobnej do pomidora cyfomandry (tamarilho) oraz kojarzącego się nieco z ananasem owocu monstery. Ten ostatni jest najciekawszy- można go jeść tylko, kiedy jest w pełni dojrzały, tj. kiedy pokrywające miąższ zielone łuski same odpadają. A to dlatego, że niedojrzałe owoce zawierają podrażniające śluzówkę jamy ustnej i układu pokarmowego kryształy szczawianu wapnia. ,,It falls away- dzisiaj, it stops- jutro"- wyjaśnia sprzedawca. 

Ostatecznie wychodzimy z targu z zapasem owoców na cały tydzień, lżejsi o 40 euro.



(niedojrzały) owoc monstery 


***


P O N C H A


Tymczasem na ulicach największego miasta Madery czai się więcej pokus. Jest 23. grudnia, a więc wieczorem zacznie się tutaj tzw. Noite do Mercado, dla mieszkańców tradycyjnie ostatnia szansa na zrobienie zakupów przed Wigilią, a dla przyjezdnych okazja do zabawy przy dźwiękach świątecznych piosenek i kolęd praktycznie do białego rana. Na Avenida Arriaga, ulicy prowadzącej w stronę katedry, stoją już kramiki oferujące lokalne smakowitości- sok z trzciny cukrowej, piwo kraftowe (także bananowe i marakujowe) oraz tradycyjny chleb bolo do caco, wypiekany z mąki pszennej z dodatkiem batatów. Ten ostatni serwowany jest z różnymi dodatkami- ośmiornicą, tuńczykiem, pałaszem (peixe-espada) czy tradycyjnym maderskim daniem świątecznym- carne de vinha-d'alhos (mięso wieprzowe marynowane w białym winie, occie i czosnku). 

 

 

bolo do caco z filetem z pałasza

 

Próbujemy wszystkiego co się da, łącznie z najbardziej charakterystycznym lokalnym trunkiem- ponchą. Poncha to koktajl złożony z aguardente (,,rolniczy", nie leżakujący w beczkach rum z soku z trzciny cukrowej), cukru lub miodu oraz świeżego soku owocowego. Trzy podstawowe wersje to poncha pescador (z sokiem z cytryny), poncha regional (z sokiem z cytryny i pomarańczy) oraz poncha maracuja. Zdarzają się jednak również bardziej ekscentryczne warianty- bananowy, miętowy, z opuncją, pitangą czy tamarilho. Urok i smak napoju leży właśnie w świeżo wyciskanym soku, nie ma więc większego sensu kupowanie oferowanej w sklepach z pamiątkami w Funchal czy na lotnisku w Santa Cruz ,,ponchy" butelkowanej (zwłaszcza że butelki zawierające ów specyfik są- o zgrozo!- głównie plastikowe). Jeśli chcemy spróbować odtworzyć smak zapamiętany z wakacji, lepszym rozwiązaniem będzie nabycie rumu i cytryn oraz specjalnego drewnianego mieszadełka (caralhinho, mexelote).

 

 

poncha ze świątecznego jarmarku


tradycyjny sposób przygotowania ponchy przedstawiony na drzwiach baru przy Rua de Santa Maria 


***


M A D E R A


Powiedzieliśmy, że poncha jest najbardziej charakterystycznym trunkiem Madery? Cóż, zapomnieliśmy o wzmacnianym winie nazwanym tak samo jak wyspa. Dla odświeżenia pamięci udajemy się na zwiedzanie Blandy's Wine Lodge, znajdującej się przy Avenida Arriaga wytwórni madery założonej na początku XIX w. przez rodzinę przybyłą z Wielkiej Brytanii. Zwiedzanie kosztuje 20 lub 15 euro od osoby (jeszcze do końca tego roku, od stycznia ceny mają wzrosnąć) w zależności od wybranej opcji (premium tour- z wstępem do muzeum rodzinnego lub lodge tour- bez muzeum). Aktualne godziny zwiedzania z przewodnikiem w języku angielskim dostępne są na stronie internetowej wytwórni

 

 

wnętrza Blandy's Wine Lodge

 

Roczna produkcja madery liczona jest w milionach litrów. Blandy's nie jest jedynym producentem na wyspie, nie jest też największym. ,,We are not the biggest, we are just the best"- oznajmia śmiało przewodniczka. Przekonamy się o tym sami podczas wieńczącej zwiedzanie degustacji. Tymczasem przechadzamy się pośród ogromnych dębowych beczek wypełniających wszystkie pomieszczenia, słuchając o historii i charakterystyce wina.

Madera została wynaleziona w podobnych okolicznościach jak inne tego typu trunki- porto czy marsala. Ktoś dodał do wina mocniejszego alkoholu i zaobserwował, że zatrzymuje on proces fermentacji, umożliwiając zachowanie właściwości napoju podczas długiej podróży morskiej. Aby jednak można było nazwać fortyfikowane wino maderą, spełnionych musi być kilka warunków. Po pierwsze, winogrona używane do produkcji muszą pochodzić z Madery (alkohol używany do wzmacniania już niekoniecznie- Blandy's Wine Lodge sprowadza go na przykład z Hiszpanii). Po drugie, produkcja musi odbywać się na Maderze. Po trzecie, wino powinno mieć karmelową barwę, uzyskiwaną w procesie utleniania zachodzącym w beczkach.

Madera może być wytrawna (sercial), półwytrawna (verdelho), półsłodka (bual) lub słodka (malmsey). Nam najbardziej smakuje wytrawna, choć ta słodsza dobrze komponuje się z tradycyjnym maderskim piernikiem świątecznym- bolo de mel. ,,Mel" oznacza w tym przypadku miód pozyskiwany z trzciny cukrowej. 

 

degustacja madery

 

***

N A S I    T U    B Y L I


Kiedy schodzimy ulicą nazwaną imieniem Dr. Antónia José de Almeidy w stronę nadmorskiej promenady, Avenida Do Mar, nasz wzrok przyciąga wciśnięte gdzieś pomiędzy restauracyjne ogródki popiersie z charakterystycznymi wąsami. To chyba nie przypadek, że wygląda znajomo, zwłaszcza że obok niego leży biało-czerwona flaga oraz świeże goździki w polskich barwach narodowych. To nasz Marszałek, Józef Piłsudzki, który na Maderze spędził kilka miesięcy na przełomie 1930 i 1931 roku. Mieszkał w Funchal, w posiadłości Quinta Bettencourt przy ul. Caminho do Pilar 20. Zajrzymy tam później. Willa wyróżnia się ogrodem z wysokimi drzewami, ale zza otaczającego ją muru nie widać ani ogrodowych rabatek, pośród których Piłsudzki zwykł się przechadzać, ani zamontowanej na ścianie frontowej tablicy informującej o pobycie Marszałka.

 

 

popiersie Józefa Piłsudzkiego w centrum Funchal

 

 

Quinta Bettencourt przy ul. Caminho do Pilar 20

 

Piłsudzki to zresztą nie jedyny Polak, który ma na Maderze swój pomnik. W odległości zaledwie pięćdziesięciu metrów od niego, pod katedrą, stoi papież Jan Paweł II, który odwiedził Funchal podczas podróży apostolskiej do Portugalii w 1991 r. 

Swoją drogą, warto zajrzeć do wnętrza świątyni. Skromna bryła wzniesiona z kamienia wulkanicznego skrywa bogate wnętrze z drewnianym stropem w charakterystycznym dla krajów Półwyspu Iberyjskiego stylu mudéjar, łączącym elementy chrześcijańskie (gotyckie) oraz islamskie. 



katedra w Funchal



wnętrze katedry



 

pomnik Jana Pawła II przy katedrze 

 

 

Dochodzimy do wniosku, że Maderczycy to raczej skromni ludzie, ceniący proste życie i niegoniący za sławą. Jedyna osoba urodzona tutaj, która zyskała światowy rozgłos, to piłkarz, Cristiano Ronaldo. To jego imieniem trzeba było zatem nazwać lotnisko w Santa Cruz. A jeśli chodzi o pomniki, mają je (oprócz Cristiano oraz odkrywców wyspy) znane osoby, które na wyspie były- jak Winston Churchill w Câmara de Lobos, Karol I Habsburg przed kościołem w Monte czy cesarzowa Sissi, Piłsudzki i papież Polak w Funchal.

 

 

popiersie Ronaldo przed lotniskiem w Santa Cruz


***

J E D Z E N I E   I   S Z T U K A   U L I C Z N A

 

Najchętniej odwiedzaną przez turystów uliczką na Starym Mieście (Zona Velha) w Funchal jest Rua de Santa Maria. Deptak prowadzący od ujścia do Atlantyku rzeki Ribeira de João Gomes aż do kościoła Santa Maria Maior oferuje bowiem uniesienia zarówno kulinarne, jak i artystyczne. Wzdłuż Rua de Santa Maria ciągną się ogródki tawern podających maderskie klasyki. To przede wszystkim lapas, czyli skałoczepy (czaszołki) serwowane na patelni z dodatkiem masła i cytryny; peixe espada, czyli pałasz czarny w zestawie z bananem oraz sosem z marakui, a także espetada- szaszłyk wołowy przełożony liściem laurowym nadziany na spektakularnie wyglądającą metalową szpadkę. Oko cieszą natomiast drzwi mieszkań i knajpek, ozdobione przez lokalnych artystów w ramach projektu rewaloryzacji ulicy (Arte de Portas Abertas).

 

 

lapas

 

 

pałasz z bananem i marakują

 

 

kolorowe drzwi przy Rua de Santa Maria

 

 

kolorowe drzwi przy Rua de Santa Maria

 

 

kolorowe drzwi przy Rua de Santa Maria



kolorowe drzwi przy Rua de Santa Maria



kolorowe drzwi przy Rua de Santa Maria


***

M O N T E

Wędrując Rua de Santa Maria, dostrzegamy przefruwające nad naszą głową wagoniki kolejki gondolowej. Dokąd może zabrać nas ta kolejka? Do wznoszącej się na wysokości prawie 600 m n.p.m. dzielnicy Monte, skupionej wokół kościoła Nossa Senhora do Monte. Podróż trwa średnio 18 minut i kosztuje 14,5 euro od osoby (20 euro za podróż w dwie strony). Alternatywą dla teleférico jest kursujący do Monte autobus (2 euro od osoby; czas przejazdu ok. 0,5 h; nr 20 lub 21; startuje z zatoczki przy Rua 31 Janeiro zaraz za kwadratowym rondem- 32°38'52.5"N 16°54'19.1"W). Z autobusu też w czasie naszego pobytu na Maderze skorzystamy, ale póki co postanawiamy choć raz doświadczyć ,,przelotu" nad dachami Funchal.

 

wagonik kolejki ponad Rua de Santa Maria


 

 

podróż kolejką ponad dachami Funchal

 

 

A w Monte czają się oczywiście kolejne pokusy. Tuż przy górnej stacji teleférico znajduje się wejście do 7-hektarowego ogrodu tropikalnego Monte Palace (jeszcze do końca roku wstęp 15 euro od osoby). Stworzony pod koniec lat 80. XX w. na bazie XVIII-wiecznej posiadłości brytyjskiego konsula (Quinta do Prazer), czaruje bogactwem roślin pochodzących ze wszystkich kontynentów. Są wśród nich oczywiście te typowe dla Madery: monstery, rajskie ptaki czyli strelicje, bananowce, drzewa lasów wawrzynolistnych czy draceny smocze. Uroku biegnącym zygzakami po wzgórzu ścieżkom dodają orientalne pawilony, ukryte wśród zieleni rzeźby czy obrazy ułożone z charakterystycznych dla Portugalii azulejos (malowanych i glazurowanych płytek ceramicznych, najczęściej w kolorze niebieskim). Po ogrodzie przechadzają się flamingi i kaczki mandarynki, a w rozsianych tu i ówdzie stawkach pływają karpie koi. Cena biletu obejmuje wstęp do sal wystawowych (z kolekcją minerałów oraz sztuką nowoczesną) oraz degustację wina w Bluehouse Café (my trafiliśmy na moscatel de Setúbal). Przy jeziorze centralnym można natomiast kupić piña coladę podawaną w wydrążonym ananasie...

 

 

strelicje w Jardim Tropical Monte Palace

 

 

kamienne rzeźby z Zimbabwe w ogrodzie tropikalnym

 

rzeźba z punktem widokowym

  

 

azulejos i flamingi

 

 

oprawione w ramę karpie koi

 

 

posąg Buddy w jednym z pawilonów orientalnych

 

Z ogrodu tropikalnego kierujemy się w stronę kościoła z figurką patronki Madery. W jej wnętrzu znajdują się również szczątki Karola I Habsburga, ostatniego cesarza imperium austro-węgierskiego, który na mocy traktatów kończących I wojnę światową, został tutaj zesłany na wygnanie. Pomnik beatyfikowanego przez Jana Pawła II cesarza znajduje się zaś na szczycie schodów prowadzących do świątyni. 

 

 

schody prowadzące do Igreja de Nossa Senhora do Monte

 

 

Igreja de Nossa Senhora do Monte nasz wzrok przyciągają azulejos pokrywające ściany do wysokości ławek, drewniany strop z malarstwem iluzorycznym oraz... niezwykle ciekawa szopka bożonarodzeniowa, zawierająca elementy charakterystyczne dla Madery- tradycyjne trójkątne domy kryte strzechą (przykład jednego z nich widzieliśmy przed chwilą w Ogrodzie Tropikalnym) oraz carros de cesto- wiklinowe sanie, którymi można zjechać z Monte do dzielnicy Livramento. 

 

 

azulejos w kościele poświęconym patronce Madery

 

 

drewniany strop świątyni

 

  

 

replika tradycyjnego maderskiego domu w Ogrodzie Tropikalnym...



 

...i jako element bożonarodzeniowej szopki.

 

Tym ostatnim mamy zamiar przyjrzeć się bliżej. Stacja obsługujących sanie carreiros znajduje się zresztą tuż obok kościoła. Jeszcze przed chwilą, kiedy popijaliśmy w pobliskiej kafejce nikitę (kolejna z maderskich pokus- koktajl złożony z lodów, soku ananasowego oraz- opcjonalnie- piwa i/lub białego wina), pod bramą z napisem ,,Grande Hotel Belmonte" uwijali się eleganccy dżentelmeni w białych koszulach oraz spodniach, w słomkowych kapeluszach na głowach i specyficznych butach na stopach. Teraz, może dlatego że dochodzi 18:00, na Largo da Fonte zrobiło się pusto. Pod wiatą z oznaczeniem wskazującym kierunek kolejki wciąż karnie stoi jednak ogonek chętnych do zjazdu. Podchodzimy do kasy, aby zapytać czy można kupić jeszcze bilety (35 euro/2 os.) na zapoczątkowaną w XIX w. atrakcję. Dowiadujemy się, że kasa jest już nieczynna, ale możemy ustawić się w kolejce i, jeśli dopisze nam szczęście, uda nam się jeszcze dziś zaliczyć jedną z największych atrakcji Funchal.

 

 

drogowskaz kierujący ku carreiros do Monte

 

 

carreiros do Monte przy pracy

 

Wkrótce okazuje się na co właściwie wszyscy czekają- z Livramento przyjeżdża półciężarówka wyładowana wiklinowymi saniami. Ostatni transport dzisiaj. Od strony parku nadchodzą z kolei carreiros, którzy już po chwili zaczynają ładować turystów do wiklinowych koszy z płozami i, odpychając się obcasami, ruszają z nimi w szalony drift po wygładzonym jak szkło asfalcie. Za chwilę w koszu obitym kwiecistą tkaniną usiądziemy również my. Zjazd dostarcza całkiem sporej dawki adrenaliny, zwłaszcza że przejeżdżamy m.in. przez skrzyżowanie z ulicą, którą odbywa się normalny ruch samochodowy. Po drodze czają się fotografowie, którzy jakimś czarodziejskim sposobem są w stanie od razu przesłać zdjęcia naszych przerażonych twarzy do stacji końcowej. Kiedy wysiadamy z sań, otrzymujemy je już wydrukowane na papierze fotograficznym i oprawione w ramkę... do zakupienia za dodatkowe 10 euro. Jakoś się z tego wykręcamy, choć wciskający nam je sprzedawca ze smutną miną przekonuje, że to ,,great memory". Ale wspaniałych (i bezpłatnych) wspomnień mamy zamiar na Maderze zgromadzić sami jeszcze całkiem sporo...

 

 


 

 

< następny post

poprzedni post> 

Komentarze