Figi, sosny i jeziora, czyli Piast Challenge.

 


 

Wiosną Skorzęcin prezentuje się zupełnie inaczej niż w sierpniu. Zamknięte są jeszcze sklepy, bary i restauracje; po jeziorze Niedzięgiel nie dryfują dmuchane flamingi, wśród kołyszących się na wietrze sosen nie niesie się zapach smażonej ryby. Mogłoby się wydawać, że to miejsce kompletnie opuszczone. Ale 17. kwietnia, w piątek wieczorem, przy ośrodku wypoczynkowym ,,Figa w lesie" zaczyna się ruch. Zjeżdżają się rowery i kajaki. A o 22:00 jacyś szaleńcy zapuszczają się w las, aby powrócić z niego najwcześniej w sobotę w południe. To uczestnicy trasy AR PROFI rajdu przygodowego  Piast Challenge

My wybraliśmy mniej szaloną opcję, czyli klasyczną pieszą TP25, co oznacza, że pod dmuchaną bramą na molo musimy się pojawić dopiero ok. 9:30. ,,Mapa pod nogą!"- krzyczą organizatorzy, rozdając płachty w formacie A3, na które nie możemy zerknąć, dopóki nie padnie hasło ,,start". Części zawodników towarzyszą pieski- w tym przypadku mapy znajdują się więc nie pod nogą, a pod łapą lub nawet ogonem...

,,Start!"- rozlega się wreszcie, po czym wszyscy rozbiegają się, próbując jednocześnie zorientować się dokąd biegną. Większość uczestników rusza na południe- chyba dla zmyłki, bo właśnie tam kończy się mapa. My kierujemy się ku prostemu leśnemu 31, starając się po drodze obmyśleć choćby szczątkową strategię. 

Dołek znaleziony, czas na dwie górki- 32 i 33. Potem 34, czyli ,,granica kultur". Zgodnie stwierdzamy, że kwiecień to najlepsza pora na zawody na orientację- jest już ciepło i robi się zielono, ale na drzewach nie ma aż tyle liści, żeby przesłonić biało-pomarańczowe lampiony.

Ruszamy do 35, zlokalizowanego nad dzikszą częścią Jeziora Niedzięgiel. Prawidłowo identyfikujemy prowadzącą ku niemu przecinkę, ale na jej końcowym odcinku odbijamy, nie wiedzieć czemu, na południe, przez co zamiast wejść prosto na punkt, tracimy trochę czasu na jego poszukiwanie.



ślady życia w Jeziorze Niedzięgiel



Groblą przedostajemy się na drugą stronę jeziora, po umieszczone na skraju polany 39. Kusi, aby ruszyć teraz ku 40 na azymut, ale trochę obawiamy się, że teren może okazać się zbyt podmokły, więc wracamy jednak do grobli.

40 odnajduje się w obniżeniu terenu, 41 na skraju mokradeł, 42 na grobli. Jesteśmy teraz w rozterce- iść najpierw do 43, czy do najbardziej oddalonego od bazy 46? Druga opcja wydaje się krótsza, ale trasa od 42 do 43 jest z kolei tak oczywista, że żal byłoby nie skorzystać. Wybieramy 43 (granica kultur), a do 46 ruszamy zaraz potem. Po drodze mijamy drewnianą kapliczkę św. Huberta. 







Idąc brzegiem Jeziora Skubarczewskiego, wypatrujemy położonej gdzieś na skarpie ambony, która powinna pomóc nam w namierzeniu punktu. Okazuje się, że skarpa jest zbyt stroma, abyśmy mogli stąd cokolwiek dostrzec, posiłkujemy się więc biegnącą po wschodniej stronie czterdziestki szóstki ścieżką.




Jezioro Skubarczewskie



Następnie ruszamy do 45, które okazuje się najbardziej zamaskowane ze wszystkich dotychczasowych punktów. Interesującej nas muldy nie widać z polany, którą idziemy. W dodatku natrafiamy na drogi niezaznaczone na naszej mapie... ale to one ostatecznie pomagają nam znaleźć lampion.

Ponieważ 43 odhaczyliśmy już wcześniej, idziemy teraz prosto do 38 (dołek). Po drodze mijamy kolejne jezioro- tym razem to Piłka ze starym młynem i leśniczówką. 

Następnie zaliczamy 37 (obniżenie terenu), 36 (skraj zarośli, okolice Jeziora Białego) i 44 (paśnik, okolice Jeziora Czarnego), po czym przenosimy się powoli na zachodnią stronę mapy. Tutaj punktów jest mniej, ale za to odległości pomiędzy nimi są większe. Idzie jednak nieźle- bez problemu odnajdujemy 49 (koniec rowu), 48 (granica kultur) oraz 47 (skraj polany). 

Zostały pięćdziesiątki- najpierw ta na końcu ścieżki (50), potem ta na polance (51). Zmierzamy na południe, zgarniając jeszcze 52 (dołek) oraz 53 (koniec drogi). Ostatni lampion przed metą to 54 (wykrot), który odnajdujemy tak samo sprawnie, jak sprawnie pozbywamy się kleszcza, który zabrał się z nami na gapę.

Na mecie meldujemy się z ponad dwugodzinnym zapasem do końca limitu, mamy więc jeszcze sporo czasu, aby zrelaksować się w Skorzęcinie. Odkrywamy, że w czasie, kiedy błąkaliśmy się po lesie, na terenie Ośrodka Wczasowego zaczęły się rozstawiać stragany z zabawkami i magnesami na lodówkę. Otwarły się dwa punkty z lodami, kilka foodtrucków oraz sklep z produktami pierwszej potrzeby (czyt. chipsy i piwo). Na plaży pojawili się spacerowicze, kilka osób nawet się opala. Jest już prawie jak latem...


schemat przebytej przez nas trasy



molo w Ośrodku Wypoczynkowym w Skorzęcinie



< następny post

poprzedni post > 

Komentarze