GR20: Ekwipunek.




***English below***


Pakując się na GR20, szlak niełatwy kondycyjnie, warto pomyśleć o zminimalizowaniu wagi ekwipunku. Nasze plecaki (35 i 40 l) ważyły (bez wody) po ok. 5 kg. Jeżeli chodzi o wodę, mieliśmy ze sobą bidony mieszczące łącznie 1,25 l płynu na osobę. Napełnialiśmy je przed wyruszeniem w trasę, w schronisku wypadającym zazwyczaj (przy dublowaniu etapów) mniej więcej w połowie trasy, a czasami jeszcze dodatkowo ze strumieni napotkanych po drodze. Przy tych okazjach korzystaliśmy z filtra Lifestraw. Aby woda miała więcej wartości odżywczych, nieśliśmy ze sobą również opakowanie rozpuszczalnych elektrolitów.

Spaliśmy w namiotach zapewnionych przez schroniska, wyposażonych również w materace (w Tighjettu były nawet po 2 na osobę), do spania musieliśmy zabrać więc jedynie własne śpiwory. Tutaj też postawiliśmy na lekkość: wypełnione naturalnym puchem modele od firmy Fjord Nansen (temp. komfort= 6°C) ważyły nieco powyżej 0,5 kg każdy. Było nam w nich przeważnie aż za ciepło. Chłód zmuszający do założenia dodatkowych warstw odzieży odczuliśmy tylko na jednym noclegu, w Refuge de Matalza. Być może ze względu na położenie schroniska w pobliżu wody, a być może dlatego, że zamiast bardziej nagrzewającego się namiotu wybraliśmy tam obszerniejsze tipi.

Pokonanie GR20 wymaga dobrego planowania. Przy dzieleniu trasy na poszczególne odcinki korzystaliśmy ze wszelkich możliwych źródeł internetowych oraz z (anglojęzycznego) przewodnika papierowego wydanego przez Knife Edge Outdoor Limited (autor: Andrew McCluggage). Na rynku dostępny jest jeszcze przewodnik brytyjskiego wydawnictwa Cicerone (autor: Paddy Dillon). Aby odpowiednio dostosować czas wyjścia na trasę (i przygotować się mentalnie), opis kolejnego odcinka czytaliśmy jeszcze codziennie przed snem dnia poprzedzającego. Aby jednak nie dźwigać ze sobą dodatkowych dekagramów, przed wyjazdem zapisaliśmy po prostu w telefonie zdjęcia interesujących nas stron. Do telefonu załadowaliśmy również mapy offline (aplikacja Mapy.com), a do zegarka plik .gpx. Trasa jest jednak generalnie bardzo dobrze oznaczona, wątpliwości mieliśmy zaledwie w kilku miejscach. Można powiedzieć, że jeśli przez kilkadziesiąt metrów nie masz w zasięgu wzroku biało-czerwonych pasków, to poszedłeś źle.

Dość dużo ważył powerbank, który zabraliśmy ze sobą (Xiaomi Redmi 20000 mAh). Nie można powiedzieć, że to sprzęt niezbędny, bo właściwie w każdym schronisku  jest możliwość doładowania telefonu z jednej, ogólnie dostępnej listwy (czasami za drobną opłatą). Najprzydatniejszy okazał się niespodziewanie w... pensjonacie na przełęczy Bavella. Wieczorem i w nocy występowały tam akurat przerwy w dostawie prądu- światło co chwilę zapalało się i gasło, więc zamiast ryzykować uszkodzenie telefonów czy ładowarki, po prostu skorzystaliśmy z powerbanku. 

Niewiele ważyła za to odzież. Nastawiliśmy się na upały, i rzeczywiście z takimi mieliśmy do czynienia. Przydała się czapeczka z daszkiem oraz strój kąpielowy. Nie można przegapić niepowtarzalnej atrakcji, jaką jest zanurzenie się w którymś z naturalnych, skalnych basenów na trasie! Ani razu nie użyliśmy (lekkich) kurtek przeciwdeszczowych. Długie nogawki i rękawy zakładaliśmy jedynie wieczorami, siedząc na tarasie schroniska. Codziennie robiliśmy pranie- rozwieszaliśmy je albo (jeśli był jeszcze dostępny) na schroniskowym sznurze albo na namiocie. Dobrym pomysłem jest zabranie ze sobą kilku klamerek- wiatr na Korsyce potrafi robić psikusy.

Buty są zawsze sprawą dość indywidualną. Wiele osób pokonuje GR 20 w traperach za kostkę, ale dla nas przy panujących na Korsyce temperaturach byłoby to po prostu niewyobrażalne. Postawiliśmy na lekkie obuwie do biegów trailowych, koniecznie z przyczepną podeszwą. Podczas naszego przejścia nie padało ani razu, ale gdyby na mokrej skale zaskoczył nas deszcz, mogłoby nie być wesoło. Na niektórych odcinkach wspomagaliśmy się kijkami trekkingowymi, ale było też sporo dłuższych fragmentów, w których łatwiej i bezpieczniej było iść bez nich.

W naszej apteczce oprócz obowiązkowego kremu z filtrem znalazł się również spray do odkażania ran. Rzecz przydatna, bo otarcia skóry i drobne skaleczenia to w skalistym terenie codzienność. Do kosmetyczki w ostatniej chwili dorzuciliśmy kilka paczek chusteczek higienicznych, co uratowało nam życie. Co prawda schroniskowe zaplecze sanitarne okazało się lepsze niż się spodziewaliśmy po przeczytaniu kilku relacji ze szlaku, ale w nowoczesnych ekologicznych toaletach papier toaletowy był raczej rzadkim gościem.

Jeśli nie ma się specjalnych wymagań lub ograniczeń żywieniowych, jedzenia w większych ilościach nie warto ze sobą nosić. Na lunch lub deskę serów zawsze można zatrzymać się w jakimś refuge lub bergerie. My mieliśmy ze sobą na trasie jedynie awaryjne musy owocowe, batoniki zbożowe (bez czekolady- ta  w sekundę zrobiłaby się płynna) lub zakupiony w schronisku pique-nique (najczęściej kuskus, który dosmaczaliśmy np. tuńczykiem z puszki dostępnym w schroniskowych sklepikach). Warto natomiast zostawić w plecaku trochę miejsca na powrót, aby wypełnić go korsykańskimi przysmakami: kiełbasą figatellu, serem brocciu, ciastkami canistrelli, likierem z mirtu, miodem z makii, dżemem z klementynek czy ziołami. Jeśli ktoś będzie wam go proponował, nie dajcie się skusić się jedynie na legendarny casgiu merzu...






< następny post

poprzedni post >


***English version***


When packing for the GR20—a trail that is physically demanding—it is well worth considering minimizing your gear weight. Our backpacks (35 and 40 liters) weighed around 5 kg each (excluding water). As for water, we carried bottles with a total capacity of 1.25 liters per person. We filled them before setting off, at the refuge usually located around the midpoint of the route (when doubling stages), and sometimes additionally from streams encountered along the way. On those occasions, we used a LifeStraw filter. To give the water more nutritional value, we also carried a pack of soluble electrolytes.

We slept in tents provided by the refuges, which were also equipped with mattresses (in Tighjettu there were even two per person), so we only needed to bring our own sleeping bags. Here, too, we focused on lightness: the natural down-filled models from Fjord Nansen (comfort temperature = 6°C) weighed just over 0.5 kg each. Most of the time, we were actually too warm in them. We only felt a chill that forced us to put on extra layers of clothing during one night at Refuge de Matalza. This might have been due to the refuge's location near water, or perhaps because we chose a spacious tipi there instead of an usual tent.

Tackling the GR20 requires good planning. When breaking the route down into individual sections, we used all possible online sources as well as a paper guidebook (in English) published by Knife Edge Outdoor Limited (authored by Andrew McCluggage). There is also a guidebook available from the British publisher Cicerone (authored by Paddy Dillon). To properly adjust our departure times (and prepare ourselves mentally), we read the description of the next section every night before going to sleep. However, to avoid carrying extra weight, we simply saved photos of the pages we needed on our phones before the trip. We also loaded offline maps (Mapy.com app) and a .gpx file into the watch. That said, the trail is generally very well marked; we had doubts in only a few places. You could say that if you don't see the white and red stripes within a few dozen meters, you've gone the wrong way.

The power bank we brought along (Xiaomi Redmi 20000 mAh) weighed quite a lot. You can't say it's an essential piece of gear, because you can recharge your phone at almost every refuge using a single, publicly accessible power strip (sometimes for a small fee). Unexpectedly, it turned out to be most useful in... a guesthouse at the Bavella Pass. That evening and night, there happened to be power outages—the lights kept turning on and off—so instead of risking damage to our phones or chargers, we simply used the power bank.

On the other hand, the clothing weighed very little. We expected hot weather, and that is exactly what we encountered. A baseball cap and a swimsuit came in handy. You cannot miss the unique highlight of taking a dip in one of the natural rock pools along the trail! We didn't use our (lightweight) rain jackets even once. We only wore long pants and sleeves in the evenings while sitting on the refuge terrace. We did laundry every day—hanging it either on the refuge clothesline (if one was available) or on the tent. Bringing a few clothespins is a good idea, as the Corsican wind can play tricks on you.

Footwear is always a personal choice. Many people hike the GR20 in high-top hiking boots, but for us, given the temperatures in Corsica, that would have been simply unimaginable. We opted for lightweight trail running shoes, strictly with a high-grip sole. It didn't rain once during our trek, but if rain had caught us off guard on wet rock, things could have turned unpleasant. On some sections, we helped ourselves with trekking poles, but there were also plenty of longer stretches where it was easier and safer to hike without them.

In addition to the mandatory sunscreen, our first aid kit included a wound disinfectant spray. It proved useful, as skin chafing and minor cuts are a daily occurrence in rocky terrain. At the last minute, we tossed a few packs of tissues into the toiletry bag, which saved our lives. Admittedly, the refuge sanitary facilities turned out better than we expected after reading a few trip reports, but toilet paper was a rather rare sight in the modern eco-toilets.

Unless you have special dietary requirements or restrictions, it is not worth carrying food in large quantities. You can always stop at a refuge or a bergerie for lunch or a cheese platter. On the trail, we only carried emergency fruit purees, cereal bars (without chocolate, which would turn liquid in a second), or a pique-nique purchased at a refuge (mostly couscous, which we flavored with things like canned tuna available in the refuge shops). On the way back, however, it is worth leaving some space in your backpack to fill it with Corsican delicacies: figatellu sausage, brocciu cheese, canistrelli cookies, myrtle liqueur, maquis honey, clementine jam, or herbs. The only thing you shouldn't be tempted by, if anyone offers it to you, is the legendary casgiu merzu...






< next post

previous post >

Komentarze