Magia czerwonej kropki 17/17. Druga z kropek.

kropka kończąca GSB w Wołosatem


Trasa: Ustrzyki Górne> Szeroki Wierch> Przełęcz pod Tarnicą> Przełęcz Goprowska> Halicz> Rozsypaniec> Przełęcz Bukowska> Wołosate

Długość trasy: 22,5 km po GSB + 5,4 km niebieskim szlakiem z Wołosatego do Ustrzyk

Czas przejścia: 5 godzin (bez powrotu do Ustrzyk)

Gospodyni naszego miejsca noclegowego w Cisnej zaczarowała niedzielną burzową prognozę krótkim: ,,E tam, nie będzie padać". Nie pytaliśmy ją jednak o pogodę na poniedziałek. 


mokre goryczki


Kiedy podchodzimy na Szeroki Wierch (a idzie się lekko, jako że większość wyposażenia  mogliśmy zostawić dziś w Ustrzykach), na goryczkach, trawach i naszych włosach osiadają kropelki mgły. Nie pada, ale też widoki nie powalają. Na Przełęczy pod Tarnicą dostrzegamy ledwie zarys najwyższego szczytu polskich Bieszczadów. 


przed nami Tarnica...


GSB szczyt i tak omija, a ponieważ zaliczyliśmy go już w bardziej pogodny dzień, kierujemy się od razu na Przełęcz Goprowską


Na Haliczu


Na Haliczu z dookolnych panoram nici, widać tylko metalowy krzyż. Chmury zaczynają rozwiewać się dopiero w okolicach Rozsypańca i granicy z Ukrainą. Patrzymy też pod nogi, bo w trawie kwitnie wężymord górski.


chmury zaczynają się rozwiewać...


wężymord górski


Na Przełęczy Bukowskiej naszą uwagę przyciąga ustawiona tam ekologiczna toaleta, w której nad przerabianiem nieczystości pracuje specjalny gatunek dżdżownic. Po przeanalizowaniu schematów funkcjonowania przybytku, wkraczamy na szeroką drogę w dół, wiodącą ku Wołosatemu. Jeszcze dwa kilometry asfaltem (wzmaga się zimny wiatr, który powoduje, że zakładamy na siebie całą odzież, którą zabraliśmy dziś ze sobą) i będziemy mogli ucałować kropkę...

...albo nie będziemy mogli, ponieważ kropka z Wołosatego okazuje się być zamontowana dużo wyżej niż ta z Ustronia. Do wspólnego selfie podchodzimy kilkakrotnie, w końcu wołamy o pomoc z zewnątrz. 

Oto za nami 501 (wg aplikacji w telefonie trochę więcej, ale podejrzewamy ją o małe oszustwo) kilometrów wędrówki. Minęły ponad dwa tygodnie przeżyte na diecie złożonej głównie z pierogów, naleśników oraz owoców jagodowych. Udało się uniknąć większych opadów deszczu, kleszczy, kontuzji, odcisków. Wstawaliśmy ze wschodem słońca, chłonęliśmy widoki, wracaliśmy do miejsc znanych i poznawaliśmy nowe. Butów pod drogowskazem nie zostawimy, bo sprawdziły się doskonale, a więc chętnie zabierzemy je gdzieś jeszcze...


buty pod drogowskazem (nie nasze)

Komentarze

  1. Byłam w tym roku w Bieszczadach i chcę koniecznie tam wrócić, tyle wspaniałych miejsc.. Tarnica, Połonina Caryńska i Korbania zrobiły na mnie największe wrażenie. A i zakochałam się też w Solinie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Bieszczadach jest faktycznie sporo do odkrywania. My też na pewno tam jeszcze wrócimy :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty