GR20 8/10: Col de Verde-Matalza.


 

 

 ***English below***

 

Trasa: Col de Verde> Bocca d´Oru> Refuge de Prati> Bocca di Campitellu> Bocca di Laparu> Bocca di a Furmicula> A Teghia di Bridicula> Refuge d'Usciolu> Bocca di Suargheddu> Bocca di l´Usciolu> Bergeries de Basseta> Refuge de Matalza (GR20, etapy 11b+12+13a+13b)

Długość trasy: 27 km

Czas przejścia: Col de Verde-Prati: 1h 40 min., Prati-Usciolu: 5h, popas w Usciolu: 50 min.; Usciolu-Matalza: 3 h 30 min.; łącznie 11 h

 

 

 

 

Poranek zaczyna się od podejścia. Najpierw lasem. Później drzewa ustępują niższej roślinności. Wychodzimy na przełęcz Bocca d'Oru (1846 m n.p.m.), z której znów widać Morze Tyrreńskie- tym razem wydaje się bliższe, choć wciąż niewyraźne, zlewające się w jedną całość z szarobłękitnym niebem.

 

 

 

Poranek zaczyna się od podejścia...

 

 

Widok z przełęczy Bocca d'Oru.

 

Idziemy teraz przyjemną ścieżką przez trawiasty płaskowyż. Zapowiada się kolejny słoneczny dzień, ale jeśli chodzi o warunki atmosferyczne, pojawia się jeden element, którego wcześniej nie było- wiatr. Niektórzy hikerzy zakładają nawet puchówki... Obserwujemy ich ze zdumieniem- dla nas temperatura zrobiła się wreszcie komfortowa.

Na horyzoncie majaczy jasnozielony dach Refuge de Prati. Jest jeszcze wcześnie, więc zatrzymujemy się tylko po to, żeby uzupełnić płyny. Obsługa schroniska zdaje się początkowo mrukliwa, ale kiedy opuszczamy to miejsce, jesteśmy już prawie przyjaciółmi.

 

 

 

Refuge de Prati na horyzoncie.

 

 

Za schroniskiem kończy się sielanka, rozpoczynamy bowiem wspinaczkę na przełęcz Bocca di Campitellu (1899 m n.p.m.). Później ścieżka opada w kierunku Bocca di Laparo (1525 m n.p.m.). Miejscami jest miło, miejscami przypominają się nam skalne przeprawy z północnej części GR20. Przechodzimy to na jedną, to na drugą stronę grani, na przemian chowając się i wystawiając na podmuchy wiatru. 

 

 

 

Rozpoczynamy wspinaczkę...

 

 

W drodze na Bocca di Campitellu.

 

 

 

Zejście w kierunku Bocca di Laparo.

 

 

Zejście w kierunku Bocca di Laparo.

 

 

Na przełęczy Bocca di Laparo urządzono niewielki punkt widokowy z tablicą z opisem panoramy. Widać stąd m.in. miejscowość Palleca (fr. Palneca)- plamę zabudowy pośród gęstego, zielonego lasu. 

 

 

 

Palleca widoczna z przełęczy Bocca di Laparo.

 

My też będziemy teraz szli lasem.  Z jednej strony to dobrze, bo schowamy się w cieniu, a z drugiej tak sobie, bo jesteśmy osłonięci od chłodzącego przyjemnie wiatru. Zrobiło się gorąco, a po drodze nie ma żadnych źródeł ani strumieni. Co gorsza, z Bocca di Laparo wspaniale widoczny był imponujący grzbiet, na który musimy się teraz wdrapać. Z powrotem na wysokość ponad 1900 m n.p.m., na przełęcz Bocca di a Furmicula. Potem jeszcze kawałek pod górę, w pobliże szczytu Monte Formicula, i można schodzić do widocznego już w dole schroniska Usciolu. Zejście, jak to na GR20, trwa jednak wieki.

 

 

Znów pod górę...

 

 

Widok w kierunku Bocca di Laparo.

 

 

Refuge d'Usciolu w dole.

 

 

Do schroniska docieramy ok. 13:00, a więc w sam raz na lunch. (Nie bez trudności) odnajdujemy ukryty w zaroślach sklepik i zamawiamy makaron, serwowany... z gotowaną marchewką. Przy sąsiednim stoliku siada dwóch chłopaków, a jeden z nich okazuje się mieszkającym od dzieciństwa we Francji Polakiem. Ten nie traci okazji, aby porozmawiać z nami w ojczystym języku i opowiada o swoich planach. Wraz z towarzyszem idą w odwrotnym kierunku, z południa na północ. Chcieliby pokonać cały szlak, ale jak wyjdzie- nie wiedzą. Ruszając w dalszą drogę, życzymy im powodzenia.

 

 

Wędrujący razem z nami chrząszcz z rodzaju Protaetia- zapewne kwietnica nakrapiana.

 

 

Ze skalistej grani schodzimy w kierunku zieleni. Idziemy przez las, później przez rozległe pola paproci. Na chwilę zbliżamy się do cywilizacji, tzn. do szosy, przy których ulokowały się Bergeries de Basseta. Na poboczu wyleguje się znudzona dzika korsykańska świnia. Nie zatrzymujemy się tutaj, jesteśmy bowiem już blisko celu dzisiejszej wędrówki. Znika zasięg telefoniczny, a krajobraz znowu się zmienia- idziemy najpierw przez pagórkowate łąki, potem wzdłuż rzeki. Na koniec czeka na nas jeszcze podejście, które na profilu trasy było prawie niewidoczne, ale mocno daje nam w kość. 

 

 

Przez pola paproci...

 

 

Dzika świnia korsykańska.

 

 

W Refuge de Matalza zapominamy jednak o wszystkich trudach. Tutejsza ekipa wita nas wyjątkowo serdecznie. Tłumaczy od razu w biegłym angielskim co i jak- gdzie robić pranie, gdzie brać prysznic, gdzie zaopatrzyć się w wodę pitną. Wkrótce zaczynają się przygotowania do kolacji- tutaj jest to szarpana wieprzowina z frytkami oraz mus czekoladowy. Jeśli zaś chodzi o spanie, wybraliśmy wersję luksusową- tzn. nie tradycyjny namiot, ale tipi z łóżkami polowymi w środku. Bardziej ekskluzywna była jedynie kopuła z widokiem na rozgwieżdżone nocne niebo...

 

 

< następny post

poprzedni post > 

 

 

 ***English version***

 

Route: Col de Verde> Bocca d´Oru> Refuge de Prati> Bocca di Campitellu> Bocca di Laparu> Bocca di a Furmicula> A Teghia di Bridicula> Refuge d'Usciolu> Bocca di Suargheddu> Bocca di l´Usciolu> Bergeries de Basseta> Refuge de Matalza (GR20, stages 11b+12+13a+13b)

Distance: 27 km

Walking time: Col de Verde-Prati: 1h 40 min., Prati-Usciolu: 5h, break at Usciolu: 50 min.; Usciolu-Matalza: 3 h 30 min.; in total: 11 h

 

 


 

 

The morning begins with an ascent. First through the forest. Later, the trees give way to lower vegetation. We reach the Bocca d'Oru pass (1,846 m a.s.l.), which offers another view of the Tyrrhenian Sea—this time it seems closer, though still hazy, blending seamlessly with the gray-blue sky.

 

 

The morning begins with an ascent...

 

 

View from Bocca d'Oru pass.

 


We are now walking along a pleasant path across a grassy plateau. It promises to be another sunny day, but weather-wise, a new element appears that wasn't there before—the wind. Some hikers even put on down jackets... We watch them in amazement; for us, the temperature has finally become comfortable.


The bright green roof of Refuge de Prati appears on the horizon. It is still early, so we only stop to hydrate. The refuge staff seems grumpy at first, but by the time we leave, we are practically friends.

 

 

Refuge de Prati appears on the horizon...

 


The idyllic stretch ends past the refuge as we begin the climb to the Bocca di Campitellu pass (1,899 m a.s.l.). Later, the path drops toward Bocca di Laparo (1,525 m a.s.l.). It is pleasant in some places, while in others, we are reminded of the rocky scrambles from the northern section of the GR20. We cross from one side of the ridge to the other, alternately hiding from and exposing ourselves to the gusts of wind.

 

 

 

We begin the climb...

 

 

...towards Bocca di Campitellu.

 

 

On the way down to Bocca di Laparo.

 

 

On the way down to Bocca di Laparo.


  

At the Bocca di Laparo pass, there is a small viewpoint with a panorama board. From here, you can see the village of Palleca (Fr. Palneca)—a patch of buildings amid a dense, green forest. 

 

 

 

Palleca seen from the viewpoint at Bocca di Laparo.

 

 

We will be walking through the forest now too. On one hand, it's good because we will hide in the shade, but on the other hand, it's not so great because we are sheltered from the pleasantly cooling wind. It has turned hot, and there are no springs or streams along the way. To make matters worse, the impressive ridge we now have to climb was perfectly visible from Bocca di Laparo. Back up to an altitude of over 1,900 m a.s.l., to the Bocca di a Furmicula pass. Then a bit further uphill, near the summit of Monte Formicula, and finally we can descend to the Usciolu refuge, already visible below. The descent, however, as is typical on the GR20, takes ages.

 

 

Going uphill again...

 

 

View towards Bocca di Laparo.

 

 

Refuge d'Usciolu down below.


 

We arrive at the refuge around 1:00 PM, just in time for lunch. (Not without difficulty) we find a shop hidden in the bushes and order pasta, served... with boiled carrots. Two guys sit down at the neighboring table, and one of them turns out to be a Pole who has lived in France since childhood. He doesn't miss the chance to chat with us in his native language and talks about his plans. He and his companion are heading in the opposite direction, from south to north. They would like to complete the entire trail, but how it will turn out—they don't know. As we set off, we wish them luck.

 

 

A beetle of the genus Protaetia hiking with us—most likely a Protaetia morio.


 

From the rocky ridge, we descend toward the greenery. We walk through the forest, then through vast fields of ferns. For a moment, we approach civilization—meaning the road next to which the Bergeries de Basseta are located. A bored wild Corsican pig is lounging on the roadside. We don't stop here, as we are already close to today's destination. Phone service disappears, and the landscape changes again—we walk first through rolling meadows, then along the river. Finally, another climb awaits us, which was almost invisible on the route profile but gives us a real beating.

 

 

Through the fern fields...

 

 

Wild Corsican pig.

 


At Refuge de Matalza, however, we forget all the hardships. The crew here welcomes us exceptionally warmly. They immediately explain what's what in fluent English—where to do laundry, where to shower, and where to get drinking water. Soon, preparations for dinner begin—here it is pulled pork with fries and chocolate mousse. As for sleeping, we chose the luxury version—meaning not a traditional tent, but a teepee with camp beds inside. The only thing more exclusive was a dome with a view of the starry night sky...

 

 < next post

previous post > 

Komentarze