U Drakuli 3/3. Zamek Drakuli.

 

zamek w Branie

 

Przypuszcza się, że spośród wielu transylwańskich budowli obronnych to właśnie zamek w Branie zainspirował Brama Stokera do stworzenia opisu posiadłości hrabiego-wampira w powieści ,,Drakula". Irlandzki pisarz mógł jednak widzieć wznoszącą się na wysokiej skale warownię jedynie na rycinach, sam nigdy nie udał się bowiem w podróż po terytorium dzisiejszej Rumunii. Z kolei pierwowzór postaci hrabiego Drakuli, Wład Palownik, jeśli przebywał kiedykolwiek w tutejszych murach, to nie dłużej niż dwa miesiące i to jako... więzień węgierskiego króla, Macieja Korwina. Osobiście cenił dużo bardziej położoną po drugiej stronie łańcucha Gór Fogaraskich surową twierdzę Poenari.

Bran upodobała sobie za to wywodząca się z brytyjskiej rodziny królewskiej Maria Koburg, żona Ferdynanda I, drugiego króla zjednoczonej Rumunii, który rządził wraz z małżonką w latach 1914-1927. Królowa sympatię poddanych zjednała sobie w okresie I wojny światowej, opiekując się w szpitalach rannymi w walkach i ofiarami epidemii tyfusu, a także biorąc czynny udział w negocjacjach pokojowych w Paryżu.  Podarowaną jej w 1920 r. przez Radę Miejską Braszowa XIV-wieczną twierdzę saską poleciła przerobić czeskiemu architektowi Karelowi Limanowi na swoją letnią rezydencję. Wprowadzono wówczas sporo udogodnień oraz nowinek technicznych, ale zachowano średniowieczny charakter zamku. W tutejszej kaplicy spoczywa serce królowej, przywiezione do Branu kilka lat po śmierci Marii przez jej ukochaną córkę, księżniczkę Ileanę.

Na zwiedzanie warowni reklamowanej mimo wszystko jako ,,zamek Drakuli" zarezerwowaliśmy sobie cały trzeci dzień naszej rumuńskiej wyprawy. Naczytaliśmy się, że do wejścia ustawiają się długie kolejki, w związku z czym zaleca się przyjechać do Branu odpowiednio wcześniej, a najlepiej wykupić bilet z fast pass. A skoro już zdecydowaliśmy się na fast pass, to zaszaleliśmy i zarezerwowaliśmy cały pakiet, z przewodnikiem (w języku angielskim), komnatami tortur oraz ,,tunelem czasu" (łączna cena: 200 RON od osoby; pakiet podstawowy kosztuje 90 RON). 

Dotrzeć do zamku z Braszowa z pomocą komunikacji zbiorowej można na dwa sposoby. Pierwszy to dojazd pociągiem do miejscowości Zărnești, a stamtąd 10,5-kilometrowy spacer odcinkiem szlaku Via Transilvanica ciągnącego się z Putnej to Drobety Turnu Severin. Drugi sposób to bezpośredni dojazd autobusem przewoźnika Transbus Codreanu do Branu. Rozważamy obie opcje, ale ostatecznie zwycięża lenistwo. Wcześniej upewniamy się kilkakrotnie, czy autobus będzie kursował w prawosławny Wielkanocny Poniedziałek. 

Według rozkładu autobus odjeżdża o pełnej godzinie, kwadrans przed 11:00 meldujemy się więc na dworcu Bartolomeu. Czekamy spokojnie, ale kiedy wybija 11:00, naszego transportu wciąż nie widać. Jeszcze się nie denerwujemy. Czekamy kolejne pięć minut. Wtedy ulicą równoległą do peronów, tuż przed naszymi nosami, przejeżdża biały pojazd z czerwonym napisem ,,Transbus Codreanu". Nie zwalnia jednak i nie wjeżdża do żadnej z zatoczek. Wyczuwając, że coś jest nie tak, udajemy się do dworcowej informacji. Na szczęście w Rumunii można bez problemu dogadać się po angielsku, nawet starsze osoby znają najczęściej choćby kilka podstawowych słów. I tym razem udaje nam się uzyskać pomoc. ,,To Bran not from here, from Autogara 2 Codreanu"- oznajmia głos w okienku. A więc w Braszowie jest jeszcze inny dworzec autobusowy... Szybko sprawdzamy Google Maps: Strada Avram Iancu, 1200 m stąd. Zdążymy na 12:00. Za dziesięć pierwsza będziemy w Branie, a rezerwację zrobiliśmy na 13:00, więc operacja powinna się udać. 

W piętnaście minut docieramy do Autogara 2. Na pierwszy rzut oka dworzec wygląda na opuszczony, zamknięte na głucho są budki z preclami i langoszami. W jednej z zatoczek stoi jednak autobus z karteczką ,,BRAN" wsuniętą za szybę, a obok kręci się też kierowca, który wskazuje pojazd palcem zbierającemu się tu pomału międzynarodowemu towarzystwu. Przed dwunastą wsiadamy, uiszczając opłatę w wysokości 15 lei od osoby. 

Autobus jedzie przez Râșnov, miasteczko zbudowane wg tego samego schematu co Strada Lungă w Braszowie- jedno- i dwukondygnacyjne budynki ustawione szczytami do ulicy, połączone łukowymi bramami wjazdowymi na wąskie, długie podwórka. Ponad zabudowaniami mieszkalnymi wznosi się wzgórze, opisane ,,hollywoodzkim" znakiem z opasaną kamiennym murem średniowieczną cytadelą. Twierdza pełniła w przeszłości rolę tzw. zamku chłopskiego, tzn. służyła jako schronienie mieszkańcom dolnego miasta w razie najazdu Turków czy Tatarów. Obecnie znajduje się w trakcie rewitalizacji i nie można jej zwiedzać (z wyjątkiem ogrodów), dlatego nie włączyliśmy jej do naszego programu.

W około 45 min. dojeżdżamy do Branu. Zamek widoczny jest z daleka, drogę prowadzącą do niego oklejają natomiast stragany przypominające nam zakopiańskie Krupówki. Przedzieramy się przez strefę pluszowych nietoperzy, metalowych czaszek, strzelających diabełków i desek do krojenia, śpiesząc się do bramek biletowych. Kolejek nie widać, jednak w sezonie występują na pewno, sądząc po prowadzącej aż na sam szczyt wzgórza czerwonej taśmie wygradzającej fast pass od zwykłego. Trochę problemów mamy ze znalezieniem miejsca, w którym powinniśmy czekać na przewodnika. Okazuje się, że trzeba wejść do środka zamku, przez kolejne bramki, a potem polować na panią w koszulce z napisem ,,guide", nie dając się porwać fali turystów, którzy zdecydowali się na zwiedzanie samodzielne. Nie tylko my zresztą nie do końca rozumiemy rządzące oprowadzaniem po zamku zasady. W efekcie nasza grupa na początku zwiedzania liczy trzy osoby, a na końcu- siedem.

Przewodniczka nie eksponuje wątków wampirycznych, skupiając się na historii. Przybliża nam postać Włada Palownika, prosząc o to, aby nie postrzegać go jedynie w czarnych barwach. Owszem, słynął z okrucieństwa, wyolbrzymianego dodatkowo przez jego przeciwników w wydawanych specjalnie pamfletach. Z drugiej strony, stanowczości i twardej ręki wymagała od niego sytuacja polityczna. Trzeba też pamiętać o tym, że Drakula przysłużył się Wołoszczyźnie, zaprowadzając porządek oraz redukując przestępczość na swoich ziemiach, a także dążąc do niezależności od Turcji i Węgier.



Owszem, słynął z okrucieństwa...



Dowiadujemy się też sporo o królowej Marii (jak się okazuje, w młodości przyjaźniła się z księżną Daisy von Pless, a nawet odwiedziła ją w 1906 r. w zamku Książ), a także o jej córce Ileanie, która odziedziczyła Bran i uwielbiała go równie mocno jak Maria. Tak jak jej matka zajmowała się rannymi podczas I wojny światowej, ona robiła to samo w trakcie kolejnego ogólnoświatowego konfliktu. Właścicielem zamku jest dzisiaj jej syn, Dominik.

Jedna z zamkowych komnat poświęcona jest jednak rumuńskim legendom i ludowym wierzeniom. Słuchamy więc o strzygach (rum. stereogoi /strigoi), których zwyczaje przypominają te przypisywane wampirom. Pojawiają się też rusałki (iele) oraz- obowiązkowo- trumna otoczona świecami...






Oprócz historii, szczypta legend.





Zwiedzanie zamku z przewodniczką nie zajmuje nam więcej niż godzinę. Potem wchodzimy samodzielnie jeszcze do sal prezentujących średniowieczne narzędzia tortur, do sklepu z pamiątkami oraz szumnie nazwanego ,,tunelu czasu", który okazuje się windą z kilkoma panelami multimedialnymi zjeżdżającą do położonego niżej korytarza obwieszonego ekranami, prowadzącego do drugiego sklepu z suwenirami. Tam odbieramy pamiątkowe zdjęcie z Władem, królową Marią, księżniczką Ileaną oraz tajemniczym jegomościem w długiej, czarnej pelerynie...






dziedziniec wewnętrzny zamku







Wszyscy robią zdjęcia...








widok z zamku w kierunku cerkwi nad rzeką Turcul






Zamek Bran- wnętrza






Zamek Bran- malowany drewniany strop





Po wyjściu za zamkowe mury zagłębiamy się jeszcze w strefę straganów na podzamczu. Spomiędzy kiczowatych wampirów i tandetnych zabawek udaje nam się wyłuskać stoiska z ręcznie wykonanymi tradycyjnymi ludowymi maskami rumuńskimi oraz kolorowymi pasami, a za przyozdobionym kościotrupami domem strachów odnajdujemy ciekawy (darmowy) skansen tradycyjnego budownictwa wiejskiego z widokiem na ośnieżone Karpaty.






Drakula i Nicolae Ceaușescu- stragan z pamiątkami pod zamkiem Bran






Wolimy takie pamiątki- ludowe pasy i maski.






Skansen ludowego budownictwa pod zamkiem w Branie.






Potem kupujemy precle i idziemy na przystanek autobusowy ukryty przy barze szybkiej obsługi. Spędziliśmy całkiem przyjemny dzień w Branie, choć spodziewaliśmy się, że zamek (zwłaszcza za tą cenę!) będzie trochę większy. Wracając do Braszowa rozmyślamy kiedy by tu wrócić do Transylwanii, aby zobaczyć inne zamki i porównać je z ,,zamkiem Drakuli"...


***

Kolejnego dnia rano jesteśmy już na lotnisku Ghimbav pod Braszowem. Zajmując miejsca w samolocie, rzucamy ostatnie spojrzenia w kierunku gór rysujących się na horyzoncie. Ale zaraz, czy dobrze usłyszeliśmy jak przedstawił się pilot? Czy powiedział, że ma na imię Wład...?




< następny post

Komentarze