Wilcza Wielkanoc 2/3. Wilki na trawniku.

,,Basior i Wadera” Marioli Wawrzusiak-Borcz w Międzygórzu



Trasa: Paprsek> (zielonym szlakiem) Větrov, Dalimilova rozhledna> Staré Město> (niebieskim szlakiem) Stříbrnice> U Kapličky> Hraniční hora, sedlo> (żółtym szlakiem) Głęboka Jama> (zielonym szlakiem) Śnieżnik> schronisko PTTK ,,Na Śnieżniku"> (żółtym i czerwonym szlakiem) Przełęcz Śnieżnicka> (niebieskim szlakiem) Góra Parkowa> (zielonym szlakiem) Międzygórze

Długość trasy: 27,5 km

Czas przejścia (nie licząc popasu w schronisku): 7 h



Trasa: Paprsek, turistická chata – Międzygórze | mapa-turystyczna.pl


W górskiej chacie Paprsek wypoczęliśmy znakomicie. Wieczorem zjedliśmy wyborne boruvkove knedliki, a do tego wypiliśmy kraftowe piwo o ekstrakcie 10,22°, odpowiadającym nieprzypadkowo wysokości, na której położony jest hotel. Tak reklamuje swoje piwo Paprsek na stronie internetowej: ,,W branży piwowarskiej krąży legenda, że jeśli na określonej wysokości nad poziomem morza pije się piwo o odpowiadającym jej ekstrakcie, to jego pijalność wzrasta o 1 do 2 kufli bez żadnych negatywnych skutków...". Poza sprawdzeniem tej teorii, wyspaliśmy się oraz wysuszyliśmy mokre od śniegu buty w profesjonalnej suszarni. Rano wstaliśmy zatem pełni energii i w dobrych humorach. Jeden tylko element nie pasuje nam do pełni szczęścia. Z okien jadalni powinniśmy teoretycznie dostrzec obiekt, dla którego głównie tutaj przywędrowaliśmy. Nie widzieliśmy go jednak wczoraj, kiedy po okolicznych (wilczych) łąkach snuły się nisko zawieszone chmury, a tym bardziej nie widzimy go dzisiaj, kiedy wszystko spowite jest mlecznobiałą mgłą. Biorąc pod uwagę, że wieżę widokową Dalimila udało nam się przegapić także podczas październikowej Potrójnej Korony, przy niezłej pogodzie, zaczynamy podejrzewać, że taka wieża w ogóle nie istnieje...



specjały górskiej chaty Paprsek



Aby ostatecznie potwierdzić lub wykluczyć jej istnienie, rozpoczynamy zejście w kierunku pobliskiego szczytu Větrov (919 m n.p.m.). Droga pokryta jest lodem, przemykamy się więc po ściółce, brzegiem lasu. Potem wychodzimy na odkryte, już niezaśnieżone łąki, ale mgła wciąż nie chce odpuścić. Nadbiegający z naprzeciwka Czech pyta nas jednak z nadzieją, czy może wyżej świeci słońce?

Nagle przed nami, sponad żółtej jeszcze po zimie trawy, zaczyna wyłaniać się jakiś bajkowy kształt. Czyżby to ona, Dalimilova rozhledna? A więc kopia wieży, która od końca XIX w. do lat 70. XX w. stała na Śnieżniku, naprawdę powstała tutaj, w Czechach. Za wzniesienie 33-metrowej ,,kamiennej ślicznotki", jak określa ją reklamowa ulotka, odpowiedzialny jest lokalny przedsiębiorca, Dalimil Mika (stąd nazwa). Szkoda, że w powietrzu wciąż utrzymuje się białe mleko, nie będziemy więc w stanie sprawdzić widoków z górnego tarasu. Z drugiej strony, mgła dodaje ślicznotce tajemniczości.



Dalimilova rozhledna wyłania się z mgły




,,kamienna ślicznotka" z bliska



Przez Starý kopec (830 m n.p.m.) schodzimy do miejscowości Staré Město. Nie mamy okazji poznać jego uroków, bo zielony szlak prowadzi nas raczej industrialnymi opłotkami, w oddali widzimy tylko wieżę położonego na wzniesieniu ratusza.

Przerzucając się na znaki niebieskie, łąką usianą rzopikami kierujemy się w stronę wsi Stříbrnice. Na wysokości dolnej stacji wyciągu na wzniesienie o nazwie Štvanice (867 m n.p.m.) napotykamy tablicę reklamującą ,,najpiękniejszą trasę na Śnieżnik". Nie wiemy tylko, która to, bo ze Stříbrnic na szczyt prowadzi kilka dróg. My wybieramy tę oznaczoną na niebiesko, przed kościołem skręcając w prawo. 





jeden z rzopików na niebieskim szlaku





Wchodząc do lasu, napotykamy grupę kapliczek. Pierwsza jest zrujnowana, kolejne już odnowione i odmalowane na biało, ale puste. Biorąc pod uwagę, że mamy dziś Wielkanoc, sytuacja wydaje nam się lekko mistyczna. Później czytamy, że to pozostałości drogi krzyżowej prowadzącej do kaplicy Matki Boskiej wzniesionej pod koniec XIX w. w podziękowaniu za odnalezienie zgubionej drogi. Do kaplicy (a właściwie jej repliki z początku XXI w.) też w końcu docieramy. Obok można odpocząć na rzeźbionej w drewnie ławce.





odnowione kapliczki drogi krzyżowej





rekonstrukcja kaplicy z końca XIX w....





...i ustawiona obok leśna ławka.





Szlak niebieski doprowadza nas do przełęczy Hraniční hora (950 m n.p.m.). Stąd żółtym łącznikiem przedostajemy się do znajomego zielonego, prowadzącego wzdłuż polsko-czeskiej granicy. Znów mamy śnieg pod stopami, ale, inaczej niż wczoraj, nad głowami słońce i niebieskie niebo. 




bałwanek zapowiada śnieg na trasie




- Warto będzie wejść na wieżę na Śnieżniku- przechodzi nam przez głowę. Myślimy tak nadal nawet, kiedy jesteśmy już pod drzwiami ,,blendera", jakże różnego w wyrazie od ,,kamiennej ślicznotki" z Větrova. Otwieramy drzwi i... stajemy po kostki w wodzie, spływającej zapewne z dachu do wnętrza konstrukcji. Ale to jeszcze nic, najciekawszy jest lodowy stożek, który utworzył się wokół pierwszych stopni prowadzących na górny taras widokowy. Obserwując potrójne toeloopy i podwójne Axle wykonywane przez osoby podejmujące próbę wejścia na wieżę, stwierdzamy, że chyba jednak zrezygnujemy z tej przyjemności. Wycofujemy się rakiem, po czym jak najszybciej schodzimy w stronę schroniska, bo wiatr wiejący na Śnieżniku chce urwać nam głowę.




blender na horyzoncie





Śnieg pod nogami topnieje i zmienia się w małe, rwące strumyczki. Na dole temperatury miały dzisiaj dochodzić nawet do +19 stopni Celsjusza. Tutaj aż tak ciepło nie jest, ale słońce przygrzewa całkiem mocno. Na tyle mocno, że szarlotkę decydujemy się spożyć przy stoliku na zewnątrz schroniska. To bardzo dobra szarlotka, podawana nietypowo z polewą jagodową.





szarlotka pod Śnieżnikiem





Pod Śnieżnikiem chyba tęsknią za starą wieżą...




Przed nami już tylko zejście do Międzygórza. Spośród kilku wariantów wybieramy szlak niebieski, w rejonie Góry Parkowej łączący się z zielonym. Do wsi wkraczamy ulicą Sanatoryjną, flankowaną odrestaurowanymi willami z przełomu XIX i XX w. Nagle stajemy jak wryci. Przed jednym z pensjonatów, na zieleniejącym wiosennie trawniku, dostrzegamy parę wilków! Ich cielska wydają się lekko kanciaste, a mięśnie stężały w bezruchu... Może dlatego, że wilki wyrzeźbione są z metalu przez wykładowczynię krakowskiego ASP, Mariolę Wawrzusiak-Borcz. Oddychamy z ulgą, kierując się w stronę jeszcze jednego tutejszego drapieżnego akcentu- wodospadu Wilczki.





wodospad Wilczki w Międzygórzu




Komentarze