Raj na Atlantyku 2/5. Na dachu raju.

otwarte drzwi schroniska pod szczytem Pico Ruivo


Trasa: Santana, przystanek autobusowy przy Parque Temático> Casas de Santana> Parque Temático> Queimadas> (szlakiem PR9- Levada do Caldeirão Verde) rozejście szlaków> (szlakiem PR1.1- Vereda da Ilha) Encumeada Alta> Casa de Abrigo do Pico Ruivo> (szlakiem PR 1.2- Vereda do Pico Ruivo) Pico Ruivo> Achada do Teixeira> (szlakiem VATQ) Queimadas> (szlakiem Un Caminho Para Todos, potem bez znaków) Santana, przystanek autobusowy przy Parque Temático

Długość trasy: 23 km

Czas przejścia (łącznie z popasem w Casa de Abrigo do Pico Ruivo): 7 h





Z lotniska w Santa Cruz, położonego malowniczo nad samym brzegiem Atlantyku, dojechaliśmy wczoraj do naszej bazy w Funchal aerobusem (kursuje co pół godziny/godzinę; czas jazdy ok. 25 min., cena turystyczna- 6,50 €). Na transport autobusowy można też liczyć przy zwiedzaniu wyspy. Komunikacja publiczna jeździ punktualnie i zgodnie z wyznaczonymi trasami, pamiętać należy tylko o dokładnym czytaniu rozkładów (łącznie z wszystkimi przypisami!) i o tym, że do różnych destynacji pojazdy odjeżdżają z różnych przystanków. Przydatna do planowania będzie strona lokalnego operatora oraz ten schemat

Drugiego dnia naszej wyprawy chcemy dostać się na północ wyspy, do miejscowości Santana. Autobus w tym kierunku (nr 103/56/138) odjeżdża sprzed terminalu przy Rua José Da Silva (32°38'50.4"N 16°54'09.3"W). Jest Wigilia, SIGA kursuje więc wg sobotniego rozkładu jazdy. Ruszamy o 7:30, a za podróż trwającą półtorej godziny płacimy po 2,60 € od osoby (bilety można kupić u kierowcy).

W prostej linii pomiędzy Funchal a Santaną jest ok. 18 km. Jedziemy jednak okrężną drogą (przez Santa Cruz, Machico, Porto da Cruz i Faial), a autobus pokonuje niezliczone serpentyny i strome podjazdy. Długi czas jazdy wcale nam jednak nie przeszkadza, przez szyby autobusu chłoniemy bowiem rajskie widoki- zabudowę miasteczek rozłożoną na zielonych zboczach, chmury ocierające się o wysokie szczyty, wytryskujące zewsząd wodospady.



w drodze do Santany



w drodze do Santany- miejscowość Faial i górująca nad nią Penha de Águia



W końcu parkujemy jednak w Santanie, przy bramie Parque Temático da Madeira. O tej porze park jest jeszcze zamknięty, idziemy za to do centrum miejscowości, zobaczyć będące jej wizytówką casas típicas. Malowane na biało, z czerwonymi drzwiami i okiennicami otoczonymi niebieską obramówką, odzwierciedlają architekturę skromnych domostw stawianych przez zajmujących się rolnictwem pierwszych osadników wyspy. Spadziste dachy były kryte wymienianą co kilka lat strzechą. Parter miał funkcje mieszkalne, a na poddaszu przechowywano produkty rolne. Grupa domków stoi przy ratuszu, w jednym z nich działa sklepik z pamiątkami. Pojedyncze chatki tego typu rozsiane są jednak po całym miasteczku.



jedna z casas típicas




casas típicas de Santana





casas típicas i strelicje


casas típicas i casas de gengibre



Na dziedzińcu ratusza prezentowana jest akurat wystawa opowiadająca o maderskich zwyczajach świątecznych. Czytamy więc o poprzedzającej Boże Narodzenie nowennie czyli missas do parto, dziewięciu mszach symbolizujących dziewięć miesięcy ciąży Matki Boskiej, kończących się zazwyczaj wspólnym biesiadowaniem przy carne de vinha d'alhos oraz ponchy. Czytamy o pasterce, która w Portugali nazywana jest ,,mszą koguta" (Missa do Galo) oraz o tradycji budowania bożonarodzeniowych szopek (lapinhas). Te ostatnie dzieli się na dwa podstawowe rodzaje- lapinha de escadinha ma strukturę piramidy ze żłóbkiem na szczycie, natomiast lapinha de rochinha przybiera kształt nawiązujący do lokalnego, pofałdowanego krajobrazu. Oba typy zdobione są roślinami, których nazwy nic nam nie mówią oraz świeżymi owocami.



szopka przy Largo da República w Funchal



szopka na jarmarku świątecznym w Funchal



szopka w kościele Nossa Senhora do Monte



Naczytawszy się i napatrzywszy na casas típicas, wracamy w okolice parque temático, skąd zamierzamy wyruszyć na najwyższy szczyt Madery, Pico Ruivo (1862 m n.p.m.). Przed nami sporo wspinaczki, aktualnie znajdujemy się bowiem na wysokości nieco ponad 400 m n.p.m. To trochę tak jakbyśmy z Zakopanego wchodzili na Świnicę...

Pierwszy etap trasy, do parku leśnego Queimadas, prowadzi drogą bitumiczną. Cały czas pod górę. Po ok. półtora kilometra wędrówki szosa przecina pierwszą levadę, Levadę da Silveira. Lewada to typowy dla Madery kanał melioracyjny transportujący wodę z bardziej deszczowej północy na raczej suchsze i cieplejsze południe. Tego typu budowle hydrotechniczne wykuwano w skale już w początkach osadnictwa na wyspie, a kolejne fale rozwoju ich sieci następowały w XVI, XIX i XX w. Z czasem ścieżki techniczne towarzyszące lewadom zaczęto wykorzystywać jako szlaki turystyczne, kanały prowadzą bowiem często przez malownicze, górzyste tereny.

Jeden z wyjątkowo efektownych szlaków naśladujących przebieg lewady zaczyna się w Queimadas, przy bajkowo wyglądających tradycyjnych zabudowaniach krytych strzechą, mieszczących punkt informacji turystycznej oraz kawiarnię. Kierujemy się za strzałkami z oznaczeniem ,,PR9, Caldeirão Verde". Caldeirão Verde oznacza po portugalsku ,,zielony kocioł" i odnosi się do formacji skalnej z wodospadem znajdującej się mniej więcej w 3/4 długości trasy. Dalej lewada prowadzi jeszcze do ,,piekielnego kotła", Caldeirão do Inferno, ale ten odcinek zamykany jest w okresie zimowym ze względu na zwiększony przepływ wody powodujący ryzyko osuwania się zboczy.



park leśny Queimadas- kaczki mają tu swoje casas tipicas...


Od razu po wkroczeniu na PR 9 czujemy się zresztą jak w wielkim, zielonym kotle. Idziemy przez bujny i wilgotny las wawrzynowy, pełen pnączy oraz ogromnych paproci. Co chwilę mijamy wodospady, tak liczne, że nikt nie zawracał sobie nawet głowy nadawaniem nazw poszczególnym z nich. Mimo że nie pada, woda ścieka z roślin i zboczy, co jakiś czas zapewniając nam przymusowy prysznic.



Levada do Caldeirão Verde



jeden z wodospadów na PR9



kolejny wodospad...






...i jeszcze kilka wodospadów w oddali.



Na drodze napotykamy też krótki tunel wydrążony w skale. Dalej na trasie jest ich jeszcze kilka, ale my przed wejściem do kolejnego skręcimy na inny szlak- PR 1.1, Vereda da Ilha (prowadzi z wioski Ilha do schroniska pod Pico Ruivo). Profil wysokościowy, który podczas przemierzania PR9 niemal całkowicie się wypłaszczył, wykonuje gwałtowny skok. Od najwyższego szczytu Madery dzieli nas już tylko niewiele ponad 4 km, ale za to aż 900 m różnicy wzniesień. To więcej niż na Świnicę z Murowańca...



lewada wpływająca do tunelu



Kierunek: Pico Ruivo.



Droga jest za to cały czas malownicza. Drzewa powykręcane w dziwaczne kształty ustępują powoli wiecznie zielonym krzewom oraz grubym łodygom fenkułu (funcho), od którego nazwę wzięło miasto Funchal. Gorzej, że dopada nas zapowiadany w prognozach od rana deszcz. Wędrujemy teraz w chmurze i nie wygląda na to, aby na dachu Madery można było rozkoszować się dziś spektakularnymi widokami. Temperatura stopniowo się obniża. Wczoraj w Funchal były 22 stopnie, dzisiaj w Santanie już tylko 14, natomiast na Pico Ruivo odnotujemy zaledwie +4. 



Powykręcane drzewa...



...ustępują krzewom.



dorodne okazy fenkułu



oznaczenia szlaku


Kiedy nasza trasa krzyżuje się z PR 1.2 (Vereda do Pico Ruivo), ruch turystyczny wyraźnie się nasila. Nic dziwnego, bo na najwyższy szczyt wyspy można również dojść tym, liczącym niecałe 3 km szlakiem, zaczynającym się na wysokości 1584 m n.p.m. przy parkingu na górze Achada do Teixeira

W Casa de Abrigo do Pico Ruivo jest za to całkiem pusto. Czy to dlatego, że drzwi są otwarte, przez co w środku jest tak samo zimno jak na zewnątrz? W każdym razie wewnątrz schroniska nie pada na głowę i można się napić gorącej herbaty, co uznajemy za wystarczające powody, dla których warto się tutaj na chwilę zatrzymać. 

Pomimo niesprzyjających warunków, zamierzamy dokończyć bowiem wędrówkę na szczyt. Nie poddajemy się nawet, kiedy na odkrytym grzbiecie do deszczu dołącza porywisty wiatr (o tym, że występuje tu dość często, świadczą wygięte sylwetki nielicznych drzew). Wilgoć przenika do spodnich warstw odzieży, a zaciśnięte na kijkach trekkingowych palce drętwieją z zimna, ale udaje nam się dotrzeć do wystrojonej w świąteczną czapeczkę kamiennej wieży wznoszącej się na Pico Ruivo. Odpuszczamy sobie już za to dojście do punktu widokowego...



na szczycie Pico Ruivo



nieprzejmująca się złą pogodą endemiczna zięba maderska



Po zdobyciu Pico Ruivo zawracamy do skrzyżowania szlaków na Encumeada Alta. Tym razem wybieramy PR 1.2, które przy innej pogodzie też musi być niezwykle malownicze. 



kwitnący na żółto kolcolist przy PR 1.2



Docieramy do parkingu na Achada do Teixeira, lśniącego w deszczu niczym jakieś ogromne morze. Skręcamy w wąską ścieżkę biegnącą przy mieszczącej się tu restauracji. Robi się cieplej i przestaje padać. Zanim dojdziemy do Queimadas, uda nam się nawet trochę podsuszyć (przynajmniej jeśli chodzi o ubranie; buty są w tej materii skazane na porażkę, ponieważ szlakiem płynie strumień). 



na szlaku z Achada do Teixeira do Queimadas



na szlaku z Achada do Teixeira do Queimadas



Niestety, na wysokości Queimadas dopada nas znów ulewa. Na własnej skórze przekonujemy się dziś jak zmienna może być maderska pogoda. Zbiegamy do Caminho das Queimadas, którym szliśmy rano i widzimy, że nad Santaną świeci słońce. Zwalniamy, podziwiając kwitnące po obu stronach drogi hortensje. Gdy docieramy do pętli autobusowej, znów zaczyna jednak kropić. Na szczęście znajdujemy idealne miejsce, żeby się schronić- przytulne, pachnące świeżo upieczonymi pastéis de nata wnętrze kawiarni O Moinho. 



hortensje przy drodze do Santany


Autobus powrotny przyjeżdża o 17:30, mimo szczególnego dnia zachowując normalną punktualność. Wyjątkowi będą jedynie pasażerowie. Na tylnych siedzeniach ulokuje się młodzież popalająca skręty wypełniające wnętrze pojazdu specyficznym zapachem. Na nieoznaczonych przystankach będą dosiadać się pojedyncze osoby z blachami ciasta, przejeżdżające kilkaset metrów i wysiadające na innych nieoznaczonych przystankach. Pod jakimś przydrożnym zajazdem będą czekali z kolei nasi rodacy, sygnalizujący chęć skorzystania z przewozu intensywnym machaniem rąk. Kiedy szczęśliwie wejdą na pokład i ocenią organoleptycznie sytuację wewnętrzną, oznajmią głośno: ,,to jest jakiś wesoły autobus!".


< następny post

poprzedni post >


Komentarze