Pierwsi, ale nie na podium (KDB on tour).



Nietrudno domyślić się skąd wzięła się nazwa położonej w gminie Strzelin wsi Biały Kościół. Sylwetkę górującej nad miejscowością świątyni widać z daleka. Pierwotnie romańska, zbudowana z miejscowego jasnego granitu, po przebudowie w I poł. XIX w. wyglądała zupełnie inaczej. W okresie II wojny światowej służyła zaś za punkt obserwacyjny i skład amunicji. Ta w 1945 r., w trakcie wycofywania się wojsk niemieckich, została celowo zdetonowana, obracając budowlę w ruinę. Na przełomie lat 80. i 90. kościół odbudowano jednak w formie, która znów przypomina tę uwiecznioną na rysunku Friedricha Bernharda Wernhera z rękopisu ,,Topographia oder Prodromus Delineati Silesiae Ducatus [...]".


biały kościół w Białym Kościele

W Białym Kościele jest jeszcze zarośnięty bluszczem cmentarz ewangelicki założony ok. XVI- XVII w., zalany wodą kamieniołom oraz zasilane wodami potoku Pogródka dwa stawy, oddzielające miejscowość od wsi Gębczyce. Jest też szkoła, w budynku której zlokalizowano bazę 35. Strzelińskiego Rogainingu.


cmentarz ewangelicki w Białym Kościele


cmentarz ewangelicki w Białym Kościele


Docieramy na miejsce nieco po 9:00, czyli tuż po rozpoczęciu rozdawania map. Pędzimy z nimi na znajdujący się przy szkole plac zabaw, aby zaszyć się w wagoniku kolejki i spokojnie opracować strategię. Punktualnie o 10:00, po podbiciu punktu startowego, zawodnicy rozpierzchają się w różnych kierunkach. My akurat w kierunku Strzegowa.

Pierwszy punkt na naszej trasie, czyli 4a, okazuje się- zgodnie z przewidywaniami- łatwy do odnalezienia. Wydeptana w wysokiej trawie ścieżka od razu pozwala wytypować stronę kładki, pod którą powinniśmy zanurkować. Teraz kierujemy się przez pola w stronę zabudowań wsi oraz wielkiego białego silosa sprawiającego wrażenie jakby w pszenicy wylądował właśnie statek kosmiczny.

Jest słonecznie oraz gorąco, w zbożu czerwienieją maki i błękitnieją chabry. W Strzegowie przekraczamy Oławę, aby zaszyć się w lesie porastającym wzgórze Gliczyna (225 m n.p.m.). Jeden z doganiających nas uczestników zauważa, że mamy bardzo ładne numery. To prawda, tym razem startujemy z jedynką- ale to oznacza tylko, że udało nam się bardzo szybko zapisać, a nie, że jesteśmy faworytami... Na skraju lasu bez problemu namierzamy schowane przy dużym kamieniu 6d, po czym schodzimy do szosy.

Przy znajdujących się na prywatnym terenie stawkach znów zagłębiamy się w las. Zamiast jednej drogi wyrysowanej na mapie, mamy w rzeczywistości do wyboru dwie. Decydujemy się na tę biegnącą bliżej strumienia pełnego rechoczących żab oraz ogrodzenia z ostrzeżeniem przed żmijami. Niesłusznie, jak się okazuje, bo droga po kilkuset metrach kończy się, i to w dodatku gęstwiną ciężką do przebycia, jeśli nie wzięło się ze sobą maczety. Cofamy się do rozwidlenia, gdzie wybieramy tym razem dobrą drogę. Przepuszczamy jadący za nami traktor, po czym wychodzimy na zbliżoną do prostokąta polankę. Czyżby to tutaj ukrywało się 4f? Obchodzimy prostokąt po obwodzie, coś nam się jednak nie zgadza. Nie ma strumienia, ani nawet rowu. Postanawiamy pójść jeszcze kawałek w stronę leśniczówki w Gościęcicach. Bingo! Przed nami pojawia się kolejna polanka, a na jej rogu odnajdujemy perforator.

Wchodzimy na nieobcy nam czerwony szlak prowadzący w kierunku Gromnika. Ten powinien nas nakierować na 5b. Tablicę postawioną przez Nadleśnictwo Henryków z okazji Święta Lasu łatwo przeoczyć w bujnej zieleni, którą obrosła, rozpoznajemy jednak charakterystyczne skrzyżowanie ścieżek. Skręcamy na wschód, po czym uważnie analizujemy poziomice. Na wytypowanym przez nas obszarze znajdujemy już kilka drużyn przeczesujących okolice w poszukiwaniu skarpy ziemnej i jej końca. Dołączamy do nich, a skarpa w końcu się odnajduje- niepozorna, a przy tym dobrze zamaskowana.

Choć nie jest to może rozwiązanie optymalne, wracamy do czerwonego szlaku. Mijamy trzy wiekowe dęby, przy których pojawiły się tabliczki ostrzegające przed możliwością upadku konarów lub... całego drzewa. Rozglądamy się za skrzyżowaniem dróg doprowadzającym do 5g. Ścieżka w lewo jest, ale brak odpowiadającej jej ścieżki w prawo. Postanawiamy na wszelki wypadek zbadać tę odnogę. Po pewnym czasie ścieżka rozmywa się wśród drzew... no i tak właściwie wygląda to również na mapie, ale ta brakująca ścieżka w prawo sprawia, że nie przykładamy się do poszukiwań dołka z perforatorem zbyt dokładnie. 

Wracamy do głównej drogi i analizujemy kolejne skrzyżowanie. Wkrótce przekonujemy się, że to poprzednie było jednak właściwym obszarem ukrycia 5g. Teraz nie warto się już jednak cofać, zamiast tego podążamy więc ku skałkom na wzgórzu Garnczarek. Poniżej szczytu znajduje się nieczynny kamieniołom granitu, na terenie którego powinno ukrywać się 7c. Po drodze do największego zagłębienia w ziemi spotykamy zespół Wapniaków, który potwierdza, że idziemy w dobrym kierunku. Iść w dobrym kierunku to jednak jedno, a znaleźć starannie zakamuflowany perforator to drugie. W końcu krążenie wokół skalnej ściany przynosi efekt.


punkt 7c na terenie starego kamieniołomu pod Garnczarkiem

Mkniemy teraz ku 8a, a do szybszego marszu motywuje nas widoczna nad lasem granatowa chmura. Widząc w oddali zabudowania Jegłowej, porzucamy ścieżkę i idąc wzdłuż granicy lasu, namierzamy właściwy zakręt rowu. Następnie zawracamy z zamiarem udania się do 5e, ale zanim tam dotrzemy, dopada nas przeznaczenie. Dobiegające z oddali mruczenie nie było czczą pogróżką. Chmura zasnuwa całkowicie niebo, a następnie zaczyna lać. W popłochu szukamy jakiegoś prowizorycznego schronienia. Niedawno mijaliśmy taką fajną wiatę... no ale cóż, póki co musimy się zadowolić daszkiem paśnika. Tu przeczekujemy najgorsze.

W słabszym już deszczu kontynuujemy wędrówkę. Odnajdujemy właściwą górkę, po czym decydujemy przed odwrotem w stronę bazy skusić się jeszcze na 7b. Tutaj musimy namierzyć rozwidlenie wąwozów. Dodatkowym utrudnieniem jest błotniste dojście do perforatora. 

W drodze do 4e napotykamy znaki zielonego i czarnego szlaku. I mogłyby one doprowadzić nas do Cygańskiego Krzyża Pokutnego, gdyby... na naszej drodze nie stanęła nagle rzeka. Nie płytki strumień, nie wąski rów. Szeroka, potężna rzeka o niewidocznym, zamulonym dnie. Zapominamy zatem o ścieżkach i próbujemy obejść dopływ Jegłówki dookoła. Po kilkunastu minutach przedzierania się przez mokre zarośla wychodzimy na wyglądającą obiecująco drogę. Na drzewie dostrzegamy oznaczenia czerwonego szlaku. Udało się! Cygański Krzyż powinien być niedaleko. Tuż za nim skręcamy i na skrzyżowaniu ścieżek odnajdujemy banalne 4e.

Ponieważ po oberwaniu chmury leśne ścieżki namokły jak gąbka, postanawiamy zejść do szosy i z jej pomocą nakierować się na kolejny punkt. Mamy więc około kilometra spokojnego marszu po asfalcie. A potem, na skraju lasu i pola skręcamy z drogi bitumicznej. Na przeciw wychodzi nam inna drużyna. ,,Płetwy, maski, butle" - podsumowuje sprzęt niezbędny do zaliczenia 6a. Po chwili okazuje się, że w słowach tych nie było ani trochę przesady. Skaczemy przez rowy z niepokojąco wartką wodą, cudem wynajdujemy obejścia rozlanych szeroko jak jeziora kałuż. A ponieważ 6a ma się znajdować na skrzyżowaniu rowu i grobli, możemy spodziewać się najgorszego. W pewnym momencie leśna droga zamienia się w morze. Jak tu je obejść? Ale zaraz, zaraz, przy odrobinie szczęścia może się okazać, że wcale nie musimy go obchodzić. Jeśli tylko punkt znajduje się po właściwej stronie... Zagłębiamy się w las i rozglądamy się za groblą. Po chwili meandrowania wśród rozlewisk, dostrzegamy biało-pomarańczowy trójkąt. Szóstka zaliczona, udało się też nie utopić. 

Polną drogą zmierzamy w kierunku Gębczyc. Może zdążymy złapać jeszcze jakąś czwórkę? Na dwie raczej nie starczy czasu, decydujemy się więc na 4c. Namierzamy skrzyżowanie linii energetycznych, a ścieżka wydeptana za trafostacją podpowiada dokładne położenie perforatora. Tymczasem z powrotem wyszło słońce, ogrzewając nas przyjemnie. Z dziesięciominutowym zapasem meldujemy się z powrotem w bazie, gdzie już po chwili raczymy się tradycyjnym strzelińskim bigosem. Zgodnie z przewidywaniami, nasze numery startowe nie znajdują odzwierciedlenia w klasyfikacji końcowej... Ale z wyniku jesteśmy zadowoleni, a następnym razem... spróbujemy znowu szybko się zapisać :)


schemat przebytej przez nas trasy

< następny post

poprzedni post>

Komentarze