Tym razem kropka jest niebieska 10/13. U Krasickiego i Sapiehów.

zamek w Krasiczynie


Trasa: (szlakiem karpackim) Kalwaria Pacławska> Huwniki> Gruszowa> Koniusza> Szybenica> Helicha> Wapielnica> Prałkowska Góra> Dybawka> Krasiczyn

Długość trasy: 29,9 km

Czas przejścia: 6 godzin 30 minut


Kalwaria Pacławska o poranku

Kalwarię Pacławską opuszczamy dość wcześnie. Mamy przed sobą co prawda krótszy odcinek drogi, a i przewyższeń na Pogórzach nie należy spodziewać się tylu co w Bieszczadach, ale na mecie chcemy jeszcze zobaczyć chałupę, jaką wywalił Krasicki (słowami przewodnika po zamku w Krasiczynie). 

Szlak prowadzi początkowo asfaltem, następnie skraca drogę do Huwnik przez łąki (tradycyjnie na Pogórzach przy zmianie nawierzchni brak oznaczeń). Kiedy widzimy już zabudowania wsi z murowaną z kamienia wieżą kościoła, na przeszkodzie staje nam rzeka Wiar. Rzeka jest płytka, a nurt spokojny, połowa z nas- nauczona doświadczeniem z Beskidu Niskiego- automatycznie zdejmuje więc buty i skarpetki, po czym przystępuje do przekraczania brodu. Będąc już prawie po drugiej stronie zauważa przerzucony przez ciek wodny mostek, znajdujący się w odległości nie większej niż kilka metrów. Druga połowa korzysta z mostu.


mostek na rzece Wiar

W Huwnikach zaopatrujemy się w świeże drożdżówki, po czym kierujemy się na Gruszową. Tutaj mamy do pokonania około kilometra asfaltem. Przy kapliczce ,,skłonu i pokłonu", wracamy na miękką nawierzchnię. Karteczka na drzwiach kaplicy uprasza o ,,nietraktowanie jej jako składnicy zbędnych domowych dewocjonaliów". 


kapliczka w Gruszowej

Wzdłuż ogrodzenia, które nie pozwala nam podejść do zabytkowej drewnianej cerkwi (obecnie pełniącej funkcję kościoła rzymskokatolickiego) schodzimy do Koniuszy. Doganiamy sporo starszego od nas wędrowca z plecakiem, podpytujemy czy nie idzie do Rzeszowa. Mówi, że tylko do Przemyśla.


widziana zza płotu cerkiew w Koniuszy

Nawet nie dziwi nas brak strzałek, kiedy z asfaltu odbijamy w prawo. W chaotycznej zabudowie oklejającej koniec wiejskiej drogi znaki gubią się natomiast już zupełnie. Tylko za wskazaniami zegarka wspinamy się przez łąkę na Szybenicę (496  m n.p.m.). Przy wejściu do lasu szlak znowu się odnajduje, ale niebieskim paskom towarzyszy znajoma tabliczka informująca o pracach wycinkowych. Wytyczonego obejścia tym razem brak. Co gorsza, po warkocie pił poznajemy, że prace rzeczywiście trwają. Pierwszy napotkany drwal obiecuje jednak, że nic nie spadnie nam na głowę, więc kłaniamy się w podziękowaniu. Przyśpieszamy kroku, aby jak najszybciej oddalić się od nawoływań ,,uwaga, drzewo!".

Drogą wygodną i szybką zbliżamy się do zabudowań fortecznych otaczających Przemyśl




Na szlaku zaczyna się ruch, a zza zarośli wyłania się widok na miasto. Są nawet ławeczki z opisem panoramy, ale niestety wszystkie zajmuje wycieńczony- zdaje się- podjazdem na Wapielnicę rowerzysta. 

Przez Prałkowską Górę i Dybawkę docieramy do Krasiczyna. Mijamy cmentarz żydowski i schodzimy wprost pod bramę zamkową, w sam raz na zwiedzanie o godzinie 15:00. 


kirkut w Krasiczynie

Czynności związane z zakwaterowaniem oraz doprowadzaniem się do wyglądu licującego z wizytą w siedzibie magnackiej zajmują nam tyle czasu, że decydujemy jednak kupić bilety na ostatnie wejście o godzinie 16:00. To chyba dobra decyzja. Zamykającej dzień grupie przewodnik może poświęcić nieco więcej czasu, a że pan Marek  urodził się w Krasiczynie, opowiada o wszystkim w sposób bardzo emocjonalny. Znał przecież osoby, które pracowały na zamku, kiedy wybuchła II wojna światowa. 

Słuchamy o zleconej przez Marcina Krasickiego XVII- wiecznej rozbudowie surowej budowli obronnej wzniesionej przez jego ojca Stanisława i o ówczesnym znaczeniu rezydencji, w której gościli m.in. polscy królowie. 




Słuchamy o architekturze, basztach Szlacheckiej, Królewskiej, Papieskiej i Boskiej, attykach oraz sgrafittach. 


cztery baszty zamku w Krasiczynie

Słuchamy o bezpotomnej śmierci Krasickiego, przechodzeniu zamku z rąk do rąk, w końcu renowacji obiektu po odkupieniu go przez ród Sapiehów. Słuchamy wreszcie o czasach II wojny światowej, wtargnięciu na zamek armii sowieckiej, trwającym półtora tygodnia paleniu wyposażenia na dziedzińcu, zbeszczeszczonych zwłokach Sapiehów, fosie wypełnionej potłuczoną ceramiką. Widzimy, że z dawnego wystroju zachowała się sala myśliwska, ukryta przed bolszewikami przez przytomnego kamerdynera, który po pośpiesznej ucieczce z zamku ostatnich właścicieli, kazał wejście do niej zamurować. Widzimy też odrestaurowaną kaplicę zamkową.


wnętrze odrestaurowanej kaplicy

Na koniec możemy zobaczyć jeszcze wszystko z góry, z wieży zegarowej oraz odwiedzić małe muzeum tortur w lochach (,,zrobione głównie po to, żeby straszyć dziewczyny"). A potem nadchodzi czas, żeby po królewsku się najeść i po królewsku wyspać, przed wkroczeniem na legendarny odcinek Krasiczyn- Dynów.



Komentarze

Popularne posty