Pingwiny w Pradze (KDB on tour).

 


 

Stolicę naszych południowych sąsiadów można zwiedzać na wiele sposobów. Zależy co nas najbardziej interesuje. Można więc podążać śladami słynnych pisarzy, można poszukiwać wrośniętej w tkankę miejską sztuki albo przyglądać się różnym stylom architektonicznym. Jakikolwiek jednak klucz do poznawania Pragi wybierzemy, i tak musimy odhaczyć największe atrakcje. Zwłaszcza, jeśli jesteśmy tu po raz pierwszy. Najlepiej od nich zacząć, wg zasady: najpierw obowiązek, a potem przyjemność.

 

Ś W I Ę C I   I   J A J K A  N A  T W A R D O  (S T A R E  M I A S T O)  

 

Na lotnisku im. Václava Havla lądujemy w piątek tuż po siódmej rano. Wsiadamy do trolejbusu nr 59, który w niecałe 20 minut dowozi nas do stacji metra Nádraží Veleslavín. Po drodze mijamy rezerwat przyrody Divoká Šárka, jedno z miejsc polecanych przez Mariusza Szczygła w jego ,,Osobistym przewodniku po Pradze". Lekturą tegoż mocno inspirowaliśmy się przy planowaniu naszego wypadu do największego miasta Czech, ale przyjechaliśmy tylko na weekend, więc wszystkiego zobaczyć nie zdążymy. Divoká Šárka musi poczekać do następnego razu. Co akurat zgadza się z intencją Szczygła, który (obawiając się ryzyka zadeptania parku przez turystów), pisze: ,,(...) jeśli nie musicie, to akurat tam nie jedźcie".

Linią metra A, na planach oznaczoną kolorem zielonym, dojeżdżamy z dworca Veleslavín do stacji Staroměstská, czyli, jak sama nazwa wskazuje, na Stare Miasto (Staré Město). Wynurzamy się z podziemi wprost na skrzyżowanie ulic Kaprovej i Žateckiej, czyli jakieś 300 m od głównego rynku (Staroměstské náměstí). Po trzech minutach docieramy do barokowego kościoła św. Mikołaja, za którym rozciąga się już centralny plac starówki. Stajemy pod pomnikiem Jana Husa i nie możemy się nadziwić. Jest pusto. Nie ma tłumów. Może dlatego, że to już nie lato i jeszcze nie sobota? Może dlatego, że jest jeszcze wcześnie rano? W każdym razie mamy szansę, żeby spokojnie się rozejrzeć.

 

 

Rynek Staromiejski w Pradze (bez tłumów).

 

 

 

Pomnik Jana Husa na Rynku Staromiejskim.

 

 

 

Detal barokowej kolumny maryjnej zrekonstruowanej w 2020 r.

 

 

Dziesięć minut dzieli nas od pokazu ruchomych figur apostołów nad średniowiecznym zegarem astronomicznym na południowej ścianie ratusza. Kręcimy się więc chwilę po bocznych uliczkach, gdzie odkrywamy jakiegoś czeskiego Banksy'ego. Potem stajemy karnie pośród grupki turystów, która zdążyła się tymczasem zebrać w narożniku rynku. Gdy wybija ósma, w małych okienkach nad zegarem pojawiają się św. Piotr i św. Jakub, a następnie kolejno pozostali apostołowie. Wszyscy poza nami oglądają widowisko przez ekrany swoich telefonów- takie czasy.

 

 

Kręcimy się po bocznych uliczkach... i znajdujemy jakiegoś czeskiego Banksy'ego.

 

 

 

Zegar astronomiczny (Orloj).

 

 

 

Oglądanie pokazu...

 

 

Figury przy zegarze zabezpieczone siatką przed gołębiami.

 

 

Zaliczyliśmy rynek, kierujemy się więc teraz w stronę Mostu Karola (Karlův most). O dziwo, także tutaj nie ma tłumów. Okazuje się, że poranne zwiedzanie największych atrakcji Pragi może być jednak bezbolesne, a nawet całkiem przyjemne. 

 

 

Most Karola bez tłumów.

 

 

Kamienną przeprawę o długości ponad pół kilometra zbudowano na Wełtawie w XIV w. (za panowania Karola IV Luksemburskiego), na miejscu wcześniejszej, romańskiej budowli, poświęconej św. Judycie. Choć most był wielokrotnie niszczony podczas katastrofalnych powodzi czy wojen, zawsze odbudowywano go w niemal niezmienionej formie. Czy to, że przetrwał tyle wieków, zawdzięcza królewskim astrologom, którzy dokładnie wyznaczyli datę i godzinę, o której należało wmurować w konstrukcję kamień węgielny? A może białkom kurzym dodanym rzekomo do zaprawy? Jeśli chodzi o białka, naukowcy z praskiej Wyższej Szkoły Chemiczno-Technologicznej (VŠCHT) dwukrotnie przeprowadzali badania mające potwierdzić lub wykluczyć obecność dodatków organicznych. Oba wykonano przy okazji renowacji mostu z lat 2008-2010. W pierwszym teście wynik był pozytywny, natomiast w drugim- negatywny, a więc zagadka nie została ostatecznie rozwiązana. Swoje mają do powiedzenia na ten temat mieszkańcy położonego nieopodal Pragi miasta Velvary. Co roku w Niedzielę Palmową maszerują oni przez Most Karola z procesją, niosąc kosze wypełnione... jajkami na twardo. To echo legendy, która mówi, że rozporządzeniu nakazującemu każdemu czeskiemu miastu dostarczyć odpowiedniej ilości jaj do budowy mostu, Velvary podporządkowały się natychmiastowo. Niestety, rozkaz Karola IV nie został tam zbyt dobrze zrozumiany i ładunek został przed transportem ugotowany. Jaja z Velvar nie zmarnowały się jednak, posłużyły bowiem za posiłek dla budowniczych.

Końce Mostu Karola zdobią gotyckie wieże, nazwane wg dzielnic do których prowadzą. Z jednej strony jest to więc Staroměstská mostecká věž, a z drugiej Malostranská mostecká věž. Dekoracja rzeźbiarska na balustradach powstała natomiast w okresie baroku. Spośród trzydziestu figur świętych, tą pod którą turyści najchętniej przystają, jest figura św. Jana Nepomucena. To właśnie z Mostu Karola praski kanonik został na rozkaz Wacława IV zrzucony do rzeki, a scenę tę przedstawia płaskorzeźba umieszczona pod posągiem z prawej strony. Płaskorzeźba zamocowana po lewej pokazuje natomiast spowiadającą się Zofię Bawarską, żonę Wacława IV, oraz psa, symbol wierności i lojalności. Choć król chciał się pozbyć Jana Nepomucena przede wszystkim z przyczyn politycznych, powodem mogła być również odmowa ujawnienia tajemnicy spowiedzi królowej. Podobno muśnięcie świętego z brązu ma zapewnić powrót do Pragi, ale jak zauważamy, równie chętnie dotykani są świadkowie dramatycznych wydarzeń znajdujący się w pobliżu mostu. A także pies. Z nieco większą nieśmiałością turyści traktują natomiast pośladki królowej.

 

 

Staromiejska Wieża Mostowa.

  

 

 

Małostrańska Wieża Mostowa.





Św. Jan Nepomucen na Moście Karola.



 

Dramatyczne sceny z końca XIV w.

 

 

 

Pies powoli przebijający popularnością Jana Nepomucena.

 

 

 S C H O D Y,  B R A M Y   I   D Z I E D Z I Ń C E (H R A D C Z A N Y)

 

 

Po przekroczeniu mostu trafiamy do dzielnicy Malá Strana. Będziemy ją jeszcze później dogłębnie eksplorować, tymczasem przez Malostranské námesti idziemy w stronę Hradczan. To położona na wzgórzu dzielnica z Zamkiem Praskim (dawną dzielnicą królów czeskich), gotycką katedrą św. Wita oraz Złotą Uliczką. Ta ostatnia, słynąca z niezwykle fotogenicznych miniaturowych domków, powstała w XVI w. jako kwatera strażników zamkowych. W wieku XVII zamieszkiwali ją rzemieślnicy unikający przymusu cechowego (a więc i podatków) obowiązującego na obszarze Starego Miasta. Dużą część z nich stanowili złotnicy, od których uliczka wzięła swą nazwę. Pod numerem 22 pomieszkiwał i pracował nad swoimi opowiadaniami Franz Kafka.

 

 

Katedra św. Wita.


 

 

 

Złota Uliczka.

 

 

Jeden z domów przy Złotej Uliczce...

 

 

...i jeszcze jeden.

 

 

Na teren Zamku Praskiego (tj. na wszystkie dziedzińce) można wchodzić za darmo w godzinach od 6:00 do 22:00. Jeśli chcemy zobaczyć wnętrza bazyliki, Starego Pałacu Królewskiego czy katedry, jesteśmy już ograniczeni do węższego przedziału czasowego (w sezonie letnim 9:00-17:00, w sezonie zimowym 9:00-16:00) i w dodatku musimy zapłacić 450 CZK. W tej cenie mieści się też wstęp na znajdującą się za bramkami Złotą Uliczkę. Ale uwaga, wystarczy przyjść po 17:00 (po 16:00), aby pod dom przesiąknięty obecnością Kafki podejść zupełnie za darmo (ten trick nie działa jednak w godzinach porannych).

Do wdrapania się na Hradczany wybieramy Radnické schody. Schodzić będziemy natomiast bardziej popularnymi Zamkowymi Schodami (Zámecké schody). U ich szczytu znajduje się wspaniały punkt widokowy na Stare Miasto oraz bardziej odległe dzielnice. Zgodnie z naszymi przewidywaniami, przed 9:00 również w ,,królewskiej" dzielnicy Pragi nie ma tłumów. Największe atrakcje miasta zaliczone, czas ruszać w kierunku tych mniej znanych, ale nie mniej interesujących.

 

 

 

Radnické schody.

 

 

 

Widok z Radnickich schodów w kierunku miasta- w tle wieża telewizyjna na Žižkovie.

 

 

 

Hradczany bez tłumów.

 

 

Hradczany bez tłumów.

 

 

 

Hradczany bez tłumów.

 

 

 

Punkt widokowy przy Zamkowych Schodach.

 

 

Punkt widokowy przy Zamkowych Schodach.


 

 

 

Cherubinek spogląda na miasto.

 

 

Zamkowe Schody.

 

 

Pomník Karla Hašlera przy Zamkowych Schodach.

 

 

Ż Ó Ł T E   P I N G W I N Y   I   W I E L K I E   N I E M O W L A K I  (M A L Á   S T R A N A)

 

 

Na ulicach Pragi co i rusz można natknąć się na interesujące rzeźby, a wyjątkowe ich zagęszczenie występuje w położonej na lewym brzegu Wełtawy dzielnicy Malá Strana. Na jej obszarze znajduje się sztuczna wyspa o nazwie Kampa, która powstała już w średniowieczu, kiedy przekopano kanał młyński zwany Czarcim Potokiem (Čertovka). Okolice Čertovki nazywane są praską Wenecją ze względu na zbudowane tuż nad samą wodą domy (choć prawdziwa Wenecja jest tylko jedna, o czym piszemy tutaj). 

 

 

Čertovka- praska Wenecja.

 

 

W budynkach należących dawniej do tzw. Młynów Sowy (Sovovy mlýny) mieści się dzisiaj muzeum sztuki nowoczesnej, założone przez kolekcjonerkę Medę Mládkovą. Wnętrza galerii można oczywiście zwiedzać, ale rzeźby dosłownie wysypują się z nich na zewnątrz. W otaczającym młyny parku znajdziemy chociażby instalację „Żółte pingwiny" (Žlutí tučňáci), która jest dokładnie tym, co mówi jej nazwa- ustawionymi na śluzie rzecznej 34 żółtymi figurkami nielotów z Antarktyki. Za postawienie pingwinów na Wełtawie odpowiedzialna jest włoska grupa Cracking Art, specjalizująca się w wielkoskalowych zwierzętach z tworzyw sztucznych z recyklingu. Połowa z nas miała już okazję spotkać się z ich dziełami (konkretnie różowymi ślimakami) prezentowanymi czasowo przed katedrą w Mediolanie. Celem pingwinów, podobnie jak ślimaków, jest budzenie świadomości ekologicznej.

 

 

The Cracking Art: żółte pingwiny w Pradze...

 

 

...i różowe ślimaki w Mediolanie (2009 r.). 

 

 

Krytyczne wobec konsumpcjonizmu są też raczkujące po Kampie niemowlaki (Miminka) Davida Černego. Odlane z brązu, mocno przeskalowane i z kodami kreskowymi zamiast twarzy, mogą budzić niepokój. Sądząc jednak po wytarciach widocznych na metalu, w niektórych budzą zgoła inne uczucia...

 

 

,,Miminka" D. Černego

 

 

Černy urodził się w Pradze i jest jednym z najbardziej znanych, a jednocześnie najbardziej kontrowersyjnych czeskich artystów. W stolicy aż roi się od jego dzieł, a na samej Malej Stranie znajdziemy jeszcze cztery realizacje autorstwa Prażanina. Jedna z nich to ,,Sikające postaci" na dziedzińcu muzeum Franza Kafki przy Cihelnej, czyli fontanna ze zbiornikiem w kształcie Republiki Czeskiej, do którego mocz oddają dwaj mężczyźni z pokrytego patyną brązu. Artysta uczcił w ten sposób wejście swojego kraju do Unii Europejskiej... Ale (mniej kontrowersyjna) rzeźba Černego stoi też w Polsce, a konkretnie na Alejach Marcinkowskiego w Poznaniu- to ,,Golem", którego będziemy później porównywać z podobną w wyrazie ,,Głową Franza Kafki" (Praga Nowe Miasto) czy ,,Lilith" (Žižkov).

 

 

D. Černy, ,,Čůrající postavy" (Praga, Malá Strana)

  

 

D. Černy, ,,Golem" (Al. Marcinkowskiego, Poznań, fot. 2010 r.)

 

 

Tymczasem tropimy Černego na Malej Stranie. Idziemy do parku na tyłach ambasady niemieckiej, żeby zobaczyć trabanta z nogami, nawiązującego do exodusu obywateli NRD do RFN za pośrednictwem praskiej placówki dyplomatycznej, tuż przed upadkiem Muru Berlińskiego. Po drodze mijamy rzeźbę kinetyczną poświęconą czeskiej medalistce olimpijskiej, Věrze Čáslavskiej, umieszczoną przy kompleksie pałacowym Tyršův dům, mieszczącym siedzibę towarzystwa patriotyczno-gimnastycznego ,,Sokol". 

 

 

 

D. Černy, ,,Quo vadis" (Praga, Malá Strana)

 

 

 

D. Černy, „Věra” (Praga, Malá Strana)

 

 

Aby przyjrzeć się z bliska ostatniemu z tutejszych dzieł artysty, musimy natomiast zaczekać do 10:00. O tej godzinie otwiera się Mlýnská kavárna, w której Černy wykonał... blat barowy. Nie jest to oczywiście zwyczajny blat, ale przegląd przedmiotów codziennego użytku zebranych od stałych bywalców kawiarni, zatopiony w żywicy epoksydowej. Czegóż tam nie ma- zabawki, breloczki, opakowanie po tabletkach, stary telefon komórkowy, kalkulator, błyszczyk do ust... Poza walorem artystycznym, lokal mieszczący się w dawnym młynie wodnym (Huťský mlýn) jest bardzo przytulny. I podają tam, wybornie smakujący z czeskim piwem, nakládaný hermelín.

 

 

 

Mlýnská kavárna.

 

 

 

Mlýnská kavárna.

 

 

 

Blat Černego.

 

Malá Strana to jednak nie tylko Černy. Praktycznie w każdym zakątku można się tu natknąć na coś ciekawego. A to z Czarciego Potoku wynurzy się wodnik Kabourek, a to zza rogu wyhynie Václav Havel z nieodłączną fajką w ręce. To w tej dzielnicy znajduje się też słynna Lennonova zeď (ściana Johna Lennona), która od początku lat 80. XX w. (czyli od tragicznej śmierci muzyka) zapełnia się kolejnymi warstwami kolorowego graffiti. 

 

 

wodnik Kabourek przy młyńskim kole

 

 

 

Václav Havel- his life is history.


 

 

 

Lennonova zeď.

 

 

 

Lennonova zeď.


 

 

 

Uliczka na Malej Stranie.

 

 

Niedaleko skrzyżowania Cihelnej z U Lužického semináře ukrywa się z kolei najwęższa uliczka Pragi. Tak naprawdę to wąski przesmyk pomiędzy budynkami prowadzący na dziedziniec restauracji. Jeśli damy się skusić i zejdziemy uliczką w dół, zamontowana u góry sygnalizacja świetlna nie pozwoli nam wrócić tą samą drogą- trzeba będzie przejść przez lokal. Być może w ten sposób restauracja Čertovka próbuje zachęcić odwiedzających uliczkę do zajęcia miejsca przy jednym ze stolików. Biorąc pod uwagę jej opinie, chyba jednak nie warto...

 

 

Najwęższa uliczka Pragi...

 

 

 

...i zamontowana nad nią sygnalizacja świetlna.


Na Malej Stranie jest też kilka muzeów. Oprócz wspomnianych już Muzeum Kampa oraz Muzeum Franza Kafki, zainteresowały nas szczególnie dwa. Połowa z nas głosowała za odwiedzeniem Muzeum Designu, a druga połowa- za Muzeum Śliwowicy. Poszliśmy do obu.

Praskie Design Museum mieści się w dawnym budynku fabryki mydła i wyrobów kosmetycznych. Organizuje wystawy czasowe poświęcone meblarstwu, architekturze oraz wzornictwu przemysłowemu. My trafiliśmy akurat na prezentację związaną z czechosłowackim brutalizmem, mieliśmy więc okazję obejrzeć elementy wyposażenia ocalone z nieistniejących już obiektów użyteczności publicznej (budynek administracyjny Transgas, hotel Praha czy kawiarnia U Zlatého hada). Dodatkową atrakcją muzeum jest widoczny na dziedzińcu staročeský trdelník... ach nie, najstarszy komin w Pradze, ha ha ha! Aby zrozumieć ten żart, trzeba przejść się najpierw uliczkami Starego Miasta i zaobserwować, że niezwykle popularnym street foodem w Pradze jest wywodzące się z zachodniej Słowacji ciasto drożdżowe formowane w kształcie komina. To trdelník, czyli mniej więcej to samo, co węgierski kürtőskalács. Oprócz tego, że można go skosztować, i to w najróżniejszych wariantach smakowych, trdelník stał się też wzorem souvenirów, np. magnesów na lodówkę. Nic dziwnego, że po kilku dniach w Pradze zaczynamy dostrzegać jego kształt wszędzie, nawet patrząc na komin dawnej fabryki mydła...

 

 

 

Praski trdelník.

 

 

Dziedziniec praskiego Muzeum Designu.

 

 

 

Żart z kominem.

 

 

 

Fragment wystawy poświęconej brutalizmowi.

 

 

Václav Havel jest wszędzie- nawet w Muzeum Designu.

 

 

Magnesy w kształcie trdelníka nie są jednak najłatwiej dostępną pamiątką z Pragi. Czy nam się to podoba, czy nie, popularnością zdecydowanie przewyższają je... wszelkiego rodzaju używki. Witryny na Starym Mieście zielenieją od miniaturek absyntu, popularnego niegdyś wśród bohemy artystycznej monarchii austro-węgierskiej. Wokół Mostu Karola jak grzyby po deszczu wyrastają z kolei sklepiki oferujące produkty z konopii, i moglibyśmy przysiąc, że nie wszystkie ograniczają się do sprzedaży olejków z CBD. Jeśli chcemy korzystać z tego typu przyjemności, warto to robić z umiarem i w granicach prawa (bo, choć może się wydawać, że jest inaczej, sprzedaż produktów zawierających więcej niż 1% THC jest tu wciąż nielegalna). 

 

 

Jeśli próbować absyntu, to tutaj- Absintherie na Starym Mieście.

 

 

My, jeśli chodzi o używki, skusiliśmy się, owszem, na wizytę w Muzeum Śliwowicy sygnowanym nazwiskiem Rudolfa Jelínka, który w latach 30. XX w. przekształcił rodzinną destylarnię w Vizovicach w globalną markę.

Muzeum nie jest duże, ale w pełni interaktywne. Bawiliśmy się świetnie, w okularach VR wczuwając się w rolę... śliwki przebywającej drogę z sadu do butelki w charakterystycznym kształcie budzika. Na końcu zwiedzania mogliśmy natomiast zasiąść do degustacji destylatów sparowanych z przekąskami, a także... zrobić sobie zdjęcie z gigantycznym owocem umieszczonym na dziedzińcu.

 

 

 

Muzeum Śliwowicy.

 

 

Muzeum Śliwowicy.

 

 

Muzeum Śliwowicy- degustacja.

 

 

 

Śliwka na dziedzińcu.

 

 W I E Ż A   E I F F L A   I   W I E W I Ó R K I  (P E T Ř I N)

 

 

Praga pełna jest doskonałych punktów widokowych, oferujących szerokie panoramy na całe miasto. Można wspiąć się na wieżę zegarową ratusza, na górny taras Bramy Prochowej, na wieżę katedry św. Wita i na obie wieże na krańcach Mostu Karola. Można wreszcie wjechać na szczyt wieży telewizyjnej na Žižkovie. W krajobrazie miasta jest jednak jeszcze jedna, absolutnie wyjątkowa dominanta, wznosząca się na szczycie sąsiadującego z Malą Straną od zachodu wzgórza Petřín.

Petřínská rozhledna została zbudowana ze stali pod koniec XIX w. Jej podobieństwo do bardziej znanej europejskiej konstrukcji jest absolutnie nieprzypadkowe, bowiem inicjatorzy powstania wieży, czyli założyciele Klubu Czeskich Turystów, zainspirowali się wizytą na Wystawie Światowej, która odbyła się w Paryżu w 1889 r. To właśnie tam po raz pierwszy zaprezentowana została konstrukcja Gustave’a Eiffela. Choć Petřínská rozhledna jest ponad pięć razy niższa od swojego pierwowzoru, dzięki położeniu na wzgórzu widać z niej całkiem sporo. 

 

 

Praska wieża Eiffla, czyli Petřínská rozhledna.

 

 

Ciekawostką są dwie niezależne klatki schodowe- jedna dla wchodzących na wieżę, a druga dla schodzących na dół. W drodze na górny taras możemy zatrzymać się na tarasie pośrednim, trzeba więc uważać, przez które drzwi przechodzimy, idąc dalej.

 

 

 

Jedna z klatek schodowych wieży.

 

 

Widok z wieży w stronę Hradczan...

 

 

...i w kierunku Starego Miasta.

 

 

 

Detal konstrukcyjny wieży z katedrą św. Wawrzyńca w tle.

 

 

Na Petřín wjeżdża kolejka linowo-terenowa, ale ponieważ wzgórze oplata siatka ścieżek spacerowych, warto wejść na szczyt pieszo, obserwując po drodze hasające wśród drzew wiewiórki. Warto też z niego pieszo zejść, najlepiej kierując się w stronę alei Obětí totality. Nie tylko dlatego, że jest pięknie obsadzona kwitnącymi roślinami, ale również dlatego, że na jej końcu znajduje się ciekawy Pomnik Ofiar Komunizmu (Pomník obětem komunismu) rzeźbiarza Olbrama Zoubka.

 

 

Tory kolejki kursującej na szczyt wzgórza.

 

 

Pomnik Ofiar Komunizmu.

 

 

Z poranka zrobiło się popołudnie, Most Karola przeszedł więc znaczną metamorfozę. Aby przedostać się z powrotem na prawy brzeg Wełtawy, wybieramy zatem tym razem Most Jiráska (Jiráskův most).

 

 

Most Karola w weekend, po południu.

 

 

S Z W E J K, T A Ń C Z Ą C Y   D O M   I   G Ł O W A  K A F K I  (N O W E   M I A S T O) 

 

 

Most Jiráska to świetny wybór, bo przechodząc nim na drugą stronę rzeki, mamy widok na jeden z najbardziej znanych budynków Pragi, czyli Tańczący dom (Tančící dům) Vlado Milunića i Franka Gehry’ego. Dekonstruktywistyczny biurowiec z połowy lat 90. XX w. sąsiaduje z kamienicą zbudowaną przez dziadka Václava Havla. O tym, że pod adresem Rašínovo nábř. 2000/78 mieszkał późniejszy prezydent Czech, przypomina ledwie czytelna tabliczka z napisem czcionką przypominającą pismo maszynowe: Zde jsem taky žil, Václav Havel.

 

 

Tańczący Dom.

 

 

 

Tańczący Dom przytulony do kamienicy.

 

 

Nieco zużyta tabliczka na kamienicy Havlów.

 

 

Trochę zadziwia nas fakt, że turyści tak chętnie robią sobie zdjęcia przy znajdującym się na skwerze po drugiej stronie ulicy pomniku Aloisa Jiráska. Czy rzeczywiście czeski pisarz, specjalizujący się w powieściach historycznych, ma aż tak wielką renomę poza granicami Czech? Prawda jest nieco inna- okazuje się, że stając na cokole pomnika, można zrobić ,,kreatywne" ujęcie Tańczącego Domu- coś jak w przypadku Krzywej Wieży w Pizie.

Po wykonaniu wszystkich zaplanowanych ujęć dekonstruktywistycznego biurowca, warto zejść na bulwar biegnący poniżej ulicy Rašínovo nábřeží, czyli na tzw. Náplavkę. Jesienią 2019 r. zakończyła się dziesięcioletnia rewitalizacja bulwarów wg projektu pracowni petrjanda/brainwork. Jej najbardziej spektakularnym rezultatem są ogromne szklane okna obrotowe w kształcie soczewek, wstawione we wnęki w murze nabrzeża. Komory te służyły pierwotnie za magazyny do przechowywania lodu pozyskiwanego z Wełtawy oraz towarów transportowanych rzeką. Teraz mieszczą się w nich kawiarnie, kluby czy galerie sztuki.

 

 

Odrestaurowane bulwary nad Wełtawą.

 

 

Z nabrzeża kierujemy się w głąb Nowego Miasta, a konkretnie na ulicę Na Bojišti, przy której mieści się ulubiony lokal  głównego bohatera ,,Przygód dobrego wojaka Szwejka w czasie wojny światowej" (czy, wg nowego tłumaczenia Antoniego Kroha, ,,Losów dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej"). Gospoda nazywa się tak jak w powieści- ,,U Kalicha" (,,Pod Kielichem") i rzeczywiście, wewnątrz zastajemy Szwejka. 

 

 

Wejście do gospody ,,U Kalicha".

 

 

 

Wnętrze gospody...

 

 

 

...i jej najbardziej znany bywalec.



Pogawędziwszy ze Szwejkiem, ruszamy dalej w kierunku centrum handlowego Quadrio. Ale bynajmniej nie dlatego, że nagle zachciało nam się shoppingu. Bardziej niż samo centrum, chcemy zobaczyć dziedziniec przed budynkiem galerii, na skrzyżowaniu Charvátovej i Vladislavowej. To tam znajduje się kolejna instalacja Davida Černego, obrotowa głowa Franza Kafki. Zbudowana z polerowanej stali nierdzewnej, przypomina nam poznańskiego Golema. Jest od niego jednak sporo większa, no i ma dość istotną właściwość. Mianowicie o każdej pełnej godzinie warstwy, z których złożona jest głowa, zaczynają się obracać. W ciągu około piętnastominutowego pokazu twarz ulega stopniowo całkowitej dekonstrukcji, po czym ponownie zastyga w wyjściowej pozycji.

 

 

 

Głowa Franza Kafki.

 

 

Z profilu...

 

 

 

...i w trakcie metamorfozy.

 

Trzysta pięćdziesiąt metrów dalej, na rogu Husovej i Betlémské námesti (już w granicach Starego Miasta) ukrywa się jeszcze jedna rzeźba Černego. Aby jej nie przeoczyć, trzeba zadrzeć głowę w górę. Na długiej żerdzi wystającej z dachu jednej kamienic, wisi, trzymając się jedną ręką, realistycznie przedstawiona postać męska w garniturze. Ta postać to twórca psychoanalizy, Zygmunt Freud, a jego ,,zawieszenie" ma symbolizować lęk egzystencjalny.

 

 

,,Wisielec", czyli pomnik Freuda.

 

 

Czy to już cały Černy w okolicy? Oczywiście, że nie. Teraz kierujemy się w stronę Pasażu Lucerna (pomiędzy ulicami Vodičkovą a Štěpánską), zobaczyć odwrócony pomnik konny św. Wacława. Bardziej wzniosły oryginał znajduje się tuż obok, na placu Václavské námesti.

 

 

Konny pomnik św. Wacława (Václavské námesti)....

 

 

...i wersja Davida Černego.

 

 

Na zakończenie spaceru po Nowym Mieście, idziemy jeszcze w okolice dworca Masarykovo nádraží. W 2023 r. powstał tutaj spektakularny obiekt biurowo-handlowy pracowni Zaha Hadid Architects. W złotych lamelach spływających ku ziemi wyczuwa się charakterystyczny styl pochodzącej z Iraku architektki, która przed swoją śmiercią w 2016 r. zdążyła jeszcze przygotować wstępne szkice Masaryčki.

 

 

 

Masaryčka (Zaha Hadid Architects).

 

M E D U Z Y   I   D U Ż E   K O B I E T Y   ( K A R L Í N ) 

 

Drugi dzień zwiedzania Pragi zaczynamy od mniej popularnych zakątków. Na pierwszy ogień idzie Karlín- kiedyś dzielnica przemysłowa, a dzisiaj centrum hotelowo-gastronomiczne. Tutaj David Černy też wtrącił swoje trzy grosze. I tym razem skala jest naprawdę imponująca, bo jego ,,Lilith" wznosi się na wysokość ośmiu pięter, stanowiąc integralną część oddanego do użytku trzy lata temu apartamentowca. Rzeźba nazwana została od imienia występującej w folklorze żydowskim upiorzycy, uważanej za pierwszą żonę biblijnego Adama. Wykonana jest, podobnie jak głowa Kafki, z polerowanej stali.

 

 

 

Lilith w całej okazałości...

 

 

...i jakaś dodatkowa ręka.

 

 

Na Karlínie oglądamy jeszcze mural „Vesmír Medúz” Michala Škapy, znanego jego Tron. Potem wspinamy się na wzgórze Vítkov.

 

 

„Vesmír Medúz”.

 

 

Z N Ó W   N I E M O W L A K I   (Ž I Ž K O V)

 

 

Vítkov to wzgórze ważne dla Czechów z kilku względów. To tutaj wojska husyckie pod wodzą Jana Žižki pokonały w 1420 r. o wiele liczniejsze oddziały krzyżowców. To tutaj też rozpoczęto  w 1928 r. budowę pomnika narodowego, mającego upamiętniać przede wszystkim czeski ruch oporu z I wojny światowej. Jego ukończenie uniemożliwił jednak Układ Monachijski i późniejsza okupacja niemiecka. W 1950 r. udało się odsłonić konny pomnik Žižki, ale komuniści na zagospodarowanie przylegających do niego budynków mieli nieco inną koncepcję- zamiast czcić czeskich legionistów woleli propagować historię ruchu robotniczego. Dzisiaj znajduje się tutaj Grób Nieznanego Żołnierza oraz muzeum prezentujące kluczowe momenty w czeskiej państwowości. Dla nas Vítkov to zaś przede wszystkim okazja do tego, żeby wdrapać się na jakąś górkę.

 

 

 

Pomnik konny Jana Žižki.

 

 

Pomnik narodowy na Vítkově.

 

 

Ze szczytu Vítkova rozciąga się widok na całą dzielnicę nazwaną od nazwiska husyckiego dowódcy (Žižkov) oraz górującą nad nią sylwetkę ,,wiertarki", czyli futurystycznej wieży telewizyjnej z przełomu lat 80. i 90. XX w. I moglibyśmy przysiąc, że na jej strzelistych ramionach dostrzegamy jakieś pełzające postacie...

 

 

Žižkov i górująca nad dzielnicą wieża telewizyjna.

 

Schodzimy ze wzgórza w kierunku zachodnim, do ulicy Husyckiej. To tutaj zaczyna się Žižkov Highline, czyli zaprojektowana w 2018 r. w ramach Ladscape Festival ścieżka piesza prowadząca po terenie dawnej bocznicy kolejowej. Skojarzenie z nowojorskim parkiem High Line nasuwa się samo, ale nie spodziewajmy się aż tak spektakularnych widoków czy nasadzeń. Fakt, że trwają tu akurat jakieś prace, więc być może w przyszłości będzie ładniej. Tymczasem to po prostu bardzo wygodny skrót do trasy spacerowo-rowerowej biegnącej poniżej ulicy Příběnickiej (z ładnie odrestaurowanymi elewacjami wygiętych po łuku kamienic).

 

 

 

Wejście na Žižkov Highline.

 

 

Ze ścieżki można w kilku miejscach zejść z powrotem na Husycką. My wybieramy schodki prowadzące na uliczkę Pod Vítkovem, chcemy bowiem zobaczyć kilka rzeczy w okolicy. Po pierwsze, gospodę o oryginalnej nazwie ,,U Vystřelenýho oka"- chodzi o oko Jana Žižki, który rzekomo stracił je w trakcie bitwy pod Grunwaldem. Knajpa jest co prawda czynna dopiero od 16:30, ale o dowolnej godzinie można popatrzeć na znajdującą się na ścianie ponad wejściem płaskorzeźbę, przedstawiającą ,,bojowników o wolność". Wśród nich są zarówno Czesi (św. Wacław, Václav Havel, Božena Němcová), jak i inne nacje (Ghandi, Kleopatra, Łajka czy Jimi Hendrix).

 

 

 

Szyld gospody ,,Pod wybitym okiem"

  

 

 

Płaskorzeźba nad wejściem do gospody.

 

 

Drugi punkt programu to trójkątny plac Prokopovo námesti z pomnikiem Jaroslava Haška. Pomnik jest równie oryginalny jak autor powieści o Szwejku- przedstawia popiersie pisarza na koniu przechodzącym płynnie w blat barowy.

 

 

 

Pomnik Haška.

 

Idąc dalej ulicą Prokopovą warto zaglądać na podwórka. Na jednym z nich, pośród bloków mieszkalnych, ukrywa się budynek, którego raczej nie spodziewalibyśmy się tam zobaczyć. To zaprojektowana przez Emila Králíčka w stylu kubistycznym kaplica, należąca do Ewangelickiego Kościoła Czechów Braterskich.

 

 

Podwórze z kaplicą.

 

 

 

Kaplica na podwórzu.

 

A teraz czas na najbardziej znaną atrakcję dzielnicy- widoczną z daleka wieżę telewizyjną. To najwyższy budynek w Pradze (216 m), więc nietrudno go znaleźć. Podchodzimy do stóp strzelistej konstrukcji i przekonujemy się, że to, co widzieliśmy z Vítkova, nie było złudzeniem. Po ramionach ,,wiertarki" wspinają się niemowlaki Černego. Tutaj zostały zainstalowane już w 2000 r., a na Kampie pojawiły się osiem lat później.

 

 

Wieża telewizyjna z bliska...

 

 

 

...i jeszcze bliżej.

 

W I Ę C E J   K U B I Z M U  (S T A R E  M I A S T O)

 

 

Z  Žižkova przechodzimy na Stare Miasto, bo czujemy, że wczoraj potraktowaliśmy je nieco po macoszemu. Zupełnie zignorowaliśmy na przykład gotycką Bramę Prochową (Prašná brána), wznoszącą się dumnie ponad przyklejonym do niej secesyjnym Miejskim Domem Reprezentacyjnym (Obecní dům).

 

 

 

Prašná brána i Obecní dům.

 

 

Brama Prochowa- detale sklepienia.

 

 

 

Pod bramą...

 

 

...i za bramą.

 

 

Niecałe dwieście metrów na zachód od bramy znajduje się natomiast bardzo interesujący dom Pod Czarną Matką Bożą (Dům U Černé Matky Boží). Jego nazwa pochodzi od umieszczonej w narożniku, w złotej klatce, barokowej figury Madonny. Sam budynek zdecydowanie bowiem barokowy nie jest- wystarczy spojrzeć na masywny portal wejściowy oraz mocno zgeometryzowaną fasadę. Powstał w 1912 r., wg projektu zafascynowanego kubizmem Josefa Gočára. Co ciekawe, kubizm jako styl w architekturze wykształcił się jedynie na terenie byłej Czechosłowacji. Wszędzie poza nią ograniczył się do malarstwa, rzeźby czy ewentualnie rzemiosła artystycznego. Wewnątrz Domu Pod Czarną Matką Bożą mieści się dzisiaj Muzeum Kubizmu, prezentujące głównie meble, ale również ceramikę i trochę sztuki nieużytkowej. Na piętrze działa również kawiarnia (z zachowanym oryginalnym wyposażeniem projektu Gočára), w której możemy zjeść... kubistycznego ptysia.

 

 

 

Kubistyczny Dom Pod Czarną Matką Bożą.

 

 

 

Madonna w złotej klatce...

 

 

...i niezwykła klatka schodowa.

 

  

Kubistyczne stoliki...

 

 

 

...pod kubistycznymi żyrandolami.

 

 

Kubistyczny ptyś.

 

 

Jeśli jeszcze mało nam kubizmu, możemy udać się na Jungmannovo námesti, gdzie, przy bramie kościoła Matki Boskiej Śnieżnej, ukrywa się sławna kubistyczna latarnia. Sławna, ponieważ wystąpiła w teledysku.

 

 

Kubistyczna latarnia.

 

 

Na Starym Mieście odnajdujemy jeszcze kilka ciekawostek. Chociażby tablicę umieszczoną na styku ulicy Perlovej z placem Uhelný trh. Napis wykuty w niewielkim prostokącie kamienia łatwo byłoby przeoczyć, gdyby nie zwisający z pobliskiej latarni kwiat umieszczony w słoiku. Padlým ženám (pol. Poległym/upadłym kobietom)- głosi tablica. I dalej: Čest jejich p...”. Aby zrozumieć znaczenie niedokończonego słowa, trzeba nadmienić że okolica była kiedyś centrum ulicznej prostytucji. Może być to więc ,,p" jak paměť, czyli pamięć albo ,,p" jak píča, czyli hm... niezbyt elegancko określona pewna część kobiecego ciała...

 

 

Tablica pamiątkowa przy Perlovej.

 

 

Przechodzimy obok najmniejszego domu w Pradze (Anežska 4) i obok muralu upamiętniającego Jana Sonnevenda wraz z żoną, Marie Sonnevendovą- małżeństwo, które przypłaciło życiem pomoc w ukryciu w cerkwi prawosławnej spadochroniarzy odpowiedzialnych za udany zamach na Protektora Czech i Moraw, Reinharda Heydricha (Konviktská 1013/6). Przy ulicy Ovocný trh przyglądamy się drzwiom technicznym galerii handlowej Myslbek, ozdobionych dekoracją rzeźbiarską wykonaną przez Karela Nepraša.

 

  

Najmniejszy dom w Pradze.



 

Mural przy Konviktskiej.

 

 

 

Głowy Karela Nepraša.

 

A potem udajemy się na most, na którym jeszcze nie byliśmy, czyli Most Legii. Znajduje się na nim winda, którą można zjechać na położoną poniżej Wyspę Strzelecką (Střelecký Ostrov). W XIV w., zgodnie z nazwą, ćwiczono tutaj umiejętności posługiwania się łukiem oraz kuszą. Dzisiaj znajduje się tutaj park z kilkoma punktami gastronomicznymi. Poza tym, jak głosi nawet znacznik umieszczony na Google maps, żyją tutaj nutrie. I choć umieszczona nad brzegiem Wełtawy poucza, że dzikich zwierząt nie wolno karmić, to sami byliśmy świadkami jak spacerowicze obdarowywali urocze futrzaki specjalnie przygotowaną na tę okazję marchewką...

 

 

Nutrie z Wyspy Strzeleckiej.

 

 

G O L E M,  K A F K A  I  M E T R O N O M  (J O S E F O V  I  L E T N Á)

 

 

Wiedząc, że w sobotę (czyli szabat) synagogi i cmentarz na Josefovie są niedostępne dla turystów, zostawiliśmy sobie praską dzielnicę żydowską na niedzielę. Myśleliśmy, że jesteśmy sprytni. Niestety okazało się, że w niedzielę przypada akurat święto Jom Kipur, tak więc ze zwiedzania synagog nici. Wciąż możemy przespacerować się jednak po tutejszych uliczkach.

 

 

Klausová synagoga- jedna z sześciu żydowskich świątyń na Josefovie.

 

 

To na Josefovie urodził się w 1883 r. Franz Kafka, i to tutaj, przy Synagodze Hiszpańskiej, znajduje się dzisiaj jego pomnik. Figura z brązu zaprojektowana przez rzeźbiarza Jaroslava Ronę nawiązuje do wczesnego opowiadania pisarza pt. ,,Opis walki", w którym dwaj mężczyźnie, którzy dopiero co poznali się na przyjęciu, postanawiają przejść się ulicami Pragi. Niespodziewanie jeden z nich wskakuje na plecy drugiego, a realizm ustępuje oniryzmowi i symbolizmowi.

 

 

Pomnik Kafki na Josefovie.

 

 

Z ciekawością przyglądamy się również wystawom sklepowym, bo pamiątki z Josefova nieco różnią się od tych oferowanych w innych dzielnicach. Najpopularniejszym gadżetem jest tutaj... figurka Golema, czyli mitycznej antropomorficznej postaci ulepionej z gliny. Według żydowskiej legendy, Golema powołał do życia w XVI w. praski rabin Jehuda Löw ben Becale, a szczątki istoty ożywionej za pomocą tajemnych rytuałów miały być jakoby później przechowywane na strychu synagogi Staronowej. Rabin Löw pochodził z Poznania, stąd rzeźba stworzona dla wielkopolskiego miasta przez Davida Černego przedstawia właśnie Golema.

 

 

 

Pamiątki z Josefova.

 

Z Josefova przez Čechův most wędrujemy na drugą stronę Wełtawy. Wspinamy się na wzgórze Letná, gdzie na przełomie lat 50. i 60. stał ogromny pomnik Stalina. Pozostał z niego cokół, na którym w 1991 r. ustawiono równie gigantyczny metronom z ruchomą wskazówką, symbolizujący podobno upływ czasu. Sama Letná trochę nas rozczarowuje- co prawda ze szczytu widać dobrze praskie mosty, łącznie z Mostem Karola, ale znajdujący się tam park robi dość przygnębiające wrażenie. Wszystko umazane jest sprayem, mało tego- natykamy się również na jakiegoś miejscowego wariata biegającego z puszką farby.

 

 

Metronom na wzgórzu Letná.

 

 

 

Widok ze wzgórza na praskie mosty.

 

 

P R A H A   H L A V N Í   N Á D R A Ž Í

 

 

Przylecieliśmy do Pragi samolotem, a odjeżdżamy pociągiem. I nawet na dworcu nie kończy się zwiedzanie, bo choć nie zapowiada tego wejście od strony parku Vrchlického sady, częścią Praha hlavní nádraží jest piękna hala secesyjna, w której mieści się Fantova Kavárna (od nazwiska architekta Josefa Fanty).

 

 

Secesyjna część dworca głównego.

 

 

Spędziliśmy w Pradze trzy dni, a i tak nie zobaczyliśmy wszystkiego. Przekonaliśmy się za to, że stolica Czech to nie tylko Stare Miasto czy Most Karola. Że potrafi zachwycić, zadziwić i zaskoczyć- jak żółte pingwiny na Wełtawie...

 

< następny post

poprzedni post >  

 

Komentarze