Miasto cudów i pierników (KDB on tour).

św. Jan Nepomucen na moście kamiennym w Bardzie

Przy okazji wyjazdu na 35. Strzeliński Rogaining odwiedzamy Bardo, promujące się jako miasto cudów. Byliśmy tu już kilka razy, ale wciąż nie wyczerpaliśmy całej gamy atrakcji jaką dysponuje ta promieniująca magicznym przyciąganiem miejscowość. No bo tak: po drodze do Złotego Stoku podziwialiśmy panoramę z punktu widokowego nad XVI-wiecznym obrywem skalnym, wędrując niebieskim szlakiem w stronę Srebrnej Góry analizowaliśmy historię mostu kamiennego na Nysie Kłodzkiej i przyglądaliśmy się rozwojowi turystyki rowerowej, a w marcu tego roku odkryliśmy ruiny zamku oraz prześledziliśmy stare ścieżki pątnicze. Nie dotarliśmy jednak jeszcze do leżącego poza szlakami turystycznymi romantycznego Miejsca Hrabiowskiego, nie zobaczyliśmy wszystkich kapliczek na Górze Różańcowej i nie spróbowaliśmy tradycyjnych bardzkich pierników. Czas więc nadrobić zaległości.



Trasa: Bardo, most kamienny na Nysie Kłodzkiej> (żółtym szlakiem) Góra Różańcowa> Pod Mężykiem> (niebieskim szlakiem, potem bez znaków) Miejsce Hrabiowskie

Długość trasy: 3,7 km

Czas przejścia: 1 h 15 min.

Odprowadzani wzrokiem przez św. Jana Nepomucena, przechodzimy przez kamienny most na Nysie Kłodzkiej. Wspólnie z wyposażonym w śrubkorower śrubkoludkiem pniemy się ku bazylice przechowującej cudowną drewnianą figurkę Matki Boskiej Tronującej. Po schodkach ocienionych drzewami przechodzimy z ulicy Głównej do malutkiego rynku, a po prawej stronie rejestrujemy kamienny łuk zapraszający do ogródka kawiarni specjalizującej się w bardzkich piernikach. Zajrzymy tutaj w drodze powrotnej.


św. Jan Nepomucen na moście kamiennym


śrubkoludek pedałujący w kierunku bazyliki

Tymczasem za urzędem miasta i remizą straży pożarnej czekają na nas kolejne schody do pokonania. Wspinamy się ku kaplicy św. Alfonsa Liguori (założyciela zgromadzenia zakonnego redemptorystów), czyli tzw. kaplicy wstępnej. 


widok na remizę i bazylikę ze schodów prowadzących na Górę Różańcową


Kaplice na Łysej Górze (zwanej od tamtej pory Górą Różańcową) zaczęli budować w 1904 r. właśnie redemptoryści, którzy stwierdzili, że przybywającym licznie do Barda pielgrzymom należy jakoś urozmaicić spacery. Wzdłuż szerokiej alei obiegającej wzniesienie po czworoboku zaplanowano piętnaście budowli odpowiadających piętnastu tajemnicom różańca (radosnym, bolesnym oraz chwalebnym) oraz kaplicę wstępną i kaplicę końcową (Dusz Czyścowych). Do 1909 r. udało się ukończyć 7 obiektów w różnych stylach (neoromańskim, neogotyckim, neobarokowym) wg projektu zespołu trzech artystów: architekta Ludwiga Schneidera, rzeźbiarza Johannesa Baumeistera oraz malarza Richarda Richtera.


neogotycka kaplica Zmartwychwstania (1904-1909)


neoromańska kaplica Dźwigania Krzyża (1904-1909)


neobarokowa kaplica Biczowania (1904-1909)


nawiązująca do architektury mauretańskiej kaplica Odnalezienia Jezusa w Świątyni (1904-1909)

W 1913 r. powstała jeszcze kaplica Zesłania Ducha Świętego autorstwa budowniczego Josepha Haukego, a w okresie międzywojennym kolejne pięć budowli różnych autorów, w tym jedna w formie grupy rzeźbiarskiej (Ukrzyżowanie). Najnowsza jest stojąca przy ulicy Lipowej postmodernistyczna kaplica Ukoronowania NMP (1989-90, arch. Ryszard Marak). Do pełnego ukończenia koncepcji brakuje trzech tajemnic- Nawiedzenia św. Elżbiety, Wniebowstąpienia Pana Jezusa i Wniebowzięcia NMP. W miejscach dla nich zaplanowanych stoją krzyże wraz z tablicami prezentującymi odpowiednie sceny biblijne.


modernistyczno- neoromańska kaplica Zesłania Ducha św. (1913 r.)


przypominająca średniowieczny zamek kaplica Cierniem Koronowania (1930 r.)


grupa rzeźbiarska Ukrzyżowanie (1933 r.)


kaplica Ukoronowania NMP (1989-90)

Wyłaniające się spośród zieleni kapliczki rzeczywiście uatrakcyjniają spacer. Szkoda tylko, że wszystkie (sprawdziliśmy!) drzwi są zamknięte, przez co nie można przyjrzeć się wewnętrznej dekoracji rzeźbiarskiej- chyba że przez dziurkę od klucza...


podglądamy wnętrze kaplicy Zesłania Ducha św.

Wracamy do omijającego Górę Różańcową niebieskiego szlaku i wspólnie z nim wspinamy się do dużego parkingu powyżej hotelu Bardo, a pod Mężykiem (387 m n.p.m.). Śrubkoludek w wersji pełnowymiarowej zachęca do skorzystania z rozpoczynających się tutaj singletracków. 


promocja singletracków; w tle po prawej stronie widoczny biały krzyż na punkcie widokowym nad obrywem skalnym

My kierujemy się w stronę Młynarza (412 m n.p.m.), ale niecały kilometr za parkingiem opuszczamy szlak za wskazaniem tabliczki ,,Miejsce Hrabiowskie, 200 m". Docieramy do singletracka ,,Pętla Hrabiowska" i modląc się, aby żaden rozpędzony hrabia nie poruszał się nią właśnie w dół, idziemy aż do kolejnej tabliczki z napisem ,,Miejsce Hrabiowskie, 100 m". Teraz ledwie widoczną ścieżką pośród poskręcanych dębów i sosen schodzimy po stromym zboczu, po którym nie chcielibyśmy schodzić zimą ani w czasie deszczu. Właściwie nawet teraz, kiedy jest kompletnie sucho, nie czujemy się w 100% komfortowo. Spod nóg osuwają nam się luźne kamienie, a pomiędzy pniami zaczyna pojawiać się WIDOK. 


WIDOK nie tylko przez duże ,,W", ale przez całe duże ,,WIDOK"

Docieramy do tablicy informującej, że jesteśmy w miejscu znanym w XIX w. jako ,,Grafensitz", zaaranżowanym na punkt widokowy z inicjatywy hrabianki Anny Deym.  Mowa jest też o dolnej półce skalnej, przy zejściu na którą należy zachować ostrożność oraz o wyrytych w skale znakach liczących tyle samo lat co rosnące wokół karłowate dęby. Tylko jak, u licha (oprócz tego, że ostrożnie), zejść na tę skalną półkę?! Badamy wszelkie możliwości, starając się przy tym nie osunąć wprost do widocznej w dole Nysy Kłodzkiej. Wreszcie udaje nam się znaleźć rozwiązanie. Po chwili stajemy przy skale z wydrapanymi ozdobnymi inicjałami, herbem (myśliwskim?) i datą: 1856. Jest jeszcze rysunek jelenia wyłaniającego się z zarośli, który jednak wydawał się dużo wyraźniejszy na zdjęciu z reklamującej go tablicy.


dolna półka skalna z widocznymi inicjałami z 1856 r.


zbliżenie XIX- wiecznego aktu wandalizmu

Wciąż zachowując ostrożność (i powstrzymując drżenie kolan) wracamy na górę. A później prawie tą samą drogą, z ominięciem Góry Różańcowej, do centrum Barda. Z daleka pachną nam już bardzkie pierniki, tradycja wyrabiania których sięga początków XVI w. Zapomniana niemal całkowicie po wysiedleniu niemieckiej ludności w 1945 r., odżyła z powrotem za sprawą lokalnych pasjonatów. Zaczęło się w 2014 r., kiedy na kamienicy nr 18 przy ul. Głównej, mieszczącej w okresie międzywojennym piernikarnię Aloisa Hentschla, zawisł ponownie szyld z piekarczykiem. Potem ekspert od historii Barda, Tomasz Karamon, wraz z prezesem Towarzystwa Miłośników Ziemi Kamienieckiej, Mateuszem Gnaczym, pojechali do Niemiec, aby odnaleźć potomków Maxa Prause, szwagra Hentschla. Wrócili z dokumentami, zdjęciami  oraz tajną recepturą. W 2020 r. swoje podwoje otwarły Bardzkie Pierniki Fabryka – Magdalena Topolanek, i to tutaj właśnie mamy dzisiaj okazję skosztować niezwykłych wypieków. Klasztornych- na mące żytniej i czerwonym winie; św. Hildegardy- na mące orkiszowej, z galgantem, bertramem i lukrem różanym. Wreszcie pierników Jagi z pokrzywą. Bardo to więc nie tylko miasto cudów, ale także pierników. Chociaż właściwie to jedno, i to samo...




< następny post

poprzedni post >


Komentarze