GR20 2/10: Carrozzu-Tighjettu.

Widok na Lac du Cinto.



***English below***


Trasa: Refuge de Carozzu> Passerelle de la Spasimata> Bocca di a Muvrella> Bocca di Stagnu> Refuge d'Ascu-Stagnu> Pointe des Éboulis> Bocca Crucetta> Refuge de Tighjettu (GR20, etapy 3+4)

Długość trasy: 13,3 km

Czas przejścia: Carozzu-Ascu: 4 h 45 min.; popas w Ascu: 35 min., Ascu-Tighjettu: 7 h 5 min. (łącznie 12 h 25 min.)





Nie powiedzielibyśmy, że nasza pierwsza noc pod namiotem była stuprocentowo komfortowa. Po pierwsze, trzeba wspomnieć o tym że schroniskowe namioty ustawione są na drewnianych paletach izolujących od podłoża. I nie skarżymy się nawet na to, że jest twardo. Chodzi o to, że jeśli ktoś przewraca się na drugi bok w namiocie ustawionym na tej samej palecie, to ten ruch czuć również w namiocie obok. Po drugie, zupa z soczewicy poskutkowała kilkoma nocnymi wycieczkami do toalet. Po trzecie, jeszcze przed czwartą wokół nas rozdzwoniły się budziki i zaczęła obozowa krzątanina. Owszem, my też planowaliśmy dzisiaj wstać wcześnie, ale o czwartej jest przecież jeszcze całkiem ciemno...

Mimo niewyspania, próbujemy zebrać się jakoś do kupy i wcisnąć w siebie chociaż odrobinę jedzenia. Zamiast na śniadanie, które składa się tu zazwyczaj z bagietki lub tostów z dżemem, zdecydowaliśmy się na tzw. pique-nique czyli zestaw do zabrania ze sobą w drogę, składający się przeważnie z kaszki kuskus z dodatkami, musu owocowego i batonika musli. Musimy przyznać, że trochę obawiamy się dzisiejszego dnia. Znów zamierzamy połączyć dwa etapy i choć do pokonania mamy zaledwie 13 km, już wczoraj przekonaliśmy się, że w tutejszych warunkach sam dystans, podany w oderwaniu od przewyższeń oraz ukształtowania terenu, niewiele znaczy.

O 6:00 ruszamy w drogę. Początek trasy jest całkiem przyjemny- idziemy ścieżką przez las, jest trochę kamieni i korzeni, ale w granicach rozsądku. Po drodze natykamy się na sosnę, która wygląda wypisz wymaluj jak te z Krzywego Lasu pod Gryfinem. Ciekawe jak ma się to do teorii spekulujących na temat powstania lasu? 

 

 

Krzywa sosna, ale nie pod Gryfinem.

 

 

Po niespełna dwudziestu minutach wędrówki, docieramy do pierwszej atrakcji-chybotliwego mostku zawieszonego ponad głęboko wyrzeźbionym korytem potoku Spasimata. Poziom adrenaliny wzrasta, dzięki czemu nieco się rozbudzamy.

 

 

 

Passerelle de la Spasimata

 

 

Za mostkiem żegnamy się z klasyczną ścieżką, a witamy ze skalnymi płytami. Musimy się po nich wdrapać aż na przełęcz  Bocca di a Muvrella (1987 m n.p.m.), czyli dosłownie ,,do pyszczka małego muflona". Muflon europejski, przodek owcy domowej, został sprowadzony na Korsykę i Sardynię z Azji ok. 6000 lat p.n.e. W innych miejscach Europy (w tym w polskich Sudetach) został introdukowany dopiero na początku XX w. w celach myśliwskich. Obecnie na Korsyce żyje ponad 1000 tych zwierząt, a w Polsce- trzy razy więcej, nam jednak jeszcze nigdy nie udało się zobaczyć muflona na żywo w dzikim środowisku.

 

 

Droga na przełęcz Bocca di a Muvrella.

 

  

Skały...

 

 

 

...i jeszcze więcej skał.

 

 

 

Skały ze skałami w tle.

 

 

Skały i trochę zieleni.

  

 

Naszym oczom ukazuje się natomiast w końcu dedykowana muflonowi przełęcz oraz widok na rozległą dolinę potoku Ruisseau de Bocca Bianca. Ale to jeszcze nie koniec wspinaczki, przed nami bowiem podejście na Bocca di Stagnu (2003 m n.p.m.). Dopiero za tą drugą przełęczą ścieżka zaczyna opadać do widocznej w dole stacji narciarskiej Haut Asco (Ascu Stagnu). Oczywiście to, że idziemy w dół, nie oznacza że idziemy szybko.

 

 

Docieramy do przełęczy.

 

 

 

Widok na dolinę potoku Ruisseau de Bocca Bianca.




Haut Asco w dole.




W drodze do Haut Asco.



Do Ascu Stagnu docieramy przed jedenastą. Idealna pora na kawałek tarty cytrynowej i jogurt, który marzył się od rana połowie z nas. Do tego standardowo Orangina i Pietra. Uzupełniamy wodę w bidonach, po czym ruszamy na kolejny etap trasy... ten dłuższy i trudniejszy.

Początek jest całkiem miły- idziemy przez las, i to rzeczywiście idziemy, a nie tylko ,,poruszamy się". Miłe złego początki...  Wkrótce zaczyna się bowiem podejście na liczący aż 2607 m n. p. m. szczyt Pointe des Éboulis. Ten odcinek GR 20 jest stosunkowo nowy- wcześniej trasa prowadziła po zachodniej strony grzbietu Punta Minuta (2556 m n.p.m.), ale została zmieniona po tragicznym wypadku z 2016 r., kiedy w wyniku osunięcia się ziemi w rejonie Cirque de la Solitude zginęło 7 osób.

Nowy wariant jest jednak niezwykle malowniczy. Zwłaszcza po tym, jak przekraczamy mostek na Ruisseau de Tighjettu, a wokół nas zaczynają wyrastać spiczaste skalne zęby, niektóre z nich otulone jeszcze resztkami śniegu. Można się przy nich ochłodzić, podobnie jak w przepływających gdzieniegdzie potokach. 

 

 

 

Ruisseau de Tighjettu.

 

 

W stronę skalnych zębów...

 

 

 

Skalne zęby wokół nas (wśród nich charakterystyczna Tour Penchée)

 

 

 

Gdzieś tam w górze kryje się Monte Cinto, najwyższy szczyt Korsyki...

 

 

...a taki widok zostawiamy za sobą.

 

 

W okolicach niewielkiego Lac d'Argento spotykamy kilka nadchodzących z przeciwnej strony grup żołnierzy, uzbrojonych i w pełnym umundurowaniu. Widząc, ile dźwigają na sobie, zaczynamy doceniać nasze pięciokilowe plecaki... Wojskowi zapewne odbywają tu jakiś trening. Nie noszą żadnych emblematów, ale po tym że są wśród nich zarówno Azjaci, jak i Latynosi, domyślamy się, że należą do Legii Cudzoziemskiej. Wszyscy pozdrawiają nas zwyczajowym ,,bonjour"... aż do momentu, kiedy jeden z nich wychwytuje, że rozmawiamy między sobą po polsku. ,,Podobają wam się górki?! My już od tygodnia po nich zapier....!"- informuje nasz rodak, a my przyznajemy się, że również planujemy przebyć całe GR20 (tyle że bez karabinka szturmowego zawieszonego na piersi).

 

 

  

Lac d'Argento.

 

 

 

Jeszcze jeden skalny ząb.
 

 

 

A co to urosło wśród skał? Oczywiście skalnica.

 

Tuż przed szczytem Pointe des Éboulis znajduje się odbicie, które umożliwia zdobycie wznoszącego się nieopodal najwyższego szczytu Korsyki- Monte Cinto (2706 m n.p.m.). Wielu hikerów korzysta z tej możliwości, ale my jakoś nie mamy ochoty na dodawanie sobie przewyższeń i dystansu. GR20 nawet bez bonusów jest wystarczająco wymagające i widokowe. Trawersujemy zatem skalistą grań ponad Lac du Cinto, kierując się prosto do przełęczy Bocca Crucetta (2452 m n.p.m.), skąd zaczyna się już zejście do schroniska Tighjettu.

 

 

 

Bocca Crucetta.



 

Lac du Cinto.

 

 

W stronę Tighjettu...

 

 

W schronisku meldujemy się około wpół do siódmej wieczorem, a więc na czas. Pytając o kolację, uzyskujemy jednak odpowiedź: ,,the dinner is full". Rzeczywiście, zaczynają ją już właśnie serwować. Na szczęście działa sklepik, w którym zakupujemy paczkę makaronu oraz sos w słoiczku. Idziemy więc pod (ciepły!) prysznic, a potem zabieramy się za gotowanie w schroniskowej kuchni.

To był długi i wyczerpujący dzień. Kiedy wczołgujemy się do (zjawiskowo położonego) namiotu, łapią nas skurcze w dziwnych miejscach. Ale od jutra ma być podobno łatwiej...

 

 

 

Refuge de Tighjettu.

 

 

 

Zjawiskowo położone namioty.



< następny post

poprzedni post >


***English version***


Route: Refuge de Carozzu> Passerelle de la Spasimata> Bocca di a Muvrella> Bocca di Stagnu> Refuge d'Ascu-Stagnu> Pointe des Éboulis> Bocca Crucetta> Refuge de Tighjettu (GR20, etapy 3+4)

Distance: 13,3 km

Walking time: Carozzu-Ascu: 4 h 45 min.; break at Ascu: 35 min., Ascu-Tighjettu: 7 h 5 min. (12 h 25 min. in total)





We wouldn’t say our first night in a tent was one hundred percent comfortable. First of all, it’s worth mentioning that the refuge tents are set up on wooden pallets to isolate them from the ground. And we’re not even complaining about it being hard. The thing is, if someone rolls over to their other side in a tent pitched on the same pallet, you can feel that movement in the neighbouring tent. Secondly, the lentil soup resulted in several night trips to the toilets... Thirdly, even before 4:00 AM, alarm clocks started ringing all around us, and the camp hustle and bustle began. Sure, we were planning to get up early today too, but at four it’s still pitch black outside...

Despite being sleep-deprived, we try to pull ourselves together somehow and force down at least a bit of food. Instead of the breakfast, which usually consists of a baguette or toast with jam  here, we opted for the so-called pique-nique—a takeaway trail pack, mostly couscous with toppings, a fruit purée, and a muesli bar. We have to admit we’re a bit apprehensive about today. We’re planning to double up on stages again, and although we only have 13 km to cover, we already realized yesterday that in these conditions, distance alone—given without elevation gain and terrain type—means very little.

We hit the trail at 6:00 AM. The beginning of the route is quite pleasant—we walk along a path through the forest, there are some rocks and roots, but within reason. On the way, we come across a pine tree that looks exactly like the ones in the Crooked Forest near Gryfino. We wonder how this fits into the theories speculating about the forest’s origin? 
 
 
 
 
 
Crooked pine, Corsican edition.
 
 
 
 
After less than twenty minutes of hiking, we reach the first highlight—a shaky suspension bridge hanging over the deeply carved bed of the Spasimata stream. Our adrenaline levels spike, waking us up a bit.
 
 
 
 
 
Passerelle de la Spasimata.
 
 
 

Past the bridge, we say goodbye to the classic trail and hello to rocky slabs. We have to scramble up them all the way to the Bocca di a Muvrella pass (1987 m a.s.l.), which literally means "the muzzle of the little mouflon." The European mouflon, an ancestor of the domestic sheep, was brought to Corsica and Sardinia from Asia around 6000 BC. In other parts of Europe (including the Polish Sudetes), it was introduced for hunting purposes only at the beginning of the 20th century. Today, over 1,000 of these animals live in Corsica, and three times as many in Poland, yet we’ve never managed to see a mouflon live in the wild.
 
 

  

The path to Bocca di a Muvrella.

 

  

Rocks...

 

 

 

...and more rocks.

 

 

 

Rocks with rocks in the background.

 

 

 

Rocks and a bit of greenery.


 
 

Instead, the pass dedicated to the mouflon finally appears before our eyes, along with a view of the vast valley of the Ruisseau de Bocca Bianca stream. But this is not the end of the climb, as the ascent to Bocca di Stagnu (2003 m a.s.l.) still lies ahead. Only after this second pass the path begins to drop down toward the Haut Asco (Ascu Stagnu) ski station visible below. Of course, just because we’re going downhill doesn’t mean we’re moving fast...
 
 
 
 

Reaching the pass.

 

 

 

View of the Ruisseau de Bocca Bianca valley.




Haut Asco below.




Heading down to Haut Asco.
 
 
 
 

We reach Ascu Stagnu before eleven. The perfect time for a slice of lemon tart and the yogurt half of us had been dreaming about since morning. To accompany it, the standard Orangina and Pietra set. We refill our water bottles and head out for the next section of the route... the longer and harder one.

The beginning is quite nice—we walk through the forest, and we’re actually walking, not just "moving along." A pleasant beginning to a rough ride... Because soon, the ascent to the 2607 m a.s.l. summit of Pointe des Éboulis begins. This section of the GR20 is relatively new—the route used to run along the western side of the Punta Minuta ridge (2556 m a.s.l.), but it was changed after a tragic accident in 2016, when a landslide in the Cirque de la Solitude area killed 7 people.

However, the new variant is incredibly scenic. Especially after we cross the bridge over the Ruisseau de Tighjettu, and jagged rocky teeth begin to rise around us, some of them still draped in remnants of snow. You can cool off next to them, just like in the streams flowing here and there. 
 
 
 
 

Ruisseau de Tighjettu.

 

 

Moving towards the rocky fangs...

 

 

 

Surrounded by rocky fangs (including the distinctive Tour Penchée).

 

 

 

Hidden somewhere up there is Monte Cinto, Corsica's highest peak...

 

 

...and this is the view we leave behind. 

 

 

Near the small Lac d'Argento, we meet several groups of soldiers coming from the opposite direction, armed and in full uniform. Seeing how much they’re carrying, we begin to appreciate our five-kilo backpacks... The military guys are probably doing some training here. They aren’t wearing any emblems, but seeing that there are both Asians and Latinos among them, we guess they belong to the Foreign Legion. Everyone greets us with the customary "bonjour"... until one of them notices which language do we use. "How do you like the hills?! We've been busting our asses out here for a week!" our compatriot informs us in Polish, and we admit that we also plan to complete the entire GR20 (just without the assault rifles slung across our chests).
 
 
 
 

Lac d'Argento.

 

 

 

One more rocky tooth.
 

 

 

And what’s that growing among the rocks? Rockfoils, of course.

 

 
 

Just before the summit of Pointe des Éboulis, there is a turn-off that allows you to summit Corsica's highest peak rising nearby—Monte Cinto (2706 m a.s.l.). Many hikers take advantage of this opportunity, but we don't really feel like adding elevation and distance. Even without any bonuses, the GR20 is demanding and scenic enough. No extras, thank you very much. So, we traverse the rocky ridge above Lac du Cinto, heading straight for the Bocca Crucetta pass (2452 m a.s.l.), from where the descent to the Tighjettu refuge begins.
 
 
 

 

Bocca Crucetta.



 

Lac du Cinto.

 

 

Heading towards Tighjettu...

 


We check in at the refuge around half past six in the evening, so right on time. When we ask about dinner, however, we get the answer: "the dinner is full." Indeed, they’re just starting to serve it. Fortunately, the shop is open, where we buy a pack of pasta and a jar of sauce. So, we head for a (warm!) shower and then get to cooking in the refuge kitchen.

It was a long and exhausting day. When we crawl into our (spectacularly located) tent, we get cramps in strange places. But tomorrow is supposed to be easier...
 
 
 

Refuge de Tighjettu.

 

 

 

Spectacularly located tents.


 


Komentarze