Góry Sowie... od spodu 2/4. Podziemny telefon.

centrala telefoniczna wyeksponowana w Sztolniach Walimskich

Trasa: Glinno> (żółtym szlakiem) Rozwidlenie nad Glinnem> Walim> (czarnym szlakiem) sztolnie Walim- Rzeczka> Grządki> (czerwonym szlakiem) Rozdroże pod Moszną> Przełęcz Marcowa> Kompleks Włodarz> (czarnym szlakiem) Rozdroże pod Kompleksem Włodarz> Walim> (żółtym szlakiem) Rozwidlenie nad Glinnem> Glinno

Długość trasy: 20, 5 km

Czas przejścia (nie licząc zwiedzania sztolni walimskich i oczekiwania na zwiedzanie): 4 h 40 min.

Na początku XX w. Heinrichhau wraz z sąsiednią wsią Friedersdorf odcinają się od swojej przeszłości rolniczo- tkackiej i zaczynają żyć z turystyki. Powstają karczmy oraz zajazdy, wykorzystujące położenie miejscowości przy popularnym szlaku łączącym Zamek Grodno z Wielką Sową. Dobrą passę przerywa II wojna światowa i będące jej następstwem zmiany granic państwowych. Większość tutejszych domów zostaje opuszczona, a nie zasiedlona ponownie, popada w ruinę.


Glinno (dawniej: Heinrichhau)- karczma, przystanek autobusowy i kościół

Dzisiejsze Glinno (razem z pobliskim Modlęcinem) wydaje się nieco zapomniane, ale wciąż można stąd wyruszyć na najwyższy szczyt Gór Sowich. Centrum rozciągniętej łańcuchówki wyznacza zwalista, szara bryła kościoła zmęczona niemal dwoma wiekami istnienia. W mur otaczający świątynię wkomponowano dwa krzyże pokutne z rytami kuszy oraz miecza, rozdzielone kapliczką. 


drzwi kościoła w Glinnie


krzyże pokutne w Glinnie

Przy kościele skupione jest wszystko, co najważniejsze: węzeł szlaków, przystanek autobusowy, a także najstarszy budynek w całej wsi. Hotel z restauracją działające współcześnie pod szyldem Karczma Bełty funkcjonowały już pod koniec XVII w. jako dwór sołtysi, a jednocześnie tzw. karczma sądowa (czyli miejsce oferujące nie tylko jadło, napitek i niedrogie noclegi, ale również rozstrzyganie sporów). W 1694 r. sołtys Glinna otrzymał przywilej piwowarski, czego świadectwem jest zachowana piwniczka z portalem poszerzonym dla łatwiejszego transportu beczek. Dzisiejsza bryła z dachem mansardowym  to efekt odbudowy karczmy po pożarze z początku XIX w. W sali biesiadnej można za to wypatrzyć ślady wystroju przedwojennego, takie jak choćby drewniana belka podciągu z napisem witającym gości (Grüß Euch Gott ihr lieben Alle, bekomm's Euch wohl in meiner Halle), fragmenty różanego fryzu czy sielankowych malowideł.


wnętrze sali biesiadnej w Karczmie Bełty

Uczyniliśmy Glinno swoją bazą wypadową, ale zamiast w kierunku Wielkiej Sowy, ruszamy na południowy zachód. Głównym celem naszego wyjazdu jest przecież tym razem eksploracja tajemniczych korytarzy powstałych w ramach projektu ,,Riese". Po wdrapaniu się na wysokość prawie 700 m n.p.m. i dotarciu do granicy lasu, wybieramy zatem znaki żółte. Na szczęście szlak jest lekko przetarty. Spotykamy nawet rowerzystę z fatbike' em, choć jazda nie idzie mu najlepiej.

Przechodzimy przez prawie całe centrum Walimia, dokonując wyczynów ekwilibrystycznych na wąskich chodnikach, znikających co pewien czas pod zwałami śniegu. Próbujemy wyobrazić sobie jak wyglądała wieś, kiedy nosiła jeszcze nazwę Wüstewaltersdorf i była dobrze prosperującym ośrodkiem produkcji tkanin. Pomagają w tym wiekowe budynki o urodzie raczej industrialnej, urozmaiconej jedynie gdzieniegdzie podcieniem czy fragmentem muru pruskiego. Z dawnych Zakładów Przemysłu Lniarskiego nie zostało już jednak prawie nic oprócz bramy wjazdowej, fragmentu hali z dachem pilastym i tablicą z wabiącą kolorowymi literami ofertą.

Czarny szlak doprowadza nas na parking przy Sztolniach Walimskich, czyli kompleksie Rzeczka, jednym z trzech (poza podziemiami pod Zamkiem Książ) udostępnionych do zwiedzania układów podziemnych korytarzy utworzonych w ramach największego projektu górniczo- budowlanego nazistowskich Niemiec. 

W kasie sztolni dowiadujemy się, że najbliższe zwiedzanie z przewodnikiem zacznie się o godzinie 11:10 (czyli za niecałe pół godziny). Kupujemy bilety, a w czasie oczekiwania oglądamy zaprezentowane na terenie otwartym eksponaty związane z militariami, ale niekoniecznie z projektem ,,Riese" (np. most saperski używany przez wojska amerykańskie w północnej Afryce).


wejście do Sztolni Walimskich

Przewodnik w Książu rozpalił nasze umysły opowieściami owianymi aurą tajemnicy. W jego relacji nic nie było pewne, a wokół każdej przyczyny mnożyły się mniej lub bardziej prawdopodobne teorie. Oprowadzacz po Rzeczce stawia na fakty historyczne. Mówi, że w 1943 roku, pod naporem alianckich nalotów bombowych, Niemcy dowodzeni przez ogarniętego obsesją bezpieczeństwa Hitlera, rozpoczęli intensywną budowę podziemnych korytarzy (choć prace wstępne mogły się rozpocząć już wcześniej). Pod Książem oraz w Górach Sowich szykowano kwaterę główną dla samego wodza III Rzeszy, a także dla poszczególnych sztabów dowodzących. Jeżeli planowano uruchomić tu jakąś produkcję zbrojeniową, to najpewniej chodziło o elementy ,,latających bomb", pocisków V1 i V2. Jeden z takich pocisków wyeksponowany jest nawet w Rzeczce. 


,,samolot-pocisk" V1 w jednej z komór Sztolni Walimskich

Kompleks składa się z trzech równoległych korytarzy, połączonych prostopadłymi do nich, wysokimi halami. Pomieszczenia znajdują się w różnym stadium ukończenia- część z nich zdążono wybetonować (jak np. wartownię w pierwszym z korytarzy), w innych widzimy surową skałę gnejsową. Pomiędzy korytarzem drugim a trzecim znajduje się zawał, dlatego aby zobaczyć całość, musimy na chwilę wyjść na zewnątrz.


Sztolnie Walimskie

Przewodnik duży nacisk kładzie na tragedię ludzi pracujących przy budowie podziemi. W większości byli to więźniowie obozu koncentracyjnego Gross- Rosen. Jak wyglądało życie takich przymusowych pracowników, pozwalają sobie uzmysłowić wystawione w Sztolniach Walimskich grafiki Imre Holló- Węgra, który trafił do podobozu w Dörnhau (dziś Kolce k. Głuszycy). Inne eksponaty, które możemy obejrzeć, to narzędzia używane do budowy, broń oraz... podziemna centrala telefoniczna.

W sztolniach panuje temperatura ok. 6 stopni Celsjusza, a więc teoretycznie wyższa niż na zewnątrz w zimowy dzień. Przez wysoką wilgotność (a może i charakter wysłuchanych opowieści), w ciągu godziny zwiedzania zdążyliśmy trochę wymarznąć. Cieszymy się więc, że nasza dalsza trasa prowadzi lekko pod górę. 

Podążamy ku osadzie Grządki, a tam na rozdrożu wybieramy znaki czerwone. Te doprowadzają nas do znanego i lubianego Rozdroża pod Moszną. Kolejny odcinek szlaku, pomiędzy rozdrożem a Przełęczą Marcową, przechodziliśmy już wielokrotnie, chociażby podczas Sudeckiej Żylety albo Potrójnej Korony Wałbrzyskiej. Szliśmy tędy za dnia i po ciemku, wiosną, latem, jesienią oraz zimą. 


tajemnicza Przełęcz Marcowa zimą

Przełęcz wygląda, jak zazwyczaj, tajemniczo. Patrząc na srebrzystą korę rosnących tam dorodnych buków odczuwamy niespodziewanie nagłą potrzebę zapisania się na najbliższą edycję Strzelińskiego Rogainingu...



Drogowskaz na Przełęczy Marcowej twierdzi, że około dwudziestu minut dzieli nas od kompleksu Włodarz. Oceniamy, że powinniśmy być tam ok. 13:50. Jeśli wejścia do sztolni zaplanowane są o pełnych godzinach, byłoby idealnie- udałoby nam się wtedy zobaczyć dwa elementy systemu Riese w ciągu jednego dnia!

Schodzimy w dół zielonym szlakiem, przekraczamy metalową bramę z napisem ,,Włodarz", wchodzimy do budynku mieszczącego kasę biletową i... dowiadujemy się, że zwiedzanie zaczęło się dziesięć minut temu, o 13:40. Ponieważ wejścia odbywają się co godzinę i dziesięć minut, począwszy od 9:00, kolejne będzie dopiero o 14:50. Postanawiamy wrócić tu jutro, a tymczasem czarnym szlakiem schodzimy do Walimia. Stamtąd czeka nas jeszcze podejście na Rozwidlenie nad Glinnem, a po nim zejście ścieżką pośród magicznych, lodowych drzew do spokojnej szosy prowadzącej przez wieś...


...wśród magicznych, lodowych drzew...

- Wruuuuuuum!!!!- pośród mgły rozlega się dźwięk nie bardzo pasujący do wspomnianej wyżej spokojnej szosy. O mało nie wskakujemy do przydrożnego rowu. Wygląda na to, że odkryliśmy tajemnicę blokady drogowej, którą zauważyliśmy rano. Okolice Walimia słyną nie tylko z turystyki górskiej i historycznej, ale także z rajdów samochodowych...

< następny post

poprzedni post>

Komentarze

  1. Fajną mieliście wycieczkę, my z kolei w tamtym roku z Glinno wchodziliśmy właśnie na Wielką Sowę, zostawiając samochód przy kościele. Bardzo ładna panorama powyżej wsi. Do zobaczenia w sobotę ;-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz